Rosnący popyt na polską żywność w Unii Europejskiej wymusza zwiększenie produkcji

W branży trwa inwestycyjny boom. W tym roku zainwestowana ma być rekordowa kwota ponad 2 mld USD, o jedną czwartą więcej niż w 2003 r.

Polskie mięso jest ciągle tańsze od unijnego, opłaci się je kupować szczególnie w Wielkopolsce i na Mazowszu. Także blisko zachodniej granicy. W niemal 3 miesiące po akcesji polska wieprzowina kosztowała średnio o 4 euro taniej za kg, a wołowina o 3 euro. Na bazarach i w sklepach firmowych ta różnica jest znacznie większa.

Bez barier

Do maja br. Unia chroniła rynek kontyngentami ilościowymi, które szybko się wyczerpywały. Po ich przekroczeniu nakładała wysokie cła. W przypadku drobiu kontyngent skończył się już w styczniu br., a cło wynosiło nieco ponad 1 euro za kg. Od maja br. polska oferta mięsa stała się ofertą kraju unijnego. Nie ma też uciążliwych kontroli i długiego oczekiwania na odprawę na granicy. Wcześniej zdarzało się, że powstałe w ten sposób opóźnienia były przyczyną zerwania kontraktu. Sprzyja wzrostowi eksportu również rosnące spożycie w państwach „starej” Unii, szczególnie w Niemczech, Danii i Hiszpanii, gdzie na osobę przypada już prawie 70 kg wieprzowiny, 16,7 kg wołowiny i prawie 30 kg drobiu.

Francuscy i niemieccy farmerzy, najwięksi producenci drobiu w Europie, protestują. Mówią, że Polacy zbili ceny do 1,3 euro za kg, podczas gdy średnia unijna do tej pory wynosiła 1,5 euro. Niższych cen żądają tylko Litwini, ale ilości towaru, jaki proponują są znacznie mniejsze. Według Leszka Kawskiego z Krajowej Rady Drobiarstwa ten rok będzie znacznie lepszy od ubiegłorocznego, uważanego za rekordowy, kiedy wyeksportowano ponad 85 tys. t drobiu i jego przetworów. Zdaniem Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa, podobnie będzie z wołowiną i wieprzowiną. – Eksport mięsa w bieżącym roku może się zwiększyć nawet o 40 procent w porównaniu z ubiegłorocznym – mówi.

Boom głównie w branży mięsnej

 – Tegoroczne inwestycje w przemyśle spożywczym mogą przekroczyć dwa miliardy dolarów – prognozuje Iwona Szczepaniak z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiG). Będzie to o 500 mln USD więcej niż w 2003 r. Eksperci z IERiGŻ i niezależni analitycy są zgodni, że największy boom jest ciągle w branży mięsnej.

Potentatem inwestycyjnym jest się ZM Duda SA z Grąbkowa, który kilka dni temu z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa podpisał już piątą umowę o dofinansowanie z unijnego programu Sapard, łącznie pomoc unijna na inwestycje Dudy to 9,9 mln zł. Także ZM Końskowola, który w br. zrezygnowały z modernizacji starej wytwórni i przejmowania podupadających firm na rzecz budowy nowej, za 50 mln zł. Inwestują wielkie zakłady od dawna obecne na światowych rynkach: Indykpol – 30 mln zł, Animex – 20 mln zł, Sokołów – 37 mln zł, Morliny – ponad 20 mln zł.

Ubojnię za ponad 20 mln zł buduje w Jędrzejowie Duda z Sosnowca, który już ma największy na południu Polski zakład przetwórczy. Udziałowcami w przedsięwzięciu jest obok Dudy 160 hodowców bydła i trzody, a wydatki przekroczą 20 mln zł. Na podobne kwoty inwestycyjne stać również średniej wielkości zakłady mające zagranicznych odbiorców, w tym np. Food Service z Rawy Mazowieckiej, który do lutego 2005 r. za 25 mln zł wybuduje ubojnię trzody chlewnej, z czego 8 mln zł, to wsparcie z Sapard. Ubojnia rozpocznie działalność na początku przyszłego roku i będzie największa w województwie łódzkim.

 – Eksportujemy nawet 50 proc. miesięcznej produkcji. Ale tamtejsi klienci domagają się stałej jakości surowca i wielkości dostaw odpowiadających potrzebom – mówi Jan Trzepanowski, prezes Food Service. Inna firma – Mitmar z Łodzi dotychczas dzierżawił nieruchomość, ale za kilka dni za 20 mln zł rozpoczyna budowę wielkiej chłodni i zakładu rozbioru mięsa (10 mln zł będzie z Sapard), które ukończy jeszcze w br. Z usług chłodni będą korzystały zagraniczne firmy, dodatkowo zlecające rozbiór.

 – Na wymianę starych urządzeń na bardziej wydajne wydałam kilkaset tysięcy złotych. Teraz buduję nowoczesną chłodnię – mówi Zofia Floriańczyk, właścicielka zakładu mięsnego z Garwolina.

W Wierzejkach w przyszłym miesiącu zostanie otwarty drugi pod względem wielkości w województwie lubelskim zakład mięsny. Właściciele: Jan i Marek Zdanowscy zainwestowali 10 mln zł w nowoczesny zakład rozbioru połączony z chłodniami i magazynami. Dziennie będzie tu produkowanych 30 ton mięsa i jego przetworów. Kolejnym etapem ma być wybudowanie za ok. 7 mln zł rzeźni. – Obecnie 80 proc. naszych produktów sprzedajemy na rynku krajowym, nowa fabryka pozwoli na zwiększenie produkcji na eksport. Docelowo 60 proc. mięsa ma iść na rynek krajowy, 20 proc. do krajów Unii, a 20 proc. eksportowane na Wschód – mówi Marek Zdanowski.

Włodzimierz Bortkowski, właściciel Cedrobu inwestuje w rozwój firmy od kilku lat, ale dopiero w tym roku zwiększa liczbę kurników z 30 do 40. Większa hodowla pozwoli mu na zwiększenie produkcji i eksportu.

Znany producent przetworów mlecznych Mlekovita, w tym roku spodziewa się rekordowych przychodów rzędu 1,3 mld zł, w czerwcu wysłała na rynek unijny towary wartości 60 mln zł. W ubiegłym roku oddała do użytku nową linię serów dojrzewających i fabrykę produkującą masło, margarynę i miksy maślane. W tym roku na inwestycje przeznaczono 50 mln zł. Powstanie zakład do produkcji mleka pasteryzowanego i mlecznych produktów fermentowanych, zostanie zwiększona także produkcja serów. – Trzeba zwiększać skalę produkcji w zakładach mleczarskich, by móc dobrze konkurować na unijnym rynku – wyjaśnia Dariusz Sapiński, prezes Mlekowity.

W ocenie Iwony Szczepaniak z IERiGŻ boom inwestycyjny w branży mięsnej potrwa jeszcze przez co najmniej 2 najbliższe lata. Oprócz eksportu wymiernymi efektami tego rozwoju są nowe miejsca pracy i wzrost efektywności funkcjonowania firm.

Włodzimierz Sadowski, dyrektor Centrum Usług Finansowych Thomsona

W tej chwili trwa w Unii Europejskiej miniboom na polską żywność, który może przerodzić się w długookresowy popyt. Polskie zakłady spożywcze, jeśli chcą szybko wykorzystać okazję i eksportować towary na zagraniczne rynki, powinny zainwestować w nowoczesne linie produkcyjne i system dystrybucji. Na polskim rynku brakuje dużych chłodni. Warto tworzyć porozumienia producentów surowca z zakładami przetwórczymi, bo to umożliwi wysyłanie dużych partii towaru na Zachód.

Inwestycje wielkości 3-5 mln EUR zwrócą się po ok. 1,5 roku, ale przy ich rozpoczynaniu należy zapewnić sobie rynek zbytu. Firmy, które chcą na trwałe zaistnieć na unijnym rynku, muszą zainwestować większe pieniądze w nowoczesny park maszynowy. Te nakłady zwrócą się po 2 – 3 latach.

W czasach boomu przemysł spożywczy przyciąga dużo kapitału spekulacyjnego, który może być pomocny w finansowaniu inwestycji. Należy także pamiętać o wykorzystywaniu funduszy unijnych. Nie tylko z SAPARD przeznaczonego dla rolników, ale i o wiele większych pieniędzy z funduszy strukturalnych i Funduszu Spójności.

Józef Matczak, właściciel Zakładu Mięsnego w Dąbrównie

 – W ciągu półtora roku na inwestycje wydałem ponad 13 milionów złotych. Dla mnie to ogromna kwota. Każdy wydatek był dobrze przemyślany. Niczego nie żałuję i wiem, że dalej będę inwestował. To dlatego, że dzięki wysiłkowi mój zakład jest jednym z najnowocześniejszym w UE. Staliśmy się ogromnym zagrożeniem dla spokojnie do tej pory działających konkurentów z krajów ” 15-tki”, którzy nie wierzyli, że damy sobie radę z nadrobieniem zaległości. Okazało się, że mamy rewelacyjnie zdrową żywność, jest ona dostępna w wielkich ilościach i że monitorujemy cały proces, od pola do stołu. W dodatku każdy to może zobaczyć. Mój zakład odwiedza wielu zagranicznych potencjalnych klientów zainteresowanych nawiązaniem współpracy. Rozmawiamy jak partnerzy w interesie, który ma być perspektywiczny i opłacalny dla obu stron. Dlatego warto było inwestować.

Wykorzystać szansę

Wejście Polski do Unii Europejskiej i związane z tym otwarcie dla naszych producentów ogromnego rynku – jeszcze niedawno chronionego cłami i kontyngentami – zaczyna przynosić bardzo wymierne korzyści. Pierwsze korzystają z tego zakłady przemysłu spożywczego.

Trochę nieoczekiwanie dla wszystkich pojawił się bardzo duży popyt na polską żywność. Tym bardziej nieoczekiwany, że jeszcze niedawno straszono nas, iż sporo zakładów mięsnych i mleczarskich nie będzie w stanie spełnić wysokich unijnych norm i wymogów. Straszono polskim „brudnym mięsem i mlekiem”.

Stało się inaczej i możemy się cieszyć z gwałtownie rosnącego eksportu. Na razie dotyczy to głównie mięsa, a wynika z dużej różnicy cen między Polską a pozostałymi krajami Unii. Ale jest szansa, że ekspansja eksportowa naszej żywności będzie zjawiskiem trwałym i obejmie również wiele innych artykułów.

Aby tak się stało, niezbędne jest jednak umiejętne wykorzystanie szansy, jaka pojawiła się przed firmami. Muszą one przede wszystkim dokonać poważnych inwestycji – zarówno służących zwiększeniu produkcji, jak i poprawie jej jakości. Te pierwsze pozwolą na wykorzystanie rosnącego popytu, drugie na utrzymanie się na zagranicznych rynkach również wtedy, gdy koniunktura się pogorszy lub przewaga cenowa nie będzie nam aż tak bardzo sprzyjać jak obecnie.

Wiele firm zaczyna to rozumieć i coraz więcej inwestuje. Rzecz w tym, by inni poszli za tym przykładem.

Roman Przasnyski

Źródło: Rzeczpospolita