Piekarze i cukiernicy mogą starać się o unijne dotacje

Dzięki nowej interpretacji unijnych przepisów będą mogli korzystać z tych unijnych dotacji, którymi zarządza Polska Agencja Rozwoju Przemysłu. Problem pojawił się pod koniec maja.

Ku zaskoczeniu przedsiębiorców i chyba także urzędników okazało się, że piekarze i cukiernicy teoretycznie nie powinni mieć dostępu do dotacji z funduszy, którymi zarządza PARP (Sektorowy Program Operacyjny Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw – SPO WKP). Co gorsza – na skutek wewnętrznych uregulowań – nie kwalifikowali się też do tych dotacji, którymi steruje Ministerstwo Rolnictwa (sektorowy program operacyjny dla rolnictwa). A wszystko z powodu źle sformułowanych przepisów.

Unijną podstawą prawną do wypłacania dotacji przez PARP było m.in. Rozporządzenie 70/2001. Stwierdza ono, że wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw nie obejmuje firm, które przetwarzają jeden z kilkudziesięciu produktów rolno-spożywczych wymienionych w załączniku do unijnego traktatu. Na tej liście jest m.in. mąka – podstawowy surowiec dla piekarni i cukierni. Rozporządzenie 70/2001 nakazywało, by ci przedsiębiorcy ubiegali się o dotację z funduszy „rolniczych”.

Problem w tym, że inne przepisy – stosowane już na szczeblu krajowym przez resort rolnictwa – stanowiły, iż przedsiębiorstwami „rolnymi” są tylko te, które dokonują „pierwszego przetworzenia”, czyli np. mielą ziarno i wytwarzają mąkę. Sytuacja wyglądała niedobrze, organizacje zawodowe rzemieślników zaczęły protestować. Rozwiązanie znalazł… Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Otóż stwierdził on, że PARP może powołać się na inną unijną podstawę prawną – Rozporządzenie 1/2004, które stwierdza: „Przetwarzanie należy rozumieć jako działanie na produkcie rolnym powodujące, że produkt końcowy pozostaje nadal produktem rolnym”. Chleb i ciastko tej definicji nie spełniają, stąd konkluzja: piekarze i cukiernicy kwalifikują się do dotacji w ramach SPO WKP. Tę interpretację – jak dowiedziała się „Gazeta” – zaakceptowało Ministerstwo Gospodarki. Producenci bułek i pączków mogą więc już szykować wnioski.

Źródło: Gazeta Wyborcza