Po 1 maja najbardziej podrożały mięso i drób

Od maja o ponad 20 proc. podrożały drób, wołowina i ryż. Rekordowe podwyżki cen żywności spowodowane wejściem do Unii Europejskiej są już jednak za nami – ocenia Narodowy Bank Polski. Po wakacjach należy spodziewać się spadku cen niektórych produktów, ale to nie zahamuje wzrostu inflacji.

Dane Narodowego Banku Polskiego wskazują, że w wyniku przystąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej najbardziej podrożały: ryż, mięso, cytrusy i masło. Od połowy kwietnia ceny cukru podniosły się o 5,1 proc., w mniejszym stopniu m.in. ryb. Konsumenci zwracali uwagę głównie na podwyżki cen cukru i paliw. Zgłaszali to na infolinię, którą uruchomiły NBP oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK nie wykrył porozumień cenowych.

 – Zaskoczył nas duży popyt w Unii na polskie mięso i przetwory mleczne. Wpływ akcesji na średnioroczną inflację nie będzie większy niż 0,9 proc. – wyjaśniał wczoraj na konferencji prasowej Krzysztof Rybiński, wiceprezes NBP.

Sytuacja w sklepach i przetwórniach

Popyt na polskie produkty w Unii Europejskiej prawdopodobnie nie spadnie. Największym zaskoczeniem dla analityków był wzrost cen mięsa drobiowego. Jeszcze w kwietniu eksperci rolni zapewniali, że drób stanieje, tymczasem podrożał średnio o 22 proc. – wynika z danych NBP. Konsumenci najbardziej odczuli skok cen filetów drobiowych, które są masowo eksportowane na Zachód.

Mira Kobuszyńska z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej uważa, że w przypadku drobiu, oprócz naturalnej tendencji do wyrównywania cen w krajach UE i Polsce, zadziałał także drugi czynnik. Chodzi o okresowe braki na rynkach europejskich, spowodowane chorobami drobiu (Holandia, Niemcy), a przede wszystkim ograniczeniem eksportu z Dalekiego Wschodu, gdzie na skutek ptasiej grypy wybite zostały całe stada kurczaków.

Handlowcy i eksperci są zgodni – istotnym hamulcem dalszego wzrostu cen może być ograniczenie krajowego popytu. Widać to już w handlu wieprzowiną, której sprzedaż zaczęła spadać. Półtusze wieprzowe kl. R, za które zakłady płaciły w końcu czerwca 7,6 – 7,7 zł za kg, we wtorek można było kupić po 6,6 zł kg. W rezultacie masarnie zaczynają już obniżać ceny zbytu.

 – W ubiegły piątek zmniejszyliśmy o kilka procent ceny wyrobów – podaje Krzysztof Bryś z zakładów mięsnych Pasmo w Pabianicach. – Od środy potanieje mięso, a od czwartku, o dalszych kilka procent, wszystkie wyroby.

Podobny mechanizm, zdaniem analityków, powinien zadziałać w przypadku drobiu.

Możliwy jest – zdaniem Ireneusza Grzeszczyka, maklera z Łodzi – dalszy wzrost cen wołowiny. Podaż tego mięsa jest nadal niewystarczająca i szybko się nie zwiększy. Rolnicy nie chcą wyzbywać się żywca, bo liczą na dalsze podwyżki, a letni wypas bydła jest tani. Zapotrzebowanie na mięso wołowe z państw UE jest w dalszym ciągu duże, a ceny we Włoszech czy w Niemczech wciąż wyższe niż w kraju. Polska wołowina stała się towarem poszukiwanym na Zachodzie, jej ceny będą rosły, ale już nie tak szybko jak w maju i czerwcu.

W drugiej połowie roku można spodziewać się spadku cen zbóż, a co za tym idzie, produktów mącznych: pieczywa i makaronów. – Zboża mogą stanieć o 30 proc. – przewiduje Krzysztof Rybiński.

Może wzrastać natomiast cena ryżu, bo jest to produkt bardzo chroniony w Unii. Powoli będzie drożało mleko, które w naszym kraju wciąż jest tańsze niż w Unii. Handlowcy pocieszają, że masło już nie powinno być droższe, bo jego ceny w Polsce zbliżyły się do cen w Niemczech.

Co z tego ma budżet

Wzrost inflacji w danym roku ma dla budżetu zawsze pozytywny efekt, na krótką metę wyższe tempo podnoszenia cen jest korzystne. Wynika to przede wszystkim z większych wpływów do budżetu m.in. z podatków pośrednich, głównie VAT. Pozytywny efekt może dać także umiejętne zarządzanie długiem, ale – jak zauważa w rozmowie z „Rz” Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku – to, co budżet zyska teraz, będzie musiał oddać w przyszłym roku w postaci wyższych kosztów wykupu długu. Dodatkowo negatywny wpływ na sytuację budżetu w 2005 roku będzie miała indeksacja. Od tempa wzrostu cen bezpośrednio lub pośrednio zależy około 40 składników wydatków budżetowych, w tym m.in. wysokość rent i emerytur.

Jankowiak zaznacza, że obecnie sytuację budżetu należy rozpatrywać uwzględniając i wzrost gospodarczy, i szybko rosnącą inflację. – W tym roku oba te elementy są korzystne dla budżetu, który dzięki temu powinien uzyskać 6 – 8 mld zł więcej wpływów w porównaniu z wcześniejszymi prognozami – mówił Jankowiak. – To, co budżet zyska w tym roku, będzie musiał oddać z nawiązką w roku przyszłym.

Jak walczyć ze zwyżką cen

Walcząc z rosnącą inflacją, trudno liczyć na natychmiastowy efekt. Tym bardziej że obecnie jej źródłem są czynniki zewnętrzne, m.in. notowania ropy i wstąpienie Polski do UE.

Ekonomiści zaznaczają, że nie ma lepszego sposobu ograniczania inflacji niż wpływanie na nią poprzez stopy procentowe. Działa to nie tylko bezpośrednio na poziom inflacji, ale i na oczekiwania inflacyjne. Zmiany w polityce pieniężnej mają ekonomiczne przełożenie na gospodarkę z rocznym opóźnieniem. NBP podwyżkami stóp wcześniej może gasić oczekiwania inflacyjne.

 – Na politykę NBP mają wpływ rosnące oczekiwania inflacyjne. Będziemy dbali o to, by jednorazowe podwyżki cen żywności nie prowadziły do wzrostu inflacji w długim okresie – zapewnił Krzysztof Rybiński.

Skuteczna walka z inflacją może być prowadzona także przez politykę kursową. Spadek kursu złotego wpływa na wzrost inflacji i uatrakcyjnia eksport. Natomiast aprecjacja lokalnej waluty pomaga ograniczyć inflację, ale zwiększa szanse importerów. Nie jest to jednak wpływ automatyczny i także działa z kilkumiesięcznym opóźnieniem.

Ostatnio Dariusz Filar, członek RPP, stwierdził, że krótkookresowe umocnienie złotego nie ma wpływu na inflację. Obniżenie cen w imporcie, w wyniku umocnienia krajowego pieniądza (mamy z tym do czynienia obecnie), powinien wpłynąć na spadek cen wielu towarów, ale w dużej mierze zależy to od zachowań handlowców.

Długoterminowo pozytywny wpływ na poziom inflacji ma zdyscyplinowana polityka pieniężna.

Przewidywania Brukseli

Komisja Europejska jeszcze na początku tego roku przewidywała stopniowe zrównanie cen żywności w Polsce i krajach „starej Unii”. Jej zdaniem proces ten miał trwać 5 – 7 lat. Taką perspektywę wskazano w raporcie z 2001 roku. W prognozach z października minionego roku Bruksela oczekiwała, że w tym roku inflacja w Polsce wyniesie 1,9 proc. Pół roku później, w marcu 2004 roku, przewidywania te zostały zrewidowane, ale tylko nieznacznie. Zdaniem KE w tym roku ceny w Polsce podniosą się o 2,3 proc. Poszerzenie Unii miało spowodować szybki wzrost eksportu żywności z krajów „15” do Polski, a nie odwrotnie. Stało się inaczej: tylko w maju nasza sprzedaż do UE zwiększyła się o 25 procent. To przyczyniło się do podniesienia cen w kraju. Okazało się, że importerom z UE nie przeszkadza niska rzekomo jakość polskiej wołowiny i wieprzowiny. Łącznie w tym roku Bruksela zamierza przeznaczyć niewiele, 150 – 200 mln euro, na interwencyjny skup żywności w Polsce w celu podtrzymania stabilnych cen produktów rolnych. Zwyżka cen produktów spożywczych powinna zatem być dosyć ograniczona.

Źródło: Rzeczpospolita