Pierwsze próby wyłudzenia unijnych dopłat

Sześć hektarów ziemi sąsiada zawłaszczył sobie rolnik we wsi Krzepice (Świętokrzyskie), by dostać więcej pieniędzy z UE. – Jestem więcej niż pewny, że takich sytuacji będzie mnóstwo – mówi Jan Borek, wicedyrektor ARMiR w Kielcach.

Właściciel ośmiohektarowego gospodarstwa w Krzepicach na co dzień mieszka i pracuje w Warszawie. Kilka dni temu przyjechał do rodzinnej wsi i usłyszał od znajomego, że jego ziemię jeden z rolników zadeklarował jako swoją we wniosku o dopłaty unijne.

 – Miał na tyle dokładne informacje, że wpisał tylko sześć hektarów, pozostałe dwa zajmuje mi las, na który nie przysługuje dopłata.

Pan Jan zaczął przepytywać sąsiadów, jak to możliwe, że ktoś wystąpił o dopłaty do nie swojej ziemi. – Okazało się, że obowiązujące procedury przy składaniu wniosków pozwalają na wpisanie czyjejś ziemi – podkreśla pan Jan. Oszust złożył wniosek o dopłaty za ziemię pana Jana w ostatnich dniach.

 – Mógł być w zmowie z kimś, kto wie, jakie wnioski już wpłynęły. Liczył, że ja już takiego nie złożę i oszustwo przejdzie – uważa właściciel gospodarstwa.

Do złożenia wniosku o dopłaty potrzebne są numer ewidencji geodezyjnej, dokładna powierzchnia działki oraz wypis z rejestru gruntu. Zdobycie tych danych nie jest trudne.

 – Na pewno nie wydamy wypisu geodezyjnego osobie postronnej, ale nie mogę wykluczyć, że ustnie któryś z pracowników podał te dane. Staramy się iść na rękę ludziom i ktoś mógł to wykorzystać – wyjaśnia Danuta Stępniak, kierownik referatu Urzędu Gminy w Seceminie.

Z wypisem z rejestru gruntów też nie ma problemów. – Ze starostw powiatowych wzięliśmy wypisy i z wydrukami jeździliśmy na szkolenia do poszczególnych wsi. Wydawaliśmy je ludziom bezpłatnie, za okazaniem dowodu. Jeżeli ktoś powiedział, że dzierżawi albo uprawia grunt sąsiada, to w zasadzie mógł otrzymać wypis. Nikt tego nie sprawdzał – przyznaje Bogusław Tatar, kierownik powiatowego biura ARiMR we Włoszczowie.

Pracownicy ARMiR już zajęli się sprawą ziemi pana Jana. – Jeden z rolników przyznał, że wpisał do wniosku nie swoją działkę. Tłumaczył, że miał do niej prawo, bo ją użytkuje od wielu lat. Teraz będziemy sprawdzać, jak było naprawdę i czy pomogli mu w tym urzędnicy – mówi Jan Borek,wicedyrektor ARMiR w Kielcach. – Jestem więcej niż pewny, że takich sytuacji będzie mnóstwo – dodaje.

W Świętokrzyskiem ARMiR zamierza sprawdzić losowo około 6 tys. gospodarstw, to pięć procent wszystkich uprawnionych do dopłat. Urzędnicy ruszą w teren w sierpniu. – Nasz system komputerowy pozwala wychwycić przypadki, gdy na jedną działkę złożone są dwa wnioski, i wtedy będziemy sprawdzać, kto ma prawo do dopłaty – zapewnia Edward Adamiec, dyrektor ARMiR w Kielcach.

Jeśli rolnik we wniosku o dopłatę poda większą powierzchnię ziemi, niż ma w rzeczywistości, będzie musiał zwrócić pobrane nieprawnie pieniądze. Gdy zawyży powierzchnię działki o ponad 50 proc., to w roku, w którym wykryto oszustwo, nie dostanie dopłaty wcale, a przez kolejne trzy lata będzie miał potrącane o kwotę, o którą oszukał.

Jeśli będzie to między 30 a 50 proc., to potrąca się całą nieprawnie odebraną dopłatę w jednym roku, a jeśli wyłudzi od 3 do 30 proc. należącej mu się dopłaty, to będzie musiał zwrócić dwa razy tyle, ile zapłaciłaby mu Unia, gdyby we wniosku podał prawdę.

Źródło: Gazeta Wyborcza