Rok na podwojenie eksportu

Od 1 maja przed polskimi eksporterami żywności otworem stanął unijny rynek 450 milionów konsumentów. Nie są już przeszkodą normy sanitarne, cła, ceny minimalne i kontyngenty. W tym roku nasza sprzedaż powinna osiągnąć 5 miliardów euro dzięki takim hitom eksportowym jak sok jabłkowy, mleko w proszku czy drób – twierdzą eksperci. Rok temu była dwa razy mniejsza.

Wczoraj na giełdach hurtowych w Niemczech ser gouda był droższy o 25 proc. niż w Polsce. Za jabłka trzeba było zapłacić dwa razy więcej, a półtusze wieprzowe były o 60 proc. droższe. Do tej pory z tej różnicy cen niewiele wynikało. Tylko nieliczne polskie mleczarnie i zakłady mięsne miały prawo sprzedawać na rynki wspólnotowe, bo zdaniem Brukseli pozostałe nie spełniały minimalnych norm sanitarnych. Ci, którzy uprawnienia takie posiadali, byli ograniczani barierą ceł i innych opłat. W minionym roku kontyngent na eksport drobiu został wyczerpany 6 stycznia, a Unia zgodziła się na import 500 ton rocznie soku jabłkowego na preferencyjnych warunkach.

1700 firm spełnia normy

Wanda Chmielewska-Gil z fundacji pomocy dla rolnictwa FAPA wymienia przede wszystkim producentów mleka w proszku, masła i serów, jako tych, którzy skorzystają jako pierwsi. Wśród 1708 zakładów przetwórstwa spożywczego, które zdaniem Brukseli spełniają unijne normy sanitarne, jest 208 czołowych mleczarni kraju. – Z powodu eksportu może nie starczyć mleka klasy ekstra – obawia się Chmielewska-Gil. Z 11,5 mln ton mleka produkowanego w kraju 7,5 mln ton rolnicy odstawiają do mleczarni. Z tego 85 proc. spełnia unijne kryteria.

Mniej pewny jest wzrost sprzedaży droższych produktów mleczarskich, jak jogurty czy lody. Szykują się do tego polskie firmy, np. warszawska Zielona Budka. Jednak w kraju ten segment zdominowały zachodnie koncerny.

Polskim hitem eksportowym z pewnością będzie drób, najtańszy w zjednoczonej Europie, a o porównywalnej jakości. Prawo do eksportu uzyskało 146 dużych, nowoczesnych zakładów przetwórstwa.

 – Nareszcie nie ma kontyngentów – cieszy się Rajmund Paczkowski, prezes Płockich Zakładów Drobiarskich. Jego zdaniem szybki wzrost sprzedaży jest możliwy, bo cykl hodowli jest krótki. Dlatego, jak twierdzą eksperci Krajowej Rady Drobiarstwa, równolegle do wzrostu sprzedaży do Unii powinien także skoczyć polski eksport drobiu do państw spoza Wspólnoty, przede wszystkim Rosji i Białorusi. Pierwszy raz polskie fermy skorzystają z dopłat eksportowych: 430 euro do tony.

Transporty już 2 maja

Tańsza jest polska wieprzowina, jednak na razie państwa Unii cierpią na nadwyżkę podaży. Dlatego warunkiem wzrostu eksportu jest promocja polskich szynek i kiełbas, a nie sprzedaż surowego mięsa. Na to potrzeba będzie dużo inwestycji w marketing i czasu na negocjacje z zachodnimi sieciami handlowymi. Podobnie z wołowiną: warunkiem wzrostu eksportu jest rozwinięcie hodowli ras dających najwyższej klasy mięso. Te stanowią na razie mniejszość. Eksperci nie spodziewają się szybkiego wzrostu eksportu cukru. Z powodów psychologicznych jego ceny osiągnęły już poziom krajów dawnej „15”, gdzie zresztą podaż przewyższa popyt.

W ciągu kilku tygodni można natomiast spodziewać się gwałtownego wzrostu sprzedaży większości owoców i warzyw. W szczególności Polska ma szansę stać się potentatem w produkcji soku jabłkowego. Do tego potrzebne są dodatkowe inwestycje w przetwórstwo: na razie część jabłek będzie wysyłana do przerobu do Niemiec. Podobnie z truskawkami, malinami, porzeczkami. Polska eksportuje je głównie do produkcji dżemów czy jogurtów. Rośnie także znaczenie Polski na rynku owoców deserowych, bo jakość owoców i warunki ich pakowania szybko się poprawiają.

Mamy także szansę na szybki wzrost eksportu buraków, marchwi, kalafiorów. Gorzej z ziemniakami, których odmiany są słabe, a warunki magazynowania przestarzałe. Mimo wszystko niektóre polskie firmy wysłały już 2 maja pierwsze duże transporty ziemniaków na Węgry, gdzie wcześniej były obłożone 40-proc. cłem. Podobnie jest z jajkami i świeżymi warzywami.

Polskie piwo dla Niemców

Pudliszki szykują się do wysłania na Zachód pierwszych partii koncentratu z polskich pomidorów, które dzięki zniesieniu ceł i dopłatom Brukseli są teraz atrakcyjne cenowo.

Podobnie jest z wyrobami czekoladowymi i cukierniczymi. Dzięki atrakcyjnemu kursowi złotego do euro nawet polski spirytus może znaleźć nabywców w Niemczech, gdzie tradycyjnie państwo utrzymuje ceny na niskim poziomie.

Browar Belgia w tym roku do zagranicznych odbiorców wyśle 100 tys. hl piwa, z czego do poszerzonej UE 80 tys. hl wobec 10 tys. hl rok wcześniej. Eksport stał się opłacalny po tym, jak na granicy zniesiono cła i kontrole. – Jesteśmy bardzo konkurencyjni, gdyż mamy niższe od większości państw unijnych koszty produkcji i najnowocześniejszy przemysł piwny w Europie, gwarantujący wysoką jakość produktu – podkreśla Krzysztof Siwicki z browaru Brok-Strzelec.

Źródło: Rzeczpospolita