Bruksela idzie nam na rękę w sprawie żywności

721 spóźnialskich rzeźni, mleczarń, zakładów rybnych i chłodni dostało od Brukseli ekstra rok na przystosowanie się do unijnych norm. W tym czasie będą mogły sprzedawać swe produkty wyłącznie w Polsce.

Długa historia przepychanek między Polską a Unią w sprawie spełnienia przez nas wyśrubowanych, europejskich norm bezpieczeństwa żywności znalazła w czwartek swój szczęśliwy finał. Przedstawiciele krajów Piętnastki jednogłośnie zatwierdzili przedstawioną przez Polskę listę zakładów produkcji żywności, które dostaną dodatkowy okres przejściowy. Na 1006 takich placówek w dziesięciu nowych państwach członkowskich aż 721 znajduje się w naszym kraju. Tylko Cypr i Estonia nie mają żadnych problemów i wszystkie ich większe przedsiębiorstwa będą mogły działać bez przeszkód na całym unijnym rynku. Słowenia, która o nic dotąd Unię nie prosiła, ostatecznie zmuszona była zwrócić się o okresy przejściowe dla czterech rzeźni i jednej mleczarni.

 – W tej chwili nie ma potrzeby wprowadzania żadnych klauzul ochronnych – oświadczyła w Brukseli Jaana Husu-Kallio, wicedyrektor departamentu zdrowia i ochrony konsumentów w Komisji Europejskiej, która nadzorowała proces dostosowań do norm UE. – Jednak jeśli rzeczy nie będą szły tak jak nam to nowe kraje obiecały, to użyjemy kar. W tym sensie nie jest to żaden koniec, ale początek procesu nadzorowania.

Te słowa miały uspokoić zwłaszcza deputowanych w Hadze, którzy od dłuższego czasu straszyli opinię publiczną w Holandii, że można się obawiać zalewu niezdrowej żywności z Polski i innych państw. – To, że dany zakład dostał okres przejściowy, w żadnym razie nie znaczy, iż nie spełnia podstawowych norm higieny. Produkowana przez niego żywność jest dla konsumentów bezpieczna. Brak jest jedynie wymaganych przepisami UE pewnych urządzeń itp. – tłumaczyła rzeczniczka Komisji Beate Gminder. – Z punktu widzenia bezpieczeństwa żywności nie ma się w związku z roszerzaniem Unii czego obawiać – zapewnia pani Husu-Kallio.

Z drugiej strony ona sama musiała przyznać, że sprawa była politycznie „bardzo wrażliwa” w nowych krajach i decyzje o zamknięciu niektórych rzeźni czy mleczarń nigdy łatwe nie są. Zdaniem urzędników w Brukseli Polska przez długi czas nie doceniała wagi problemu i dopiero w ostatnich miesiącach przygotowania ruszyły z kopyta. Polska ma już – lub w nielicznych przypadkach będzie miała do 1 maja – przyjętą całość niezbędnej legislacji weterynaryjno-sanitarnej Unii (mieliśmy być gotowi do 31 grudnia 2003 r., ale się nie udało). Minister rolnictwa Wojciech Olejniczak przywiózł w początkach kwietnia do Brukseli listę blisko 280 dodatkowych zakładów poza tymi, o które zwróciliśmy się przed szczytem w Kopenhadze w grudniu 2003 r., prosząc o dodatkowe okresy przejściowe. W ostatnich dwóch tygodniach właściciele przedsiębiorstw i urzędnicy w Polsce dokonali jej szczegółowego przeglądu. Na ostatecznie zatwierdzonej przez Brukselę liście znalazło się 462 z 539 polskich zakładów, którym przyznano okres przejściowy już w Kopenhadze (pozostałe 77 w większości przyspieszyło modernizację i jest już gotowych do produkcji na unijny rynek; tylko nieliczne postanowiły zakończyć działalność) oraz dodatkowo 259 przedsiębiorstw dodane „rzutem na taśmę”.

Z ponad 3 tys. działających w Polsce rzeźni i mleczarń – zdaniem głównego lekarza weterynarii kraju dr Piotra Kołodzieja – blisko 1000 zakładów będzie mogło bez ograniczeń eksportować na unijny rynek, a wspomniane już 721 dostało okresy przejściowe. Pozostałe, o małej zdolności produkcyjnej (ubój do 20 krów lub 100 świń tygodniowo, rozbiór do 5 ton mięsa i 7,5 tony przetwórstwa) lub prowadzące wyłącznie lokalną sprzedaż bezpośrednią (we własnych sklepach), będą mogły działać nadal. Do końca marca unieruchomionych było ok. 100 zakładów. Według Kołodzieja podobny los czekać może teraz najwyżej 300 małych rzeźni.

Źródło: Gazeta Wyborcza