UE na pewno nam nie odpuści ustawy o nadmiernych zapasach

Unijny komisarz ds. rolnictwa Franz Fischler domaga się od Polski przyjęcia przepisów, które mają uchronić kraje „15” przed nadmiernym napływem żywności z państw przystępujących do Wspólnoty. Polscy posłowie uważają, że nowe regulacje źle wpłyną na kondycję krajowych firm spożywczych.

Wiele wskazuje na to, że Sejm nie przyjmie ustawy nakładającej kary za zbyt wysokie zapasy żywności. Tym samym polskie prawo będzie sprzeczne z unijnym.

Jeśli tak się stanie, Bruksela skieruje sprawę do unijnego trybunału w Luksemburgu. Przegrana oznacza konieczność zapłacenia kary.

Przyjęcia ustawy o opodatkowaniu nadzwyczajnych zapasów żywności domaga się od nas UE. Kraje „15” obawiają się, że po 1 maja gromadzona w Polsce żywność zaleje unijny rynek, bo jej cena jest w Polsce znacznie niższa niż na terenie Wspólnoty. Zapewne będą chcieli na tym skorzystać spekulanci. Kary za posiadanie zbyt dużych zapasów mają dotyczyć ok. 200 produktów wytwarzanych w Polsce i wyrobów importowanych. Dla przykładu: wołowina, wszystkie zboża, produkty mleczarskie, pieczarki i wyroby, które zawierają przynajmniej 10 proc. cukru. Każda firma, która będzie miała zapasy tych produktów o 10 proc. wyższe niż średnia z ostatnich trzech lat, ma zapłacić karę.

Posłowie przeciw ustawie

We wtorek projektem ustawy zajmowali się posłowie specjalnej podkomisji. Zdecydowali, że będą rekomendować odrzucenie projektu. – Ta ustawa jest zbyt rygorystyczna. Jej przepisy wpłyną negatywnie na kondycję działających w Polsce firm. Sygnalizowali nam to przedstawiciele wielu branż: począwszy od producentów czosnku do producentów mięsa drobiowego – mówi poseł SKL Małgorzata Rohde, członek podkomisji negatywnie oceniającej rządowy projekt.

 – Już podczas pierwszego czytania ustawy mieliśmy sporo zastrzeżeń. Wiele wskazuje na to, że zastrzeżenia podkomisji są zasadne – mówi Bogusław Liberadzki, poseł SLD i wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji Europejskiej, do której wkrótce powinien trafić raport z prac podkomisji. W ocenie posłów przepisy ustawy mogłyby objąć zbyt dużą grupę towarów. Poza tym nie ma określonej normy wielkości zapasów, trudno więc określić, co oznacza termin nadmierne zapasy. Posłowie dowiedzieli się, że Komisja Europejska może określić normę w październiku.

W Biurze Informacyjnym Sejmu powiedziano nam, że raport z prac podkomisji to jedynie pomoc dla posłów. – Sprawozdanie można przyjąć, można także odrzucić. Sejm może przychylić się do wniosków posłów Komisji Europejskiej, ale nie musi ich brać pod uwagę – usłyszeliśmy w Biurze Informacyjnym.

Żadnego komentarza nie uzyskaliśmy od Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, które pilotuje prace parlamentarne nad projektem. Wcześniej przedstawiciele resortu wypowiadali się krytycznie na temat wymogów UE.

Zapowiedzi wprowadzenia kar spowodowały, że w skupie do 680 zł za tonę spadły ceny pszenicy. Firmy przetwórcze obawiają się, że nie uda im się wykorzystać zboża po 1 maja, ograniczyły więc zakupy.

Kto straci

Bruksela nie chce komentować zamieszania związanego z ustawą o nadmiernych zapasach, dopóki nie dostanie oficjalnego stanowiska polskiego rządu. Nie wiadomo więc, jak zostaniemy ukarani za niedostosowanie polskiego prawa do legislacji unijnej. Komisja może po 1 maja skierować sprawę do unijnego sądu w Luksemburgu. Biorąc pod uwagę procedury odwoławcze, nie gwarantuje to szybkiej zmiany polskich regulacji. Polska, jeśli chciałaby się zabezpieczyć przed zalewem spekulacyjnej żywności, musiałaby zamknąć granice. Na razie nikt nie mówi głośno o takim scenariuszu. – Na pewno nie zmienimy i nie skrócimy listy pozycji uznanych za spekulacyjne. Ona już jest prawem wspólnotowym – powiedziano nam w Komisji.

Podczas ostatniego poszerzenia Unii o Szwecję, Finlandię i Austrię mechanizmem kontrolnym objęto jedynie kilka produktów. Oprócz cukru były to towary z importu, wobec których Wspólnota stosuje wysokie cła (ryż, oliwa). Kara za zbyt duże zapasy określana była wówczas jako różnica między starymi i nowymi stawkami celnymi. Obecnie UE chce, aby kary wynosiły 100 i więcej procent wartości zgromadzonego produktu. W przypadku mleka sankcja ma być wyższa: 167 euro za 100 kg.

Źródło: Rzeczpospolita