Nadmierne zapasy przyczyną konfliku z UE?

Jeśli do dnia akcesji nie wprowadzimy ustawy o opodatkowaniu nadmiernych zapasów, Unia grozi Polsce potężnymi karami finansowymi. Jednak z naszych informacji wynika, że tej ustawy nie będzie, bo rząd i parlament wypowiedziały Brukseli wojnę.

Bruksela domaga się, by ustawa o opodatkowaniu nadmiernych zapasów weszła w życie przed 1 maja. Rząd przygotował ją w lutym. Przeciwko niej otwarcie protestowali przedsiębiorcy, a po cichu zaczynają parlamentarzyści i… rząd. Decyzja, jak się dowiadujemy od wysokiej rangi urzędnika państwowego, już zapadła: ustawa musi przepaść, bo jest szkodliwa dla gospodarki.

Pierwszomajowa powódź

Komisja Europejska obawia się, że nasze tańsze produkty zalałyby rynek Piętnastki i zaszkodziły tamtejszym producentom. Dlatego ustaliła listę ponad 200 produktów, których zapasy muszą zostać skontrolowane. Jeśli 30 kwietnia 2004 roku przedsiębiorca będzie miał ich zbyt wiele w magazynach (więcej niż 10 proc. przeciętnych zapasów z ostatnich trzech lat), to nadwyżka zostanie obłożona karą. Kara ma być równa cłu, jakie na dany produkt będzie obowiązywało w Unii 1 maja 2004 r.

Przedsiębiorca – jak zakłada ustawa – sam musi wszystko sobie policzyć i do 30 czerwca wysłać do Agencji Rynku Rolnego dokładny raport, ile czego miał w magazynie 30 kwietnia, a ile w poprzednich trzech latach, jaki był import i eksport każdego miesiąca ostatniego roku, jak zmieniły się moce produkcyjne jego zakładu itd.

Muszą to zrobić wszyscy – przetwórcy i handlowcy – którzy mają w magazynach np. ponad 100 ton zboża, 50 ton mięsa wołowego, wieprzowego czy drobiowego, 5 ton mleka w proszku, 50 ton mąki, 3 tony cukru, 5 ton masła, 3 tony czosnku itd., itd.

Ustawa przeraziła praktycznie wszystkich przedsiębiorców.

Rząd za, a nawet przeciw

Wojna z ustawą, na razie cichutka, zacznie się dziś, podczas posiedzenia specjalnej podkomisji ds. ustawy o opodatkowaniu nadmiernych zapasów. Pięciu posłów z podkomisji ma ocenić tę ustawę, a następnie przekazać swoje uwagi na czwartkowe obrady zajmującej się nią Komisji Europejskiej. Jeśli wszystko pójdzie sprawnie, to w przyszłym tygodniu projekt ustawy trafi pod obrady Sejmu na tzw. drugie czytanie.

Potem scenariuszy rozwoju wydarzeń jest kilka. Jeśli ustawa trafi na forum Sejmu, to Piotr Krutul z Ligi Polskich Rodzin zgłosi wniosek o jej odrzucenie w całości. – Po co mamy zajmować się ustawą, tracić czas, skoro rząd półoficjalnie mówi, że mu się nie podoba.

Nie wiadomo, które kluby poprą ten wniosek, bo żaden jeszcze nie podjął decyzji. Za odrzuceniem ustawy będą partie chłopskie, bo godzi ona w rolników i rolnych przedsiębiorców.

Aleksander Grad z Platformy Obywatelskiej, który w imieniu swojego klubu pilotuje ustawę, będzie także rekomendował klubowi jej odrzucenie.

Roman Jagieliński, szef Federacyjnego Klubu Parlamentarnego, jednocześnie przewodniczący podkomisji, mówi: „Jeśli ustawa ma pójść do Sejmu w obecnym kształcie, to mój klub będzie głosować za jej odrzuceniem”.

Co więcej, nie jest też wykluczone, że za odrzuceniem ustawy opowie się koalicja rządowa. Decyzję klub SLD podejmie dopiero przed drugim czytaniem, ale już wiadomo że są tylko dwie możliwości – odrzuci ustawę albo zaproponuje do niej tyle poprawek, że prace nad nią nie skończą się przed 1 maja.

Zofia Grzebisz-Nowicka (SLD), która miała być początkowo przewodniczącą podkomisji, mówi wprost: to jest zła ustawa, szkodliwa dla naszego rynku i gdybym ja kierowała pracami podkomisji, to zaproponowałabym bardzo wiele zmian, łącznie ze skróceniem listy towarów, które mają być opodatkowane.

Jest więc jest bardzo prawdopodobne, że ustawa przepadnie w parlamencie. Posłowie albo ją od razu odrzucą w całości, albo przeciągną prace nad nią poza datę akcesji.

Jeśli prac nad ustawą nie da się posłom przeciągnąć poza dzień akcesji, do akcji ma przystąpić rząd. Z naszych informacji wynika że ok. 10 maja, gdy będziemy już członkami Unii, minister rolnictwa lub minister ds. europejskich wystąpią do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu ze skargą na Komisję Europejską, dowodząc, że rozporządzenie Komisji w sprawie zapasów ma charakter dyskryminujący polskich przedsiębiorców.

Podczas poprzedniego rozszerzania Unii Bruksela na listę towarów do opodatkowania wpisała tylko trzy produkty importowane spoza Europy, by zapobiec spekulacjom importerów (jeden z krajów w chwili integracji miał w magazynach więcej ryżu niż jego mieszkańcy zjadali w ciągu całego roku). Teraz na listę trafiło ponad 200 towarów, w tym podstawowe polskie produkty rolne.

Niech nam Unia siądzie na fundusze

Minister rolnictwa Wojciech Olejniczak wyraża się o ustawie bez entuzjazmu: rząd nigdy nie mówił, że popiera tę ustawę. Wprowadzanie sztywnych regulacji rynku, a do tego ta ustawa prowadzi, przynosi więcej strat niż korzyści. Wpisanie ponad 200 towarów na listę opodatkowania na pewno nie ożywi naszego handlu z Unią.

Jeden z importerów ryżu powiedział „Gazecie”, że w obawie przed zapasami płynący do Polski statek z kilkunastoma tysiącami ton ryżu z Wietnamu przekierował do Petersburga. – Ryż azjatycki kosztuje ok. 300 dol. za tonę, a europejski 700 dol. Do tego Unia ma w magazynach ok. 1,2 mln ton ryżu europejskiego, który leży tam już trzy-cztery lata. Ten ryż droższy i gorszej jakości trafi teraz do nas z powodu tej ustawy – mówi.

Skutek odrzucenia ustawy może być taki, że Unia wprowadzi restrykcje finansowe. Tak zrobiła wobec Szwecji, Austrii i Finlandii przy poprzednim rozszerzeniu, nakładając na nie kary finansowe. Ale jak powiedział nam jeden z członków rządu, to i tak będzie nam się opłacało. Wprowadzenie bowiem tej ustawy oznacza gigantyczne koszty administracyjne liczenia i kontrolowania zapasów u przedsiębiorców. Do tego dojdą dodatkowe koszty trudne do policzenia, co zresztą rząd napisał w uzasadnieniu do projektu ustawy: wzrost inflacji, mniejsze wpływy z podatków od firm, które obarczone karami zrezygnują z dalszej działalności, i wzrost bezrobocia.

Już zupełnie po cichu inny członek rządu mówi tak: jeśli nawet Unia nałoży na Polskę karę finansową i przegramy w Strasburgu, to wcale nas to nie musi zaboleć. Przecież i tak nie jesteśmy w stanie wykorzystać wszystkich unijnych pieniędzy, jakie napłyną po 1 maja, więc powiemy Brukseli, żeby „nam siadła na część tych funduszy”.

Jak dotychczas żaden z krajów kandydackich nie uchwalił ustawy o opodatkowaniu nadmiernych zapasów, zaś Estonia wprost mówi, że nie uchwali.

Źródło: Gazeta Wyborcza