Od maja podatek za rolne zapasy

Rząd chce opodatkować nadmierne zapasy produktów rolnych. Grozi nam wzrost cen żywności, bezrobocia, wyższa inflacja i upadek wielu firm – przestrzegają przedsiębiorcy z branży rolno-spożywczej.

Jeśli 30 kwietnia 2004 roku przedsiębiorca będzie miał w magazynach za dużo masła, zboża, mąki czy cukru, to po naszym wejściu do Unii będzie musiał zapłacić karę: za każdą tonę nadmiernego zapasu – tyle, ile będzie wynosiło cło na ten produkt w Unii 1 maja 2004. Tak wynika z rządowego projektu ustawy o opodatkowaniu nadmiernych zapasów produktów rolnych, do którego dotarła „Gazeta”.

Ustawa jest po to, by po akcesji na rynek Unii nie wpłynęły masowo tańsze towary z nowych krajów. Unia broniła się tak już przy poprzednim rozszerzeniu. Tyle że wówczas na czarnej liście zapasów były jedynie trzy produkty; teraz jest ich ponad 200. Najmocniej nowa ustawa uderzy w rynek zbóż i pasz.

 – Rozumiem Unię, która jest wyczulona na nadmierne zapasy, ale dochodzimy do absurdu. Rynek ma się sam bronić, mamy przecież ograniczać regulacje prawne, a nie wprowadzić nowe. To nie jest dobra droga – mówi prof. Jerzy Wilkin, ekonomista z UW specjalizujący się w tematyce integracyjnej.

Jeśli ustawa przejdzie w parlamencie, to każdy przedsiębiorca musi sam policzyć i do 30 czerwca wysłać do Agencji Rynku Rolnego dokładny raport: ( ile czego miał w magazynie 30 kwietnia tego roku, a ile w poprzednich trzech latach ( jaki był import i eksport każdego miesiąca ostatniego roku ( jak zmieniły się moce produkcyjne jego zakładu itd.

Jeśli w tym roku będzie miał więcej o 10 proc., niż wynosiła średnia z lat poprzednich – zapłaci karę. A kary są wysokie: za tonę „nadmiernej” pszenicy – 95 euro; jęczmienia – 93 euro; kukurydzy – 36 euro; żyta – 30 euro; za kilogram tuszki kurczaka – 1,08 euro.

Kary może otrzymać każdy posiadacz np. 100 ton pszenicy, a nie tylko potencjalny „spekulant”, który będzie chciał ją sprzedać na rynki unijne. Taką samą karę zapłaci piekarz, który na jesieni kupił nieco tańszą mąkę (a kupił na zapas, bo dobrze wiedział, że na wiosnę będzie drogo w roku nieurodzaju), jak i handlowiec, który chce ją w maju rzucić na rynek Unii.

Karę za nadmierne zapasy pszenicy zapłaci młynarz, nawet jeśli w sumie ma w magazynie mniej zboża niż w ostatnich latach, bo twórcy ustawy nie liczą całego zboża, tylko dzielą je na rodzaje.

Ustawa przeraziła praktycznie wszystkich przedsiębiorców, ale naprawdę groźne konsekwencje będzie miało opodatkowanie zapasów zbóż.

Zdaniem Bogdana Judzińskiego, prezesa Polskiej Izby Zbożowo-Paszowej, ustawa wywoła na rynku zbóż niewyobrażalny zamęt i doprowadzi do drastycznego wzrostu cen żywności: mąki, pieczywa, makaronów, a poprzez wzrost cen pasz – także mięsa drobiowego i wieprzowiny. A w konsekwencji spowoduje upadek wielu przedsiębiorstw przetwórczych, które przegrają od razu na starcie z zachodnią konkurencją po otwarciu granic.

Co ciekawe, wcale nie łagodniej jej skutki widzą sami autorzy ustawy. W uzasadnieniu piszą o przewidywanych spadkach rentowności przedsiębiorstw i związanym z tym spadkiem zatrudnienia, mniejszych wpływach z podatków, a także o wzroście inflacji. Z drugiej strony przyznają, że do budżetu wpłyną dodatkowe pieniądze – to kary, jakie zapłacą przedsiębiorcy za zgromadzone zapasy.

Na rynku już widać skutki ustawy, chociaż jeszcze jej nie ma. Importerzy – mimo że mogą teraz sprowadzać bezcłowe, a więc tańsze, zboże spoza Unii – wcale tego nie robią. Boją się, że nie zdążą go sprzedać. Jeden z większych importerów powiedział nam, że kupiony już w Ameryce statek z kukurydzą, który płynął do Polski, „przekierunkował” do innego kraju. Co prawda, straci przez to kaucję w wysokości 10 euro od tony, jaką musiał wpłacić, ale nie będzie płacił 36 euro za tonę, jeśli jej nie sprzeda do 1 maja (tyle wynosi kara za kukurydzę).

Firmy w kraju ścigają się: kto komu szybciej sprzeda, byle ani ziarno w magazynie nie zostało.

W efekcie – jak mówi Jacek Szczepaniak z firmy Toepfer, jednego z większych importerów zbóż – „wejdziemy do Unii z pustymi magazynami, a po 1 maja zaczniemy sprowadzać zboże z Unii, tylko znacznie drożej, bo innego źródła dostaw już nie będzie”. Teraz tona pszenicy kosztuje na giełdach krajowych ok. 720 zł; z Unii po doliczeniu kosztów transportu będzie to 850-900 zł. A to oznacza droższą mąkę pieczywo, makarony i droższe pasze, a więc i mięso.

Jakie będą kary i jaka liczba producentów zostanie nimi objęta – na razie nie wiadomo. Wiadomo, że na pewno w skórę dostaną producenci kukurydzy, bo jej krajowa produkcja bardzo wzrosła w ciągu ostatnich trzech lat. Z danych izby zbożowej wynika, że różnica w magazynach (nie licząc importu) między majem tego roku a średnią z lat poprzednich będzie warta ponad 100 mln zł. Te pieniądze wpłacą producenci pasz, którzy kupili na jesieni kukurydzę od rolników.

 – Nie rozumiemy i nie akceptujemy tego, co nam nasz rząd i Unia szykują. To są kary za zaradność i przedsiębiorczość, bo dobra firma przetwórcza zawsze ma zapasy – mówi Andrzej Warnel, prezes Golpaszu, firmy produkującej pasze.

Przedsiębiorcy podejrzewają, że rząd świadomie wprowadza tak restrykcyjną ustawę, chociaż Bruksela daje możliwość jej złagodzenia i powołania się na szczególne okoliczności, np. nieurodzaj zbóż. A to dlatego, że zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej kary pieniężne za nadmierne zapasy mają trafić do budżetu krajowego. Jeśli jednak rząd uzna, że nie ma u nas nadmiernych zapasów, Bruksela może dokonać własnych obliczeń i wtedy ukarać budżet krajowy, obciążając go karą pieniężną.

Źródło: Gazeta Wyborcza