Po wejściu do UE większość mleczarni i zakładów mięsnych utrzyma produkcję

Tylko nieliczne zakłady mięsne, mleczarnie i przedsiębiorstwa rybne zostaną zamknięte 1 maja z powodu nieprzestrzegania unijnych norm sanitarnych. Wyniki zakończonej 9 lutego inspekcji Komisji Europejskiej wskazują, że większość firm zdąży dostosować się na czas. W tej sytuacji Bruksela nie będzie domagała się utrzymania kontroli towarów na granicy Polski z pozostałymi krajami „25”.

Obecnie tylko 52 mleczarnie i 127 zakładów mięsnych ma prawo do eksportu do Wspólnoty. W traktacie akcesyjnym rząd obiecał, że do tej grupy dołączą przed 1 maja 172 mleczarnie i 1513 zakładów mięsnych. Eksperci KE są dziś przekonani, że 2/3 firm zdąży z przygotowaniami. Do 31 marca ich listę prześlą do Brukseli polskie władze. Dzięki temu od 1 maja będą mogły eksportować swoje wyroby do krajów „25”.

Co z tymi, którzy nie zdążą? W traktacie akcesyjnym zapisano, że Komisja Europejska może wydłużyć o 20 procent listę 99 mleczarń i 289 zakładów mięsnych, którym od początku przyznano okres przejściowy. Bruksela chce skorzystać z tego prawa.

Ratunek szykuje się także dla większości z około 120 mleczarni i 1200 zakładów mięsnych, które nie mają środków na dostosowanie się do unijnych norm nawet w ciągu 2 – 3 lat. KE pozwoli im na utrzymanie tzw. sprzedaży bezpośredniej. Będą musiały zrezygnować z uboju, a ich sprzedaż nie może być większa niż około 3 tys. kg tygodniowo (negocjacje nad wielkością trwają). Muszą także dostosować się do podstawowych wymogów sanitarnych, jak dostęp do bieżącej wody o temperaturze przynajmniej 82 stopni C oraz posiadać urządzenia do dezynfekcji. Wówczas mogą prowadzić sprzedaż w sklepach przyzakładowych. Jeśli Niemiec czy Czech kupi na miejscu ich produkt i zawiezie do swojego kraju, Bruksela nie będzie protestować.

BSE pod kontrolą

Pozytywna ocena to wynik zaufania KE do Generalnej Inspekcji Weterynaryjnej i regionalnych jej służb. Inspektorat uzyskał prawo do zamykania zakładów, które łamią unijne normy sanitarne. Zatrudnił także wysokiej klasy ekspertów.

Pod naciskiem polskich weterynarzy zdołano przezwyciężyć większość słabości od lat wskazywanych przez Brukselę. Jedną z nich jest walka z epidemią BSE. Przebadano 700 tys. sztuk bydła starszego niż 30 miesięcy i 20 tys. padłych zwierząt. W wyniku tych kontroli wykryto 11 przypadków BSE, stosunkowo mało w stosunku do krajów „15”. KE ma tylko niewielkie zastrzeżenia: chce, aby badania objęły 2 proc. padniętych zwierząt, a nie 1,7 proc., jak to jest obecnie.

Innym rozwiązanym problemem jest kontrola importu żywności z zagranicy. W nowoczesny sprzęt wyposażono 9 przejść granicznych, o 2 więcej niż chciała KE.

Od 1 maja znikną kontrole towarów

Inny plus: władze przejęły koszty transportu i utylizacji padłych zwierząt hodowlanych. Do tej pory rolnicy zwykle grzebali je w ziemi, bo nie chcieli ponosić kosztów transportu do zakładów utylizacji.

Eksperci KE martwią się natomiast, że do tej pory nie uchwalono ustawy o zdrowiu zwierząt i walce z epidemiami. Dopiero w tym tygodniu w Sejmie powinno się odbyć pierwsze czytanie nowych przepisów, a po wejściu w życie ustawy Ministerstwo Rolnictwa musi jeszcze do niej wydać przepisy wykonawcze.

Od końca kwietnia, po półrocznej vacatio legis, wejdą w życie nowe regulacje dotyczące dobrostanu zwierząt. Określą, jak długo mogą być przewożone ciężarówkami bez postoju konie, jak duże mają być klatki dla kur niosek, z czego ma być wykonana ściółka. Nie jest na razie jasne, do jakiego stopnia rolnicy będą w stanie te przepisy przestrzegać.

Źródło: Rzeczpospolita