Ceny zbóż, notowania, aktualności

Zakłady mięsne kontra duże sklepy

Zakłady mięsne kontra duże sklepy
Po piekarzach do ataku na super- i hipermarkety przystąpiły zakłady mięsne. Przedstawiciele branży uważają, że przyjęta w środę przez Senat ustawa stwarza sieciom handlowym tak uprzywilejowane warunki obrotu mięsem, że doprowadzi do bankructwa wiele zakładów mięsnych.

Ustawa o wymaganiach weterynaryjnych dla produktów pochodzenia zwierzęcego dopuszcza tzw. sprzedaż bezpośrednią. Wprowadzając to pojęcie rząd chciał pomóc drobnym rolnikom i niedużym, rodzinnym zakładom przetwórczym. Mogliby oni - już po naszym wejściu do Unii - bez dodatkowych inwestycji sprzedawać w swoim gospodarstwie to, co w nim wyprodukują np. sery, jaja, drób, kiszone ogórki itp. Nie wolno im będzie prowadzić uboju zwierząt, ale będą mogli dokonywać rozbioru mięsa i jego przetwarzania.

Lub sprzedaż

Ustawa w art. 2 mówi, że "sprzedaż bezpośrednia to umieszczanie na rynku towarów poprzez oferowanie przez producenta do sprzedaży lub sprzedaż ostateczną konsumentowi".

 - Dopisanie tego "lub sprzedaż" stworzyło furtkę dla supermarketów. Teraz podlegają one pod bezpośrednią sprzedaż i nie muszą spełniać takich wymogów jak zakłady mięsne - tłumaczy Stanisław Zięba, sekretarz Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa zrzeszającego największe zakłady w kraju. - Jeszcze przed pięcioma miesiącami sieci handlowe, które zajmują się rozbiorem mięsa zaliczane były do grupy B1, czyli zakładów mięsnych, które muszą spełnić unijne normy. Jednak gdy pojawił się projekt ustawy wypadły z tej grupy.

Ustawa, która będzie obowiązywała od dnia wejścia do Unii zostawia jednak szerokie pole manewru ministrowi rolnictwa. Minister w specjalnym rozporządzeniu ma zdefiniować pojęcie sprzedaży bezpośredniej i określić warunki dla super- i hipermarketów.

Pół rynku dla sklepów?

Z informacji producentów mięsa wynika, że przygotowywane rozporządzenie jest korzystne dla wielkopowierzchniowych sklepów. Wprowadza co prawda ograniczenia wielkości produkcji - do 3,5 tony mięsa czerwonego tygodniowo, 1,5 tony mięsa białego i 4,5 tony przetworów - ale jest to wielkość przerażająca zakłady mięsne.

 - Jeśli przemnożymy to przez 271 wielkich sklepów, które się tym zajmują, to okaże się że połowa rynku jest zaopatrywana przez supermarkety. W samej Warszawie jest 40 takich sklepów, które dają 700 ton miesięcznie mięsa - mówi Zięba.

 - Od miesięcy walczymy o zniesienie limitów. Nie może być tak, że do godziny 17-ej sprzedajemy tańsze kotlety z własnego rozbioru, a potem droższe, bo skończył się nam limit - twierdzi z kolei Andrzej Maria Faliński, dyrektor biura Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji zrzeszającej wielkie sieci handlowe. - Sama ustawa jest słuszna, bo zgodna z dyrektywą Unii. Tak są zresztą traktowane supermarkety we Francji i Niemczech.

Jednak unijna dyrektywa zostawia wybór rządom krajowym w traktowaniu supermarketów. I Hiszpania wprowadziła u siebie takie same wymogi dla wielkich sklepów, jak dla zakładów mięsnych. Skończyło się to wycofaniem z supermarketów rozbioru i przetwórstwa mięsa.

W ciągu ostatnich dwóch lat zakłady mięsne w kraju wydały ponad 500 mln dol. na przystosowanie się do warunków unijnych. Z tego powodu, a także z powodu szarej strefy i działalności supermarketów ich rentowność wynosi dziś średnio 1 proc.

Limity na pół dnia?

Jak powiedział Jacek Leonkiewicz, radca w Głównym Inspektoracie Weterynarii zakłady tak się zmobilizowały, że codziennie do inspektoratu napływają nowe zgłoszenia i trudno dziś ocenić ile z nich zdąży w terminie przygotować się do warunków unijnych. Z pewnością znacznie więcej niż się początkowo wszystkim wydawało. - Jeśli teraz rząd wyda to rozporządzenie, będzie to bardzo niesprawiedliwe dla tych co podjęli wielki wysiłek inwestycyjny i skończy się dla wielu bankructwem - ostrzega Zięba.

Jak powiedział nam minister rolnictwa nic jeszcze nie jest przesadzone, ale na pewno rozporządzenie nie będzie zbyt korzystne dla wielkich sklepów. - Jeśli supermarket będzie chciał skorzystać z tej ustawy, to będzie musiał się przestrzegać wprowadzonych limitów. Nie będzie można łączyć sprzedaży bezpośredniej z dokupowaniem mięsa od zakładów przetwórczych. A to oznacza, że wielkie sklepy nie będą mogły z tego skorzystać, bo przewidziane przez nas limity wystarczą im na pół dnia - mówi Wojciech Olejniczak.

Rozporządzenie w ostatecznej wersji ma się ukazać w dwa tygodnie po podpisaniu ustawy przez prezydenta.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Powrót do aktualności