Ceny zbóż, notowania, aktualności

Boom na rynku drobiu przyjdzie po 1 maja

Boom na rynku drobiu przyjdzie po 1 maja
Czy polskie drobiarstwo jest i czy będzie konkurencyjne na zagranicznych rynkach po przystąpieniu do UE, zdania są podzielone. Fermy powiązane z przetwórcami i handlem nie narzekają na ceny i zbyt. Lament słychać z mniejszych gospodarstw, funkcjonujących poza grupami producenckimi i bez umów kontraktacyjnych. Jeśli nie zmienią sposobu działania, ich szanse na rozwój spadną.

 - W 2003 roku do Unii sprzedaliśmy prawie 70 tysięcy ton drobiu, a całość drobiowego eksportu wyniosła niemal 100 tysięcy ton i jest to poziom rekordowy. Na eksporcie nie tracili przetwórcy i zintegrowane fermy mające własny wylęg piskląt, ubojnie i długoterminowe umowy na sprzedaż z handlem i zakładami przetwórczymi - mówi Rajmund Paczkowski, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa.

Zapotrzebowanie na polski drób jest tak duże, że już w styczniu br. został w całości wyczerpany kontyngent 46,8 tys. t drobiu przyznany Polsce przez UE do 30 kwietnia br.

Polska z roczną produkcją 1 mln t drobiu jest w czołówce światowych producentów, po USA (ok. 15 mln t), Brazylii (ok. 5 mln t) i Francji (2,2 mln t), a przed Niemcami i Holandią (ok. 0,7 mln t).

Czekanie na Unię

Zintegrowane fermy mają 65 proc. rynku drobiu, a pozostałe 35 proc. należy do gospodarstw niezorganizowanych. Gdy cokolwiek się na rynku zmienia, producenci działający na własną rękę i według własnych reguł przechodzą przez trudne lekcje ekonomii. Psują rynek, powodując na nim nadpodaż i ciągły spadek cen.

 - Na przełomie listopada i grudnia nasi hodowcy zredukowali stada kurczaków o 20 proc., a indyków o 30 - 40 proc. Powtarzam kolegom, żeby dotrwać do Unii, gdyż będziemy wtedy otrzymywać 0,5 - 0,7 euro netto za kilo kurczaka i 0,8 euro za indyka, co przy dużo niższych kosztach wytwarzania oraz spadku cen pasz na polskim rynku spowoduje, że nasz drób będzie tańszy od produkowanego teraz w krajach Unii - wylicza Andrzej Jodko, prezes Warmińsko-Mazurskiego Zrzeszenia Hodowców i Producentów Drobiu, którzy dają w sumie jedną czwartą krajowej produkcji drobiarskiej. Od początku roku hodowcy obserwują spadek cen oferowanych przez zakłady drobiarskie.

 - Dzisiaj Droset płaci 2,7 zł plus VAT za kg kurczaka, albo daje paszę i pisklęta oraz 40 gr od kilograma wyhodowanej sztuki. To wszystko jest poniżej kosztów bezpośrednich - uważa Andrzej Jodko. Podobnie twierdzi Henryk Górny spod Giżycka, który wraz z synem Markiem ma 150 tysięcy indyków. Mieczysław Gosk, który z synem hoduje 30 tysięcy indyków w Antonowie, określa sytuację jako "przerażającą". - Od listopada cena paszy wzrosła o 30 - 40 proc., a drobiu spadła. Jak tu mówić o jakiejkolwiek opłacalności?

Lepsi Amerykanie i Brazylijczycy

Po przystąpieniu do Unii nie ma co liczyć na sukcesy w Rosji, która dla USA i UE (wraz z nowymi 10 państwami) wyznaczyła rocznie nieco ponad 1 mln t kontyngentu (odpowiednio 770 tys. t i ponad 200 tys. t). Obecnie drób z UE do Rosji wychodzi z dopłatami w wysokości 440 euro/t. Swoje obroty w handlu z Rosją błyskawicznie zwiększa Brazylia, w której koszt produkcji drobiu jest dwukrotnie niższy niż w innych państwach ze względu na klimat (nie wymaga ogrzewania kurników) i tanią paszę (90 USD za t kukurydzy, która w Europie kosztuje prawie 170 USD/t). Na rynkach trzecich wielkim konkurentem polskich ferm jest Tajlandia, prowadząca hodowlę na granicy bezpieczeństwa sanitarno-weterynaryjnego.

 - Udział eksportu drobiu z Tajlandii do państw Unii nie jest duży i w 2003 r. wynosił ok. 400 tys. t spośród prawie 7 mln t konsumowanych w krajach "15". Na razie Unia ma spore zapasy mrożonego drobiu, więc zwiększenia popytu na polski drób można się spodziewać ze sporym opóźnieniem po wystąpieniu ptasiej grypy - jest przekonany Rajmund Paczkowski.

Źródło: Rzeczpospolita

Powrót do aktualności