Żywność wysokiej jakości szansą dla gospodarstw rolnych i małych przetwórców

Po integracji z Unią Europejską szansą dla wielu gospodarstw rolnych i małych zakładów przetwórczych może stać się produkcja żywności wysokiej jakości. Z roku na rok wzrasta zarówno zainteresowanie konsumentów tego typu produktami, jak również pomoc Brukseli dla jej wytwórców. W Polsce brakuje jednak spójnych przepisów, które pozwalałyby takie produkty wprowadzać do obrotu handlowego.

Unia Europejska promuje wytwarzanie wysokojakościowej żywności od 1992 roku, czyli od reformy Wspólnej Polityki Rolnej (WPR) zwanej reformą MacSharry'ego. Wtedy to stworzono system specjalnych oznaczeń dla produktów regionalnych. O ich przyznanie mogą ubiegać się producenci wyrobów, które produkowane są zgodnie z wieloletnią – nieraz kilkusetletnią – tradycją. Aby otrzymać unijny znak poświadczający regionalny bądź tradycyjny charakter produktu, trzeba jednak wykazać jego silny związek z lokalną kulturą oraz udokumentować, że sposób jego wytwarzania do dziś pozostał niezmieniony.

Decydenci nie reagują

Unia od ponad dziesięciu lat stara się tak zmienić zasady polityki rolnej, aby koszty jej funkcjonowania w jak najmniejszym stopniu obciążały budżet Wspólnoty. Do podstawowych celów reformy WPR, które przedstawione zostały przed kilkoma miesiącami na konferencji w Luksemburgu zaliczono ograniczenie nadprodukcji żywności, dostosowanie oferty do oczekiwań konsumentów oraz redukcję kosztów protekcjonizmu rolnego. We wszystkie z tych priorytetów doskonale wpisuje się idea promocji oraz ochrony tradycyjnych produktów rolnych i spożywczych. Luca Marangoni, który w przedstawicielstwie Komisji Europejskiej w Polsce zajmuje się sprawami rolnictwa, twierdzi, że w założeniach najnowszej reformy WPR znalazła się propozycja, aby wspomagać rozwój obszarów wiejskich m.in. za sprawą promocji znaków poświadczających wysoką jakość żywności.

 – Wydatki, które państwa członkowskie będą ponosić na promocję poszczególnych marek, jak też uznanych przez Unię Europejską znaków jakości najprawdopodobniej będą w części pokrywane z budżetu Wspólnoty, uważa Marangoni.

Marek Gąsiorowski, pracownik Funduszu Współpracy i kierownik projektu promującego produkty regionalne ubolewa jednak, że w naszym kraju do tej pory nie stworzono spójnych przepisów, które pozwalałyby takie wyroby sprawnie rejestrować, skutecznie chronić i efektywnie promować.

 – Raport na temat „Możliwości i konieczności przyjęcia przez Polskę procedur rejestracji zastrzeżonych znaków dla produktów spożywczych”, który przygotowałem razem z prof. Małgorzatą Duczkowską-Piasecką został już dawno przesłany do odpowiednich władz. Jak na razie pozostał bez odzewu. Czasu, aby poprawić obowiązujące w Polsce prawo jest niewiele, twierdzi Gąsiorowski.

Produktów u nas dostatek

Kindziuk, sękacz, kiełbasa palcem napychana, ser kaglany, to tylko kilka z ponad stu produktów, które zostały nagrodzone w zorganizowanym już trzykrotnie konkursie „Nasze kulinarne dziedzictwo”. O bogactwie wytwarzanych w naszym kraju tradycyjnych wyrobów świadczyć może również fakt, że na targach Polagra Farm w Poznaniu przygotowano oddzielną ekspozycję, na której prezentowane były wyłącznie regionalne specjały.

 – Bogactwo kulturowe i różnorodność poszczególnych regionów Polski gwarantują, że takich produktów jest w Polsce mnóstwo. Posiadamy poza tym unikatowe na skalę światową gatunki zwierząt, do których zaliczyłbym m.in. kurkę zielononóżkę kuropatwianą czy świnię złotnicką. Listę naszych regionalnych przysmaków należy także poszerzyć o nalewki, które wytwarzane są w Polsce od wieków, a które po ostatnich zmianach we wspólnotowych przepisach także najprawdopodobniej będzie można zarejestrować i chronić zgodnie z obowiązującym w Unii prawem, mówi Marek Gąsiorowski.

Dodaje, że nie będzie to jednak możliwe, jeśli władze nie podejmą w sprawie naszych tradycyjnych wyrobów odpowiednich decyzji, a producenci regionalnych przysmaków – dotychczas silnie rozproszeni – nie stworzą jednej organizacji, która będzie reprezentowała ich interesy.

Źródło: Rzeczpospolita