Nie zarobili na strusiach

Wielu rolników zostało nabitych w przysłowiową butelkę przez firmy sprowadzające pisklęta strusi. Zdecydowali się założyć hodowlę, myśląc, że będzie to dobry interes, ale po odhodowaniu ptaków, okazało się że nikt nie chce ich kupić. Podaż mięsa kilkakrotnie przekraczała zapotrzebowanie. Rolnicy zainwestowali pieniądze w organizację ferm i nigdy ich nie odzyskali.

Polski Związek Hodowców Strusi szacuje, że w Polsce jest blisko 1000 producentów, ale liczących się ferm reprodukcyjnych jest tylko 60. Wielu rolników hoduje strusie jedynie jako agroturystyczną atrakcję, lub sposób na dorobienie.

Przed świętami na rynku strusiego mięsa ożywienie. Firmy realizują umowy kontraktacyjne podpisane z dużymi sieciami handlowymi. Z kolei podroby kupują producenci pasztetów i tzw. struś-burgerów. Ale ceny mięsa nie wzrosły. Wręcz przeciwnie, producenci wprowadzają promocje, by zachęcić klientów.

W tym roku okres przedświątecznego handlu zaczął się znacznie później. Dopiero w połowie grudnia sieci handlowe zdecydowały się na podpisanie kontraktów. Największym powodzeniem cieszy się teraz mięso stekowe i gulaszowe. W ofercie są także wędliny ze strusiego mięsa.

Wciąż wysokie są koszty hodowli strusi. Na jesieni podrożały pasze, bo wysokie są ceny zbóż paszowych i kukurydzy dodawanych do mieszanek. Hodowcy kupujący większe ilości karmy, mogą liczyć na upusty.


Źródło: Agrobiznes, TVP1