UE nie może podjąć decyzji w sprawie kukurydzy Bt-11

Eksperci Unii Europejskiej nie zdołali wczoraj rozstrzygnąć, czy należy zezwolić na sprzedaż w Unii Europejskiej zmodyfikowanej genetycznie kukurydzy Bt-11, czy utrzymać obowiązujący zakaz.

Jeśli w nadchodzących tygodniach sprawy nie rozstrzygną ministrowie „15”, decyzja będzie należała do przychylnej zniesieniu zakazu Komisji Europejskiej.

Wynik debaty z uwagą śledzą polskie władze: co zdecyduje Unia, zacznie obowiązywać w Polsce od 1 maja. Na razie żywność genetycznie zmodyfikowana jest w naszym kraju zakazana. Wolno jedynie sprowadzać kukurydzę i soję jako paszę dla zwierząt.

Opracowana przez szwajcarski koncern Syngenta kukurydza Bt-11 ma być natomiast sprzedawana bezpośrednio do spożycia, czy to jako pop-corn, czy to w puszkach. Jest ona znacznie tańsza w uprawie, bo odporna na pestycydy.

Wczoraj za zniesieniem zakazu opowiedziała się Hiszpania, Irlandia, Wielka Brytania, Holandia, Szwecja i Finlandia. Kraje te nie zdołały jednak zebrać wymaganej do akceptacji decyzji głosów. Przeciw była Francja, Austria, Grecja, Portugalia, Dania i Luksemburg. Niemcy, Włochy i Belgia wstrzymały się od głosu.

Głosowanie ma być powtórzone w styczniu, już na poziomie ministrów. Jeśli i tym razem nie uda się zebrać większości krajów za lub przeciw zakazowi, sprawę rozstrzygnie Komisja Europejska.

Jej decyzja jest oczywista, bo to ona zaproponowała Radzie UE zniesienie zakazu. Naciskały na to Stany Zjednoczone, Kanada i Argentyna w ramach Światowej Organizacji Handlu (WTO). Bruksela nie zdołała udowodnić, że spożycie żywności genetycznie zmodyfikowanej (GMO) jest szkodliwe dla zdrowia. Kraje „15” wprowadziły natomiast bardzo ścisły system oznakowania takich preparatów.

Zakłada on m.in., że produkty spożywcze zawierające przynajmniej 0,9 proc. składników GMO muszą zawierać ostrzeżenia dla klientów. Zdaniem Amerykanów taki wymóg to forma protekcjonizmu, gdyż w wielu przypadkach nie da się ustalić, czy produkt zawiera żywność genetycznie zmodyfikowaną, czy nie. W USA już tylko 30 proc. pasz sojowych ma tradycyjny kod genetyczny. Rośliny GMO są uprawiane na większą skalę tylko w Hiszpanii.

Źródło: Rzeczpospolita