Minister Plewa walczy w Brukseli o dopłaty

Nadal chcemy od Unii pełnych nowych dotacji dla rolników oraz dodatkowo wyższej kwoty mlecznej po 2008 roku.

Polska zgłosiła w poniedziałek zastrzeżenia co do sposobu, w jaki Bruksela dostosowuje zapisy traktatu z Kopenhagi do reformy Wspólnej Polityki Rolnej z lata tego roku – powiedział dziennikarzom w Brukseli wiceminister rolnictwa Jerzy Plewa. Sprawą mają się ponownie zająć unijni ambasadorzy, którzy jednomyślnie dotąd odrzucali polskie postulaty.

Unia chce przyznać rolnikom z nowych państw UE nowe dopłaty do masła i mleka w proszku (po obniżeniu ich ceny interwencyjnej), roślin energetycznych i orzechów według modelu z Kopenhagi – miałyby rosnąć od poziomu 25 proc. w 2004 r. do 100 proc. w 2013 r. Unijni dostaną te nowe dopłaty od razu w pełnej wysokości. W zamian Komisja zagwarantowała jednak, że nie obejmą nas na początku ostrzejsze dyrektywy środowiskowo-sanitarne. Polska uważa, że nie ma to związku z wysokością dopłat.

Plewa nie zaprzecza, że ostro stawiamy sprawę dopłat mlecznych, wartych blisko 300 mln euro w ciągu dziesięciu lat, by przy okazji reformy kolejnych rynków – tytoniu, chmielu i zwłaszcza cukru, nasi rolnicy otrzymali nowe dotacje w pełnej wysokości. Zwłaszcza w przypadku cukru polskie „straty” mogą być finansowo dużo wyższe.

Chcielibyśmy także zwiększenia kwoty mlecznej, której istnienie ma być utrzymane w UE do 2014 r. W Kopenhadze Polska wynegocjowała produkcję 8,5 mln ton mleka do sprzedaży. Dziś wprawdzie do mleczarń trafia tylko 7 mln ton, ale jest jeszcze „w rezerwie” 2,3 mln, które rolnicy zużywają na własne potrzeby. Zdaniem Plewy z czasem tego zaprzestaną i dlatego powiększona powinna być tzw. restrukturyzacyjna część kwoty mlecznej (dodatkowe 416 tys. ton), by wziąć pod uwagę zmiany na rynku. Polska powołuje się na to, że dwa kraje UE (według źródeł „Gazety” Portugalia i Grecja) uzyskały przy okazji reformy zwiększenie swoich kwot mlecznych.

Zdaniem obserwatorów w Brukseli zarówno w sprawie nowych dotacji, jak i kwoty mlecznej polskie szanse na sukces są niewielkie, bo za Komisją stoi unijne prawo, a decyzje zapadną przed 1 maja 2004 r. Inne nowe kraje UE nie stawiają sprawy tak ostro jak Polska – jeśli my coś uzyskamy, to one się wtedy dołączą. Nie chcą jednak otwartego konfliktu z Unią na kilka dni przed decydującym o konstytucji UE szczycie w Brukseli. Plewa zaprzeczył, jakoby między ponowionymi żądaniami rolnymi i obroną Nicei był jakiś związek.

Problemem w stosunkach z UE jest też wciąż sporna sprawa opodatkowania zapasów rolnych w przeddzień naszego członkostwa. Polska uważa, że sporządzona przez Brukselę lista produktów, których spekulacyjne zapasy będą musiały zostać opodatkowane, jest o wiele za długa. Tak naprawdę nie chodzi nam jednak o podatek, bo ten zasiliłby budżet w Warszawie, ale trudne do spełnienia administracyjne wymagania zewidencjonowania tych zapasów u setek importerów. Komisja Europejska czeka nadal na rzeczowe argumenty Polski, iż spekulacji danymi produktami nie będzie. Komisarz Franz Fischler obiecał, że spojrzy na nie życzliwie.

Źródło: Gazeta Wyborcza