Ceny zbóż, notowania, aktualności

SAPARD zmienia się czasem w biurokratyczną mitręgę

SAPARD zmienia się czasem w biurokratyczną mitręgę
Zamiast być ułatwieniem, unijny fundusz przedakcesyjny SAPARD potrafi się okazać dla samorządów utrapieniem. Dotarliśmy do dwóch osób, które przekonały się o tym na własnej skórze. Możliwe, że pokrzywdzonych jest więcej.

 - Zaczynam powoli żałować, że się podjąłem sięgnięcia po środki z SAPARD-u. Bo ci, którzy tego nie zrobili, mają przynajmniej święty spokój - skarży się Zdzisław Mielczarek, zastępca burmistrza Nowych Skalmierzyc, małej miejscowości pod Kaliszem (woj. wielkopolskie). Z powodu SAPARD-u Nowe Skalmierzyce dostały finansowej zadyszki, a grozi im zapaść i kłopoty z Regionalną Izbą Obrachunkową.

Gmina (jak setki innych w Polsce) wystąpiła z wnioskiem o wykorzystanie środków z SAPARD-u na budowę nowej drogi i kanalizacji. Mimo szaleńczo krótki terminów obie inwestycje udało się zrealizować. Zgodnie z zasadami SAPARD-u Nowe Skalmierzyce musiały ją pre-finansować (bo "dotacja" polega, upraszczając, na zwrocie 50-proc. wartości inwestycji). Wzięły w tym celu kredyt bankowy - 1,2 mln zł. Dla tej gminy jest to poważna suma.

Na początku sierpnia gmina złożyła komplet dokumentacji (czyli m.in. faktury, potwierdzenia zapłaty dla wykonawców itp.) do lokalnego (poznańskiego) oddziału Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która programem SAPARD zarządza.

Poznański oddział ARiMR dokumentację przesłał do Warszawy do centrali Agencji. Burmistrz Mielczarek pomyślał więc, że wszystko jest w porządku - wypłata dotacji (981 tys. na kanalizację i 166 tys. na drogi) nastąpi w ciągu trzech miesięcy, zgodnie z procedurami, spłaci się kredyt i wszyscy będą zadowoleni.

Gdzie tam! Dwa miesiące po złożeniu wniosku jak grom z jasnego nieba spadła przyszła wiadomość z Warszawy: centrala ARiMR-u żąda poprawek. - Warszawa uznała, że pieczątki na potwierdzeniach przelewów są źle odbite i przelewy zakwestionowała - wyjaśnia Mielczarek. Dodatkowo urzędnikom ARiMR nie spodobał się brak pisma z nadzoru budowlanego zaświadczającego o braku zastrzeżeń wobec budowy kanalizacji.

Mielczarek natychmiast poprosił bank o ponowne podstemplowanie potwierdzenia przelewu.

Nie dość tego: poprosił bank o specjalne pismo, w którym potwierdza, że zakwestionowane przelewy zostały wykonane.

Ale było już za późno, mleko się rozlało. Zgodnie z procedurą - w momencie zakwestionowania dokumentacji termin faktycznej wypłaty dotacji automatycznie przesuwa się o kolejne miesiące. Na przykład dwa.

Poprosiliśmy gminę, żeby przesłała nam kilka z zakwestionowanych przez biurokrację dokumentów - m.in. przelew dla podwykonawcy na sumę 148 tys. zł. Faktycznie, pierwszy stempel jest wyraźny tylko w trzech czwartych. Ale... ten dokument bankowy został wygenerowany elektronicznie, więc równie dobrze stempla mogłoby nie być wcale, a i tak - zgodnie z prawem bankowym - powinien być uznany za ważny!

Zamiast cieszyć się nową drogą i kanalizacją, Nowe Skalmierzyce muszą teraz zastanawiać się, co będzie z kredytem. - Ja nie mam jak zapłacić za ogrzewanie dla szkoły! - denerwuje się Mielczarek. - Ten SAPARD okazał się drogą przez mękę. Nie mogli wcześniej mi powiedzieć, że stempel się nie podoba? - dodaje. Gmina ma czas do końca roku, by oddać bankowi pieniądze. Tymczasem - jak mówi Mielczarek - nowa, nieoficjalna data wypłaty dotacji to 22 grudnia.

 - Jak tak mają wyglądać procedury korzystania z unijnych funduszy strukturalnych, to ja to czarno widzę - mówi zastępca burmistrza.

Co na to ARiMR? - Nie mogę komentować tego konkretnego przypadku ani wyciągnąć na jego podstawie generalnych wniosków. Najpierw należałoby przeanalizować dokumentację - mówi Piotr Burzyk, kierownik biura ds. informacji o SAPARD w warszawskiej centrali ARiMR. - My zawsze staramy się pomóc beneficjentom. Nie można jednak wykluczyć, że jakieś uchybienie mogło się zdarzyć, przy takiej ilości wniosków, jakie do nas napływają do autoryzacji - dodaje. Tych wniosków spłynęło do ARiMR ponad 3,5 tys. Burzyk obiecał, że sprawie Nowych Skalmierzyc spróbuje się przyjrzeć.

Pojawiają się jednak inne biurokratyczne przeszkody, które mogą w przyszłości skomplikować życie. Jedną z nich odkryło starostwo otwockie (woj. mazowieckie). Otóż zgodnie z wymogami SAPARD-u (notabene: wymyślonymi przez polskich urzędników, a nie przez Komisję Europejską) gmina budująca wodociągi wraz z przyłączeniami oraz modernizująca drogę musi przedstawić pozwolenie na budowę (czyli ostateczną decyzję administracyjną).

Problem w tym, że od 11 lipca (daty nowelizacji prawa budowlanego) pozwoleń na "przyłącza kanalizacyjne" oraz na modernizację drogi... nie wydaje się. - To jest już robione na zasadzie "zgłoszenia" [prostszej procedury administracyjnej - red.]. I co ja mam teraz zrobić? nie mogę wydać formalnego pozwolenia na budowę "przyłącza", bo bym przekroczył swoje kompetencje - pyta Dariusz Piętka, kierownik wydziału architektury w starostwie.

Żeby pójść samorządom (m.in. podwarszawskim gminom Józefów, Wiązowna, Celestynów) na rękę, otwockie starostwo zdecydowało się na ryzykowny krok. W wypadku dróg wystarczyła zabawa w słowa - "modernizacja" ma zostać nazwana inaczej, np. "dobudową" - tylko po to, żeby starostwo miało formalną podstawę do wydania "pozwolenia".

Z kanalizacją jest już trudniej. - Rozdzielamy wnioski gmin, które zazwyczaj stanowią jedną część, na dwie. Dla wodociągów dajemy potrzebne "pozwolenie" [zgodne z prawem budowlanym - red.]. A na przyłącza piszemy pisemko, że "nie wyrażamy zastrzeżeń" - mówi Piętka.

Tyle tylko, że to pisemko nie ma żadnej mocy prawnej. I starostwo nie może zagwarantować, że zostanie zaakceptowane.

Komentuje Piotr Burzyk z ARiMR-u: - SAPARD to poligon doświadczalny dla funduszy strukturalnych. Faktycznie, zauważyliśmy wiele obszarów, w których życie beneficjentów można ułatwić. Powrót do aktualności