Polska protestuje przeciwko niższym dopłatom dla rolników

 – Polski rząd zareaguje niezwykle stanowczo na wszelkie próby modyfikacji bez naszej wiedzy ustalonych w Kopenhadze warunków członkostwa w Unii Europejskiej – tak zareagował wczoraj premier Leszek Miller na doniesienia „Rz” o propozycji Komisji Europejskiej m.in. zamrożenia do 2015 r. limitów produkcji mleka i odłożenia aż na 10 lat przyznania polskim rolnikom całości nowych dotacji Brukseli.

Szef rządu zapewnił nawet, że doniesienia w tej sprawie są dla niego „większym zmartwieniem” niż opublikowany wczoraj, krytyczny raport KE o przygotowaniach naszego kraju do członkostwa. Występując przed Sejmową Komisją Europejską, Miller uznał, że Bruksela dopuściła się pogwałcenia reguł traktatu akcesyjnego.

Nie ma taryfy ulgowej

Równie twardo wypowiadali się przedstawiciele wszystkich głównych sił politycznych. Podsumowując dyskusję, przewodniczący komisji Józef Oleksy ostrzegł, że „nie ma zgody na modyfikacje ustaleń”. Jego zdaniem „reakcja rządu musi być bardzo twarda i jednoznaczna”. Zdaniem byłego premiera to już nie pierwszy przypadek podobnego działania KE. – Mieliśmy próbę zmiany warunków sprzedaży polskich leków generycznych. Rząd ma pilnować, żeby do 1 maja nie wydarzyło się nic, co byłoby nieuprawnioną korektą ustaleń z Kopenhagi rodzącą skutki finansowe. Jeśli urzędnicy Unii chcą coś zmienić w tych warunkach, to muszą się spotkać z naszym protestem i sprzeciwem. Tu nie ma taryfy ulgowej. Tu nic nie będzie wybaczone, jeśli coś stanie się kosztem Polski bez naszej wiedzy – powiedział Oleksy.

Reforma oznacza dla nas straty

Wczoraj o próbach zmiany warunków integracji rolnictwa w Brukseli rozmawiał z komisarzem ds. rolnictwa Franzem Fischlerem minister rolnictwa Wojciech Olejniczak. Jego zdaniem sama reforma rynku mleka oznacza straty dla polskich rolników w wysokości 100 mln zł rocznie przez najbliższe 10 lat. Olejniczak wykluczył możliwość kompromisu, którego efektem byłoby zmniejszenie pomocy finansowej dla polskich gospodarstw.

Nowe dopłaty mają być rekompensatą za obniżenie interwencyjnych cen skupu. KE zaproponowała jednak, żeby rolnicy nowych krajów otrzymali dopłaty w mniejszej wysokości niż farmerzy obecnej „15”. W 2004 r. byłoby to 25 proc., a w kolejnych latach subsydia stopniowo by rosły, aż do osiągnięcia pełnej wysokości w 2013 r.

Bruksela chce do nowych dopłat zastosować tę samą zasadę jak dla tych istniejących przed 2002 r. To właśnie w czasie ustalania ostatecznej treści traktatu akcesyjnego w grudniu 2002 r. w Kopenhadze nowe kraje zgodziły się na niepełne, stopniowo zwiększane dopłaty.

Polski rząd jest jednak przekonany, że traktat akcesyjny dotyczył dopłat istniejących przed jego podpisaniem. – Wszystkie nowe powinny być nam przyznawane w pełnej wysokości – twierdzi Olejniczak. Jego zdaniem zmiany proponowane przez Komisję spowodują pogorszenie sytuacji polskich rolników. W polityce interwencyjnej nasz kraj uczestniczyłby bowiem na pełnych prawach, a dopłaty proponuje nam się w niepełnej wysokości. – Oznacza to, że pieniądze, które Polska straci na obniżeniu ceny interwencyjnej, nie wrócą do nas w całości w postaci dopłat – argumentował polski minister.

Błąd w negocjacjach?

Olejniczak nie chciał jednak przyznać, że polski rząd popełnił błąd przy negocjowaniu traktatu akcesyjnego, który pozwala teraz Brukseli na zmiany. Tydzień wcześniej przedstawiciele Komisji Europejskiej przekonywali, że traktat akcesyjny ustala zasadę stopniowego zwiększania wszystkich dopłat, nie tylko tych istniejących w momencie podpisywania dokumentu. Jeśli Polska jest przekonana o swojej racji, ale nie dojdzie do porozumienia z Komisją, to będzie mogła ją pozwać do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Źródło: Rzeczpospolita