Wyniki handlu żywnością dowodzą, że wieś da sobie radę w Unii Europejskiej

100 tysięcy straconych miejsc pracy w rzeźniach i mleczarniach, tysiące zamkniętych zakładów, setki tysięcy gospodarstw, którym zostanie odebrane prawo do sprzedaży na rynek – posłowie partii opozycyjnych nakreślili wczoraj w Sejmie katastroficzną wizję integracji polskiej wsi z Unią Europejską.

Dane, do których dotarła „Rz”, mówią co innego. Po raz pierwszy od kilkunastu lat Polska będzie miała w tym roku nadwyżkę w handlu żywnością z Unią. To wynik zawartych w ostatnim czasie porozumień o wzajemnym zniesieniu ceł i dopłat do eksportu.

W ośmiu miesiącach tego roku eksport polskiej żywności do państw „15” wzrósł o 42,9 proc. wobec 2002 roku. Unijni farmerzy znacznie mniej skorzystali z nowych warunków handlu – sprzedaż do Polski zwiększyli zaledwie o 7 proc. Dzięki temu saldo w wymianie produktów rolnych nieprzetworzonych udało się zamknąć nadwyżką 18 mln dolarów. Także przy uwzględnieniu obrotów produktami przetworzonymi wynik pozostaje zdecydowanie korzystniejszy dla Polski (205 mln USD). Łącznie powiniśmy w tym roku sprzedać do Unii żywność aż za 1,8 mld USD.

Nasze eksportowe hity

Do tej pory wśród państw przystępujących do Wspólnoty tylko Węgry wysyłały więcej żywności do Unii niż jej sprowadziły. W tym roku Polsce pomogły warunki klimatyczne: katastrofalna susza w zachodniej Europie zwiększyła zapotrzebowanie na produkty rolne z Polski. Rodzimym eksporterom sprzyjał także mocny kurs euro do złotego. Najważniejsze okazały się jednak porozumienia o wzajemnej liberalizacji handlu, zawarte kilka miesięcy wcześniej. Bruksela albo całkowicie otworzyła swój rynek dla większości produktów rolnych, albo zrobiła to w ramach kontyngentów. Zniosła cła i dopłaty do eksportu. W tę lukę weszli polscy eksporterzy. Na unijnym rynku hitami okazały się nasze sery, masło, mleko w proszku, drób, sok jabłkowy, wiśnie, pieczarki, warzywa, cielaki. – Chcemy pójść za ciosem. Negocjujemy z Komisją Europejską zniesienie ostatnich limitów produkcyjnych. W zamian jesteśmy gotowi otworzyć nasz rynek m.in. na import z UE whisky i innych mocnych alkoholi – mówi Izabela Lewandowska, dyrektor ds. integracji europejskiej w Ministerstwie Rolnictwa.

ródła sukcesu

 – Polska żywność jest przeważnie tańsza od wytworzonej w krajach „15” – wyjaśnia prof. Roman Urban z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. W ocenie Polskiej Federacji Producentów Żywności równie ważne jest coraz lepsze dostosowanie do unijnych standardów sanitarno-weterynaryjnych. Wyposażenie i technologie m.in. w browarach i największych zakładach mięsnych należą do najnowocześniejszych w świecie. Zdaniem prezesów firm przetwórczych Polska ma szanse zdominowania unijnych producentów wszędzie tam, gdzie niezbędna jest praca ręczna, np. przy zbiorze truskawek i wielu warzyw.

Aż 12-proc. udział w eksporcie polskich wyrobów spożywczych mają przetwórcy ryb. Według Jerzego Safadera, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb, eksportem do UE zajmuje się 60 firm, a roczna wydajność na osobę w każdej z nich wynosi ponad 10 tys. USD. Stanpol, firma Jerzego Safadera, eksportuje aż 98 proc. produkcji.

Wzrost wywozu warzyw i owoców do unijnych odbiorców zanotowała większość polskich chłodni, w tym Igloopol i Fritar. Maspex udowodnił, że unijnych konsumentów soków owocowo-warzywnych można zdobyć jeszcze przed integracją. Po rocznych przygotowaniach i dzięki nakładom – rzędu kilku milionów euro – na telewizyjną promocję soki Kubuś można dostać w większości niemieckich sieci.

Udane wejście do sklepów „15” ma Mokate z Ustronia, producent kawy, herbaty i dodatków zabielających. Tegoroczny eksport do Unii zwiększy o 40 proc. – w porównaniu z ubiegłorocznym – Cykoria SA, jeden z największych w kraju producentów suszu warzywnego, odbieranego od niej m.in. przez znaną Podravkę oraz kontrahentów z Niemiec, Holandii i Chorwacji, a ostatnio także z USA.

Wzrasta eksport polskich słodyczy i wódki, o czym mówią m.in. w Mieszku, Odrze, Wawelu i Jutrzence, a także w Wyborowej, Polmosie Białystok i firmie Sobieski Dystrybucja (d. Belvedere Dystrybucja). Koncern Heinz chce wykorzystać niższe koszty produkcji w Pudliszkach w porównaniu z innymi fabrykami i przenieść produkcję do Polski.

Strach Brukseli

Polscy negocjatorzy obawiają się, że Bruksela, przerażona szybkim wzrostem polskiego eksportu, utrzyma ograniczenia. Temu może służyć ustalony kilka dni temu mechanizm opodatkowania „nadmiernych” zapasów żywności, aby przeciwdziałać spekulacyjnym zyskom ze wzrostu gwarantowanych cen po przystąpieniu Polski do Unii. Mimo oporu polskich negocjatorów Bruksela wpisała na listę produktów objętych tymi restrykcjami wszystkie polskie hity eksportowe, jak mleko w proszku czy drób.

Inna groźna broń Unii to wykorzystanie niedociągnięć w wypełnianiu unijnych norm sanitarnych do wstrzymania eksportu żywności. Wczoraj w Sejmie wiceminister rolnictwa Jerzy Pilarczyk powiedział, że z tego powodu może zostać zamkniętych kilkaset zakładów mięsnych i mleczarni, a pracę straci 10 – 12 tys. osób. Jednak polski potencjał produkcyjny na tym nie ucierpi, bo gros produkcji zapewniają największe, nowoczesne zakłady.

Największe ryzyko integracji

Tego w naszym kraju nie spodziewał się nikt. Gdy trzy lata temu komisarz ds. rolnych UE Franz Fischler namawiał rząd do zawarcia umowy o liberalizacji handlu żywnością, Polska wśród krajów kandydackich ociągała się najbardziej. Okazało się jednak, że gdy znikają dopłaty do eksportu i cła, bardziej na tym korzystają polscy rolnicy niż unijni farmerzy.

To bardzo ważny sygnał przed przystąpieniem Polski do Wspólnoty. Najgorzej jest do tego przygotowane rolnictwo. Wydajność zatrudnionych jest tu przynajmniej sześciokrotnie niższa niż w pozostałych sektorach gospodarki, rynek żywności wciąż chronią wysokie cła importowe, a po akcesji nasi rolnicy będą jeszcze przez 10 lat otrzymywali mniejsze dotacje z Unii niż farmerzy krajów „15”. Jeśli mimo tych wszystkich problemów polscy eksporterzy żywności są w stanie podbić zachodnie rynki, można być spokojnym, że także pozostała część społeczeństwa na integracji nie straci.

Sukces, jaki po raz pierwszy osiągnęło w tym roku w wymianie z Unią polskie rolnictwo, należy teraz przekuć na trwałą, umacniającą się tendencję. Ograniczone środki budżetu państwa powinny wspierać przede wszystkim grupę 200 – 300 tys. najbardziej wydajnych gospodarstw i około 500 zakładów mięsnych i mleczarskich. Jeśli im się pomoże, staną się strategicznymi partnerami dla wielkich sieci dystrybucji i przekształcą Polskę w jednego z największych producentów żywności w Unii. Pozostałych rolników i przedsiębiorców państwo także powinno wspierać. Ale w ramach polityki socjalnej.

Jędrzej Bielecki

Źródło: Rzeczpospolita