Konkurencji na rynku UE nie wytrzyma 1,2 miliona polskich rolników

Badający polskie rolnictwo Francuzi doszli do wniosku, że jest ono ogromnie zróżnicowane i że bardzo wiele polskich gospodarstw rolnych nie osiąga nawet „progu przeżycia”. Tak więc – wywnioskowali – po wejściu Polski do Unii Europejskiej będą one skazane na likwidację.

Gospodarstwa, których roczne dochody nie sięgają 8 tysięcy złotych (1700 euro), nie mają szans na przetrwanie po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, a te, które sprzedają żywność za mniej niż 14 tysięcy złotych rocznie, nie będą mogły się rozwijać – twierdzi prestiżowy francuski instytut badawczy CERI. Polscy eksperci uspokajają: Francuzi nie znają specyfiki polskiej wsi.

Opinię Paryża trudno jednak zlekceważyć. Francja to największy producent żywności w Europie i kraj, który ma zdecydowanie największy wpływ na obecny kształt Wspólnej Polityki Rolnej (CAP). Francuscy eksperci o unijnym rynku żywności wiedzą więc sporo.

Centre d'Etudes et de Recherches Internationales (CERI), czyli francuski instytut do spraw badań międzynarodowych, zainteresował się naszym rolnictwem, bo Francuzi uważają, że Polska będzie drugą, obok ich kraju, potęgą rolniczą we Wspólnocie (na razie pod względem wartości produkcji globalnej rolnictwa zajmujemy w UE dopiero siódme miejsce). Francuscy eksperci przeprowadzili badania w polskich gospodarstwach rolnych, których wyniki stały się podstawą obrad zorganizowanej właśnie w Paryżu konferencji „Polskie rolnictwo: specyfika, wyzwania i konsekwencje wobec nowej Wspólnej Polityki Rolnej”.

Badający polskie rolnictwo Francuzi doszli do wniosku, że jest ono ogromnie zróżnicowane i że bardzo wiele polskich gospodarstw rolnych nie osiąga nawet „progu przeżycia”. Tak więc – wywnioskowali – po wejściu Polski do Unii Europejskiej będą one skazane na likwidację. Przyjęli, że takim progiem są dochody gospodarstwa w wysokości 1700 euro rocznie (ponad 7700 zł). Wprowadzili też drugie pojęcie: „progu odnawialności”, której warunkiem, ich zdaniem, są dochody na poziomie 3 tys. euro (13 tys. 650 zł) rocznie. Ponadto podzielili gospodarstwa na trzy grupy: mikro, czyli o powierzchni do 5 ha, gospodarstwa drobne, za które uznali te, które ze swoimi dochodami znajdują się między wspomnianymi progami, oraz gospodarstwa średnie i wielkie, a także gospodarstwa kapitalistyczne, czyli opierające się na zatrudnianiu siły najemnej. Obliczyli, że w gospodarstwach mikro pracuje 1200 tys. osób, w drobnych 1600 tys. osób, a w pozostałych nieco ponad 500 tys. osób. W sumie 3,3 mln ludzi.

Francja nigdy nie była w takiej sytuacji

Kierujący pracami ekspertów prof. Alain Pouliquen powiedział, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej widzi zagrożenie nawet dla tych gospodarstw, które obecnie osiągają korzystne wyniki ekonomiczne, bo jego zdaniem i tak pozostają one daleko w tyle za gospodarstwami unijnymi i nie sprostają ich rychłej już konkurencji. Poza tym – wyznał profesor – Polsce trudno będzie korzystać z francuskich doświadczeń, gdyż Francja nigdy nie była w takiej sytuacji, by podejmować restrukturyzację rolnictwa w okresie tak wysokiego bezrobocia, a nawet powrotu niektórych osób na wieś.

Francuzi mają jednak jedną – zdaniem Pouliquena bardzo dobrą – radę: by Polska nie godziła się na proponowane zmiany zasad Wspólnej Polityki Rolnej Unii Europejskiej, gdyż jest to chytrze zastawiona przez Brukselę pułapka. Zaproponowana kilka miesięcy temu zmiana CAP polega najogólniej na tym, by stopniowo zmniejszać środki przeznaczone na rozwój rolnictwa (tzw. filar I) i kierować je na rozwój całej wsi (filar II). Podstęp Brukseli polega na tym, że dopłaty bezpośrednie otrzymuje się niejako z „automatu”, natomiast środki na rozwój wsi można przeznaczyć tylko na akceptowane przez Unię cele. W dodatku projekty inwestycyjne muszą być w tym przypadku współfinansowane przez kraj członkowski.

Zaniepokojeni stanem polskiego rolnictwa, a także uległością polskich negocjatorów wobec ostatnich propozycji zmiany CAP, francuscy gospodarze konferencji pytali polskich uczestników, jak będą wyglądały polskie gospodarstwa rolne za 25 lat, jaki będzie model tego rolnictwa itp.

Uczestnicząca w obradach przedstawicielka Kancelarii Prezydenta RP, prof. Katarzyna Duczkowska-Małysz (była wiceminister rolnictwa), odpowiedziała półżartem, że za 25 lat polskiego, podobnie jak francuskiego, rolnictwa może już w ogóle nie być. Gdyż potrzebną całej Europie żywność będzie można wówczas wyprodukować na żyznych ziemiach… Ukrainy.

Był to oczywiście żart, ale symptomatyczny. Otóż zdaniem wielu ekspertów w następnych dziesięcioleciach produkcja żywności w Europie coraz bardziej będzie się przesuwała z zachodu na wschód kontynentu. W tym także do Polski i na Ukrainę.

Najmniejsze gospodarstwa przetrwają

Wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Zofia Krzyżanowska powiedziała, że Polska wybrała model rolnictwa zrównoważonego, opartego na gospodarstwach rodzinnych, przynoszących najmniej szkód środowisku naturalnemu. Przy tym program rozwoju polskiego rolnictwa ukierunkowany jest na wykorzystanie środków z funduszy na rozwój obszarów wiejskich (tzw. II filar), które będą dobrze służyć celom zarówno ekonomicznym, jak i socjalnym. Interesuje nas także wykorzystanie środków III filaru, przeznaczonych na poprawę bezpieczeństwa i jakości żywności.

Z wypowiedzi innych polskich uczestników konferencji można było wyciągnąć wniosek, że Polska popiera zmiany Wspólnej Polityki Rolnej, bo naszym zdaniem zmierzają w dobrym kierunku. Służą poprawie bezpieczeństwa zarówno środowiska naturalnego, jak i konsumenta. Służą też ochronie tradycyjnych wartości kulturowych wsi.

Ponadto wyjaśniono francuskim ekspertom, że ich zmartwienie o los naszych gospodarstw mikro (do 5 ha) jest zupełnie bezzasadne, bo wprawdzie takich mikrogospodarstw jest w Polsce aż 58 proc., ale w sumie użytkują tylko około 19 proc. ziemi. Tak więc są problemem nie tyle ekonomicznym, ile socjalnym. Poza tym z polskich doświadczeń wynika, że najmniejsze gospodarstwa są akurat najbardziej trwałą formą, gdyż dla użytkowników takich gospodarstw jest to nie tyle źródło utrzymania, ile miejsce spędzenia wolnego czasu.

Francuzi po prostu się boją

Paryską konferencję na temat polskiego rolnictwa najtrafniej podsumował były doradca ministra w UKIE dr Marian Brzóska: „Wspólna Polityka Rolna została wymyślona przez Francuzów, ale w ten sposób, by zapłacili za nią Niemcy. I przez wiele lat przynosiła ona wiele korzyści. Nie tylko zresztą Francuzom. Europa produkuje dziś o 25 – 30 proc. więcej żywności, niż może sama skonsumować. Ale ludność naszego kontynentu zmniejsza się i starzeje, zmienia się też dieta konsumentów, a wraz z tym spada także zapotrzebowanie na żywność. Jednocześnie działa czynnik zewnętrzny: USA starają się odzyskać utracone na rzecz Europy rynki, ponadto kilkadziesiąt słabo rozwiniętych krajów świata również walczy o dostęp do europejskiego rynku żywności. Dlatego powstała potrzeba kolejnej reformy Wspólnej Polityki Rolnej. Wszystkie poprzednie nie spowodowały zmniejszenia ogólnych nakładów na wieś i rolnictwo i nie zmieni ich także reforma obecna. Wydatki zmniejszą się tylko w tym sensie, że rozszerzeniu Unii Europejskiej o jedną trzecią (o tyle wzrośnie liczba ludności i potencjał rolnictwa) nie towarzyszyło proporcjonalne zwiększenie nakładów na Wspólną Politykę Rolną. Tym samym nakłady te ulegną teraz „rozwodnieniu”. W tej sytuacji nie ma się co dziwić, że Francuzi szukają sojuszników dla swojej koncepcji polityki rolnej. Obecna reforma nastawiona jest prorynkowo, a w polskim rolnictwie rynku było więcej niż we francuskim. I Francja, która zawsze była hamulcowym zmian Wspólnej Polityki Rolnej, po prostu trochę się tego boi”. Francuski rząd ostrzega, że zmniejszenie pomocy dla europejskiego rolnictwa oznacza jego nieuchronną przegraną w konkurencji z innymi kontynentami, gdzie koszty produkcji rolnej są o 25 – 30 proc. niższe. Dlatego pomoc dla rolnictwa może mieć – dopuszczają Francuzi – różną formę, ale musi zostać utrzymana. Zdaniem Francuzów Wspólna Polityka Rolna jest również jednym z najważniejszych czynników scalających Unię Europejską.

Źródło: Rzeczpospolita