Klauzule ochronne: Komisja zaprzecza, ale nie dementuje wprost doniesień "Gazety"

Choć rzecznik Komisji Europejskiej „kategorycznie dementuje” doniesienia „Gazety”, że Bruksela przygotowuje klauzule chroniące unijny rynek przed polską żywnością w związku z naszymi zaległościami z ustawami weterynaryjnymi i fitosanitarnymi, to nie zaprzecza, że trwa „ogólna refleksja” w tej sprawie. Także przedstawiciele rządu nie wykluczają, że „jakieś” przygotowania do klauzul mogą w Brukseli już trwać.

Rzecznik komisarza Verheugena Jean-Christophe Filori był we wtorek bardzo stanowczy: – Służby Komisji nie przygotowują żadnych klauzul przeciw Polsce czy jakiemukolwiek innemu krajowi kandydującemu – mówił. – Klauzule takie są przewidziane w traktatach członkowskich, ale celem Komisji jest, by nie trzeba było kiedykolwiek się nimi posłużyć, a każdy kraj był całkowicie przygotowany w dniu wejścia do UE. Jeśli klauzule miałyby być użyte to wtedy, gdy dany kraj poważnie zaniedbałby przygotowania. W tej chwili jest zupełnie przedwczesne i hipotetyczne, by o tym mówić.

Filori nie zdementował jednak wprost tego, co „Gazeta” napisała, a mianowicie, że biuro ds. weterynaryjnych i fitosanitarnych w dyrekcji generalnej Komisji ds. zdrowia i ochrony konsumenta otrzymało polecenie przygotowania klauzuli i pracuje nad tym trzech urzędników w jednym z biur dyrekcji.

 – To na pewno nie jest żaden tekst o charakterze prawnym – mówi Filori. – To co jest przygotowywane to ogólna refleksja, że gdyby miały być klauzule to co wtedy właściwie musimy zrobić. To krok czysto techniczny.

Inne źródła w Komisji mówiły jednak „Gazecie”, że choć „refleksja jest ogólna, to przecież jakby co musimy mieć tekst uzgodniony z prawnikami, by można go było w razie czego zastosować”.

Pracownik biura Alejandro Cecchi Langa (w którym, według naszych informacji, przygotowania do pisania klauzul rozpoczęto) podkreślił w rozmowie z „Gazetą”, że nie ma zespołu „skoncentrowanego na Polsce”, bowiem urzędnicy zajmują się wszystkimi krajami wchodzącymi do Unii.

„Gazeta” dowiedziała się, że o polskiej żywności rozmawiali także w poniedziałek wieczorem Leszek Miller i szef Komisji Europejskiej Romano Prodi. To premier podniósł ten problem, jako istotny dla Polski. Prodi mówił ogólnie o zabezpieczeniach Unii, ale słowo „klauzule” podczas półtoragodzinnej rozmowy nie padło ani razu. W opinii wielu urzędników Komisji Polska nie docenia problemu bezpieczeństwa żywności i lęku, jaką ta sprawa wzbudza wśród konsumentów na Zachodzie. Problem ten był szczególnie podnoszony w Holandii – o „niebezpiecznej polskiej żywności” mówił w ub.r. w parlamencie w Hadze obecny minister finansów Gerrit Zalm.

Polski rząd stanowczo podkreśla, że nie widzi powodu, by w ogóle myśleć o klauzulach, bo w dziedzinie weterynarii dokonaliśmy ogromnego postępu. Być może jednak, niewystarczającego. – Wyobrażam sobie, że w raporcie na temat przygotowania do członkostwa zostaną opisane zaległości w dziedzinie weterynarii. Nikt nie ma taryfy ulgowej – powiedziała nam minister ds. europejskich Danuta Hubner. – Ale nie widzimy podstaw do przygotowań klauzuli.

Wtórował jej we wtorek minister rolnictwa Wojciech Olejniczak: – Nie ma żadnych postaw, by sądzić, że grożą nam klauzule ochronne, doprowadzimy do uchwalenia wszystkich aktów prawnych – powiedział on PAP.

Przedstawiciele Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej nie wykluczają jednak, że jakieś prace nad formułą prawną mogą już w Brukseli mieć miejsce. – Wyobrażam sobie, że w Komisji Europejskiej mogło się pojawić pytanie: Co się stanie, gdy jakieś państwo członkowskie zażąda wprowadzenia klauzul? – powiedział „Gazecie” Jarosław Pietras, podsekretarz stanu w UKIE. – Komisja musi być na taki wniosek przygotowana, musi znać procedury. A przygotowanie procedury prawnej zajmuje czas – mówi Pietras.

Źródło: Gazeta Wyborcza