Kto otrzyma dopłaty bezpośrednie? Bruksela może skłócić rodziny i sąsiadów

Co czwarty rolnik uprawia ziemię, która nie należy ani do niego, ani do jego rodziny. Inni z kolei uprawiają rolę, która została zapisana na teściową, brata lub krewnego. Kto w takim razie powinien otrzymać dopłaty bezpośrednie z Brukseli? – Przewiduję wiele konfliktów w nadchodzących 2 – 3 latach – przyznaje Tadeusz Kościuk, dyrektor generalny Głównego Urzędu Geodezji i Kartografii.

Biorąc pod uwagę ograniczone dochody wielu mieszkańców wsi, rzecz jest poważna. W przyszłym roku z Brukseli i budżetu państwa rolnicy łącznie otrzymają nieco ponad 1,4 mld euro (6,5 mld złotych). A to tylko początek. Kwota będzie z każdym rokiem rosła, aby w 2012 roku osiągnąć 2,6 mld euro (12 mld złotych). Ilu rolników się o nią upomni, okaże się dopiero latem przyszłego roku. Między 15 maja a 30 czerwca rolnicy będą składali wnioski o pomoc. Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa spodziewa się około 1,7 mln podań. Na jeden hektar gruntów przypadnie około 120 euro darowizn rocznie. Jedynie te działki, które do tej pory zajmowały uprawy niedotowane przez UE (warzywa, owoce, buraki cukrowe czy ziemniaki nieskrobiowe), będą objęte mniejszym wsparciem – około 55 euro za ha.

Pomoc dla tego, kto uprawia

Do czyjej kieszeni powinny trafić te pieniądze? Prawo europejskie jest w tym punkcie precyzyjne. Dopłaty otrzymuje ten, kto użytkuje grunty, niezależnie od tego, czy jest ich właścicielem czy nie. O tym rolnicy w krajach „15” wiedzą od wielu lat i odpowiednio się do tego dostosowali. W Austrii aż 80 procent dopłat trafia np. do rolników, którzy jedynie dzierżawią grunty.

W Polsce sprawa jest jednak nowa i może wywołać wiele konfliktów między właścicielami a użytkownikami ziemi. Szacuje się, że mniej niż połowa rolników uprawia grunty, które do nich należą. Duża część ziemi (około 40 procent) to dzierżawy od sąsiada czy Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Dowiedziawszy się, że uprawa przynosi dodatkowe dochody, właściciele tych gruntów mogą zerwać, często ustne, umowy o użyczenie gruntów i upomnieć się o swoje.

 – W nadchodzących 2 – 3 latach może być sporo konfliktów. Przewiduję, że niektórzy mogą nawet wrócić z miast, aby zająć się rolą. Dopiero stopniowo wielu z nich zorientuje się, że praca na wsi jest ciężka i nie warto się tak trudzić nawet przy dopłatach Brukseli – mówi „Rz” Tadeusz Kościuk.

Eksperci ARiMR mają jeszcze większe obawy. Ich zdaniem można się spodziewać wielu konfliktów nawet w rodzinach. Mało kto do tej pory zadbał o przepisanie gruntów należących do brata czy teściowej na tego, kto rzeczywiście zajmuje się uprawą. W wielu przypadkach pozostawiono stan z ostatniego, powszechnego uwłaszczenia rolników 32 lata temu.

Najmniejszym może się nie opłacać

Aby zapewnić maksymalne wykorzystanie środków przyznanych przez Brukselę ARiMR postarała się o daleko idące uproszczenie procedur. Od początku października organizuje szeroką kampanię informacyjną na wsi. Podstawą wypłaty pieniędzy będą oświadczenia rolników o powierzchni użytkowanej ziemi oraz uprawach, które się na niej znajdują. Eksperci agencji tylko losowo będą sprawdzać, czy oświadczenie jest zgodne z prawdą. Wyjątkiem będzie sytuacja, w której prawo do dotacji z tej samej działki zgłoszą dwie czy nawet więcej osób.

Oświadczenie będzie ważne tylko rok. Aby otrzymać dopłatę, trzeba będzie także otworzyć konto bankowe. Dlatego, twierdzą eksperci ARiMR, część rolników mających małe gospodarstwa (minimum to 1 hektar) nie zgłosi się po pieniądze. Istotnym powodem są obawy przed ujawnieniem działalności fiskusowi. Co prawda dziś rolnicy płacą jedynie podatek gruntowy, jednak zapis w systemie komputerowym może okazać się przydatny po nałożeniu przez Sejm nowych zobowiązań fiskalnych na mieszkańców wsi.

Mniejsza od spodziewanej liczba rolników występujących o dopłaty nie wpłynie jednak na wielkość dotacji z hektara. Jedynie gdyby deklarowana powierzchnia upraw była większa od tej, jaką rząd przedstawił w Brukseli, wsparcie przypadające na rolnika musiałoby zostać proporcjonalnie zmniejszone.

Źródło: Rzeczpospolita