BSE – ósmy przypadek w Polsce

Ósmy przypadek BSE w Polsce wykryli lekarze weterynarii w rzeźni w powiecie Koło (woj. wielkopolskie). Krowa pochodziła z gospodarstwa w Janowie w powiecie lipnowskim (Kujawsko-Pomorskie).

Chore zwierzę znaleziono w czasie przeprowadzania kontrolnych badań ubitego bydła. Obecność BSE potwierdziło laboratorium referencyjne BSE Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach. Zakażona krowa urodziła się 7 lat temu w Janowie, w powiecie Lipno.

Stąd trafiła do rzeźni w powiecie Koło (Wielkopolska). Gospodarstwo, w którym jest 40 sztuk bydła objął nadzorem powiatowy lekarz weterynarii w Lipnie. Obecnie właściciel ma zakaz sprzedaży krów.

 – Ustaliliśmy potomstwo i rodzeństwo chorego zwierzęcia – wyjaśnia dr Bogumiła Mikołajczak, wojewódzki inspektor weterynarii. Z zarażoną krową spokrewnione były trzy sztuki. Decyzję o tym, ile krów zostanie zabitych, podejmie główny lekarz weterynarii. W inspekcji weterynaryjnej zapewniają jednak, że usunięcie całego stada nie będzie konieczne. Na razie nie wiadomo, w jaki sposób doszło do zakażenia.

 – Krowa karmiona była sposobem tradycyjnym, paszami pochodzenia roślinnego – mówi doktor Mikołajczak. Nie można jednak wykluczyć, że wcześniej nie jadła mączek mięsno-kostnych. Lekarze weterynarii zapewniają, że wykrycie 8. przypadku BSE nie spowoduje wzrostu ryzyka zachorowania konsumentów.

 – Wszystkie działania podjęte przez organy Inspekcji Weterynaryjnej doprowadziły do eliminacji potencjalnego zagrożenia i zabezpieczenia zdrowia publicznego – informuje Piotr Kołodziej, główny lekarz weterynarii.

Bogumiła Mikołajczak dodaje: – W Polsce badane są wszystkie sztuki powyżej 30 miesiąca życia, dlatego kupujący mięso z legalnych źródeł nie powinni się obawiać.

W Janowie, wsi oddalonej około 10 kilometrów od Lipna, wczoraj w południe nikt jeszcze nie wiedział o problemach jednego z miejscowych hodowców bydła. Mieszkańcy niechętnie rozmawiają o BSE.

 – To niemożliwe – twierdzi sąsiad pechowego gospodarza, który również prowadzi hodowlę bydła. – Ludzie opowiadają bzdury, a plotkować lubi każdy – dodaje z przekonaniem.

Rozmawiamy z właścicielami kilku największych gospodarstw. Wszyscy nabrali wody w usta. Wreszcie trafiamy do gospodarstwa, z którego pochodzi zarażona krowa. Właściciel po długich wahaniach przyznaje, że podejrzenie padło na jego stado.

 – Rzeczywiście, weterynarz wysłał mięso do badania w bydgoskim laboratorium, ale na razie nic nie jest pewne – mówi usiłując zachować spokój. Widać jednak, że jest załamany.

 – Podobno mają przyjechać jacyś specjaliści z Poznania i wtedy wszystko się wyjaśni. Nasz rozmówca jest jednak przekonany, że to fałszywy alarm. Nie chce podać żadnych szczegółów. Przede wszystkim, ile krów jest podejrzanych o zarażenie BSE.

Źródło: Gazeta Pomorska