Brak stabilizacji na rynku mięsa

Wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie – mówią przetwórcy. Raz do punktów skup trafia zaledwie kilka tuczników, innym razem rolnicy przywożą nawet kilkadziesiąt. Ceny zależą więc głównie od podaży, a także od regionu.

W centrum czy na południu kraju żywca nadal brakuje. W Lubuskiem i Wielkopolsce świń jest pod dostatkiem. Dlatego duże zakłady właśnie tam zaopatrują się w surowiec. Ale i tam ceny skupu są wysokie, drogie jest także mięso.

Znów podrożały półtusze, bez głów kosztują nawet 6,50 zł za kilogram. Tymczasem znalazł się na rynku nowy import tym razem przodów wieprzowych. Dlatego coraz trudniej sprzedać drogą krajowa łopatkę czy karkówkę.

Natomiast bez problemu nabywców można znaleźć na to co najtańsze. Słonina, tłuszcze drobne a nawet skórki biją rekordy popularności. Słabo sprzedają się za to schab i nogi wieprzowe.

Nawet tam gdzie żywca wieprzowego nie brakuje, za tuczniki fermowe zakłady gotowe są płacić do 4 zł za kilogram. Świnie skupowane od indywidualnych rolników są przynajmniej o 10 proc. tańsze.



Źródło: Agrobiznes, TVP1