Grozi nam awantura z mączką

Rząd zakazał karmienia zwierząt mączkami mięsno-kostnymi. Nadal jednak nie wiadomo co się stanie z górą mączki, jaką cały czas będzie się produkować z odpadów mięsnych.

Zakaz zacznie obowiązywać od początku listopada. Od tego dnia zamiast mączek do paszarni trafi soja lub jej substytuty. Paszarnie już się przestawiają i powoli ograniczają kupowanie mączek, co sprawiło że cena mączek mięsno-kostnych spadła o połowę – z 1200 do 600 zł za tonę. Najdalej za trzy tygodnie nikt już nie będzie skupował mączek.

Decyzję o wycofaniu mączek z karmy dla zwierząt podjął rząd pod naciskiem Unii. W Unii ten zakaz już obowiązuje, u nas do tej pory mączkami nie wolno karmić bydła, kóz i owiec. Teraz zakaz zostanie rozszerzony na świnie i drób. Rząd odsuwał tę decyzję od wielu miesięcy, bo wyrzucenie mączek z karmy oznacza wzrost kosztów tuczu (soja jest znacznie droższa, bo sami jej nie produkujemy) i konieczność zagospodarowania odpadów zwierzęcych, z których robi się mączki. Jednak nieprzekraczalny termin jaki postawiła Unia, grożąc w przeciwnym razie sankcjami, to pół roku przed akcesją – tyle potrzeba na kwarantannę.

Powodem stanowiska Unii jest bezpieczeństwo żywnościowe, a dokładnie ochrona przed BSE. Co prawda BSE nie atakuje świń i drobiu, ale Unia profilaktycznie wprowadziła zakaz dla wszystkich zwierząt, by uspokoić opinię publiczną i przywrócić zaufanie do spożywania mięsa.

 – Po 1 listopada możemy mieć duże problemy z zagospodarowaniem odpadów mięsnych – przyznał Józef Pilarczyk, wiceminister rolnictwa na środowej konferencji prasowej. Te „duże problemy” mogą się okazać olbrzymie.

Polska produkuje rocznie ok. 800 tys. ton odpadów mięsnych. Oficjalnie, bo do tego dochodzi jeszcze tzw. padlina, czyli zwierzęta, które z różnych powodów padły na terenie gospodarstw indywidualnych. Szacuje się że ok. 80 proc. padliny nie jest nigdzie rejestrowane, bo rolnicy zwierząt nie ubezpieczają, więc nie mają powodu, by to zgłaszać.

Na razie tzw. części wysokiego ryzyka oficjalnie bitego bydła, owiec czy kóz są utylizowane w zakładach nawozowych w Tarnowie – powstaje z tego ok. 10 tys. ton mączki. Ta mączka jest spalana. Reszta odpadów trafia w postaci mączki do paszarni, a potem do kurników i chlewni – w sumie ok. 400 tys ton.

Od 1 listopada części wysokiego ryzyka będą nadal trafiały do Tarnowa. Z tym, że rząd chce wprowadzić obowiązek ubezpieczenia zwierząt i w ten sposób doprowadzić do ujawnienia padliny – wtedy do Tarnowa trafiałoby znacznie więcej części wysokiego ryzyka (na razie lądują w lasach, jeziorach, w glebie). Zdaniem Pilarczyka jest to możliwe, bo moce produkcyjne Tarnowa są ogromne. Tyle, że na razie rząd nie ma nawet przybliżonej daty wprowadzenia obowiązku ubezpieczania zwierząt.

Reszta mączki będzie źródłem alternatywnej energii albo będzie przerabiana na nawóz rolniczy. Rząd przygotowuje dwa rozporządzenia w tych sprawach.

Koszt pozbywania się mączki Pilarczyk wyliczył na ok. 340 mln zł rocznie. Tym kosztem rząd chce obarczyć zakłady mięsne, spodziewając się zresztą, że przerzucą one to na konsumentów mięsa. Oznacza to, że mięso zdrożeje o ok. 4 do 10 proc.

 – Zakłady mięsne są i bez tego w trudnej sytuacji. Rzucanie nam na barki nowego ciężaru może się okazać dla wielu zbyt wielkie – oburza się Stanisław Zięba, sekretarz Związku Producentów Importerów i Eksporterów Mięsa, zrzeszającego największe zakłady w kraju. – Nasze zakłady i tak mają o połowę mniejsze marże przetwórcze i ubojowe w porównaniu do firm w Unii. Powinno się raczej obniżyć ceny skupu zwierząt.

 – Jeszcze czego! – Jan Musiał, właściciel dużej fermy świń jest oburzony. – Przecież teraz ledwo wychodzimy na swoje, a jak nie będzie mączek, to koszty pójdą w górę. Bez mączek świnie wolniej rosną i tucz się wydłuży.

O swoje finanse martwi się też przemysł utylizacyjny. – Możemy produkować mączkę jak dotychczas. Ale skoro nie możemy jej sprzedawać to ktoś nam musi za to zapłacić. Już widzę tę walkę między ministerstwem, władzami gminy i zakładami mięsnymi i przerzucanie się fakturami. Wytrzymamy najwyżej dwa miesiące, na tyle znajdziemy miejsce na składowanie mączki, ale co będzie dalej? Może rząd dałby zgodę na dodawanie mączek do karmy dla psów i kotów, tak robią już w Unii – zastanawia się Jerzy Byczyński, szef Stowarzyszenia Producentów Mączek Paszowych.

 – Rząd ogłosił datę, ale nie jest do tego przygotowany ani prawnie, bo żadnych rozporządzeń jeszcze nie ma, ani logistycznie, bo tak naprawdę nie wiadomo co się ma z tą górą mączki stać. Obawiam się że po 1 listopada będzie tu wielka awantura i niewyobrażalny bałagan – mówi Zięba.

Źródło: Gazeta Wyborcza