Ożywienie w handlu mięsem

Nareszcie jest co robić – zacierają ręce maklerzy handlujący mięsem. Sprzedaje się wszystko, nawet te towary, których za bezcen jeszcze do niedawna nie chciał nikt kupować. Tak jak na przykład tłuszcze.

Dwa miesiące temu kilogram oferowano zaledwie po 90 gr., teraz trudno je kupić nawet po 2,40 zł. Duży jest ruch na wschodniej granicy. Tam małymi samochodami, ale za to z dużym mozołem Ukraińcy i Białorusini przewożą spore ilości podgardeł, głów, słoniny.

Nikt nie narzeka na import, który tym razem bez żadnych problemów w całości wchłania krajowy rynek. Gdyby nie on, ceny rosłyby z dnia na dzień. Obecne podwyżki wynikają nie ze zwiększonego popytu, ale z błędnych przewidywań prognozujących świńską górkę.

Całkiem nieźle idzie też handel wołowiną oraz drobiem. Jeszcze niedawno importerzy mięsa indyczego sporo tracili, teraz ten towar jest rozchwytywany jak świeże bułeczki – mówią maklerzy z Łodzi.


Źródło: Agrobiznes, TVP1