Wysokie ceny zbóż paszowych

Powody do narzekań mają ostatnio producenci pasz. Spodziewali się, że po rozpoczęciu żniw podaż ziarna wzrośnie, a ceny spadną. Tak się jednak nie stało.

Zboże konsumpcyjne trafia obecnie przede wszystkim do punktów skupu, które uczestniczą w programie interwencyjnym Agencji Rynku Rolnego. Przedsiębiorstwa, które podpisały z Agencją umowy na przyjmowanie ziarna z dopłatami, starają się go zgromadzić jak najwięcej, przede wszystkim z myślą o własnych potrzebach.

Młyny, a także zakłady zbożowe, które kupują ziarno na handel, do dalszej odsprzedaży, wiedzą, że na import nie ma za bardzo co liczyć, bo przymrozki i susza spowodowały straty w plonach w większości krajów Europy.

 – Niektóre przedsiębiorstwa prowadzą bardzo aktywny skup interwencyjny – twierdzi Piotr Beśka z Eternus Brokers. Nawiązują bezpośrednie kontakty z potencjalnymi dostawcami, pomagają w zorganizowaniu transportu do punktu skupu. Niektóre przedsiębiorstwa odbierają na własny koszt pszenicę i żyto od producentów.

Z tego, co dzieje się na rynku, nie są obecnie zadowoleni wytwórcy pasz. Wraz z rozpoczęciem żniw spodziewali się dużej podaży ziarna oraz obniżenia cen rynkowych. Tak się jednak nie stało. Brakuje przede wszystkim pszenicy paszowej. Większość zebranego ziarna ma dobre parametry jakościowe.

Dlatego rolnicy starają się je sprzedać jako zboże konsumpcyjne. Na rynek trafia niewiele pszenicy paszowej. I to w cenie 450 – 500 zł za t, czyli o 10 – 12 proc. wyższej niż przed rokiem.

Podobnie jest z pozostałymi zbożami paszowymi. Mało jest jęczmienia, na rynku pokazuje się też niewiele pszenżyta i owsa. Takie ziarno rolnicy uprawiają głównie z myślą o potrzebach swoich gospodarstw. Wszyscy czekają na zbiory kukurydzy, które będą w tym roku prawdopodobnie wyjątkowo udane. Ostatnie szacunki zapowiadają wysokie zbiory na poziomie 1,9 mln t.

Na giełdach nie ma chętnych na otręby, których cena jest stosunkowo niska. Importowane oferowane są po 310 – 360 zł, krajowe są na lokalnych rynkach dostępne po konkurencyjnych cenach.

Źródło: Rzeczpospolita