Kolejne zamieszanie wokół ustawy o biopaliwach

Czy do naszych baków będziemy wlewać ropę z dodatkiem zagranicznego oleju z palmy albo soi? Tego boją się polscy producenci rzepaku, którzy mieli zyskać na wprowadzeniu ustawy biopaliwowej. Dziś kłopotliwymi zapisami zajmie się Senat.

Znowu zamieszanie wokół ustawy biopaliwowej. Kontrowersja dotyczy sformułowania z art. 2 ustawy, która przeszła przez Sejm i dziś trafi pod obrady Senatu. W artykule mowa jest o surowcach, które mają służyć do wyrobu biokomponentów.

W ustawie wymienia się rzepak, ziarna zbóż, kukurydzy, ziemniaki, buraki cukrowe „oraz inne rośliny lub ich części”. Spór idzie o „inne rośliny”.

Taki zapis, zdaniem producentów rzepaku, otwiera drogę do importu oleju palmowego i sojowego na potrzeby rynku paliwowego. Ceny oleju z palm i soi są znacznie niższe od rzepakowego. – Stanowiłoby to groźną konkurencję dla polskich producentów rolnych. Ustawa ma na celu zagospodarowanie polskich upraw – napisał w analizie przepisów uchwalonych przez Sejm Mariusz Olejnik, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku.

Zrzeszenie próbowało doprowadzić do usunięcia kontrowersyjnego zapisu na etapie prac w komisji sejmowej. 20 maja stosowna poprawka została przedstawiona na posiedzeniu podkomisji, która zajmowała się ustawą biopaliwową. – Poprawka została poparta przez stronę rządową reprezentowaną przez ministra rolnictwa i zaakceptowana przez posłów podkomisji obecnych na sali. Poprawka została przekazana na piśmie do biura legislacyjnego. Tymczasem w sprawozdaniu nie wykreślono części „oraz inne rośliny” – czytamy w piśmie przygotowanym przez producentów rzepaku.

O tym, że „inne rośliny”, z woli posłów, wypadły z ustawy, był przekonany również Marek Sawicki z PSL.

 – Nie ma żadnego zagrożenia. Przecież to sformułowanie zostało wykreślone – przekonywał nas w poniedziałek. Po rozmowie Sawicki sięgnął do aktualnego tekstu ustawy. Ze zdziwieniem przeczytał, że „inne rośliny” w tekście jednak zostały. – Musimy natychmiast, jeszcze przed posiedzeniem Senatu, napisać poprawkę – powiedział wczoraj w południe.

 – Oleje z soi i palm są kłopotliwe w przeróbce. To zagrożenie jest wydumane – komentował całą sprawę dyrektor Kazimierz Żmuda, odpowiedzialny w resorcie rolnictwa za sprawę biopaliw.

Robert Gmyrek, zajmujący się biopaliwami w PKN Orlen, zapewnił nas, że koncern wcale nie jest zainteresowany sprowadzaniem oleju z palm i soi. – Nasza instalacja w Trzebini jest nastawiona na ratyfikację oleju rzepakowego – powiedział Robert Gmyrek.

Posiadaczem sporych ilości oleju palmowego (za ponad 100 mln dolarów) będzie niebawem PHZ Bumar, który handluje sprzętem wojskowym. Jest to część zapłaty za czołgi, które Bumar sprzedaje do Malezji. – Ten olej nie zostanie w Polsce. Wyspecjalizowana firma, w naszym imieniu, będzie go sprzedawać za granicę – zapowiedziała rzeczniczka PHZ Bumar.

Źródło: Rzeczpospolita