Normy sanitarne – cztery miesiące przed godziną prawdy

Polska ma bardzo poważne zaległości w dostosowaniach do unijnych norm sanitarnych żywności. Jeśli w ciągu 4 miesięcy ich nie nadrobi, Komisja Europejska może zalecić wyłączenie rynku handlu spożywczego naszego kraju z reszty Wspólnoty w pierwszych latach członkostwa.

Wczoraj cierpkich uwag Komisji wysłuchał wiceminister rolnictwa Jerzy Pilarczyk. Powtórzy je w nadchodzącym tygodniu komisarz ds. sanitarnych UE David Byrne podczas wizyty w Warszawie. Jego rzeczniczka Beate Gminder przyznała wczoraj, że "przygotowania Polski muszą być zasadniczo przyspieszone".

Jej zdaniem "nie można wykluczyć, że Komisja zaleci zastosowanie tzw. klauzuli ochronnej", na podstawie której zostanie utrzymana kontrola w handlu żywnością w pierwszych latach członkostwa. Wówczas tylko wybrane zakłady mogłyby eksportować swoje produkty do pozostałych krajów "25". Decyzja zapadnie 5 listopada wraz z publikacją przez KE ostatecznego raportu o wypełnianiu przez Polskę zobowiązań podjętych w negocjacjach.

Najbardziej niepokojąca sytuacja jest w mleczarniach, zakładach mięsnych i przetwórstwa rybnego. Obiecaliśmy, że w ciągu roku liczba mleczarń spełniających unijne normy skoczy z 49 do 221, a zakładów mięsnych z 72 do 2053. Na kilka miesięcy przed datą akcesji wiadomo już, że jest to niemożliwe.

"Plany modernizacji zakładów muszą zostać zrewidowane, aby stały się bardziej realne i wiarygodne" – piszą eksperci KE w raporcie z inspekcji w Polsce sprzed kilku tygodni. Wczoraj Jerzy Pilarczyk podjął negocjacje w sprawie takiej właśnie rewizji, jednak żadnych danych podać nie chciał.

Dobrego wyjścia z tej sytuacji jednak nie ma. Jednym z możliwych jest np. dopisanie kolejnych zakładów do listy 111 mleczarń i 282 zakładów mięsnych, które otrzymały 3 – 4-letni okres przejściowy. Mogły to uczynić do 30 czerwca. Jednak na pytanie, ile zakładów zdecydowało się na taki krok, minister Pilarczyk wczoraj nie udzielił odpowiedzi.

Na zasadniczą modyfikację list nie zgadzają się zresztą kraje "15" w obawie, że system wymknie się spod kontroli i nie da się zagwarantować, że niespełniające unijnych norm produkty będą sprzedawane jedynie na rynku polskim.

Wyroby zakładów objętych okresem przejściowym będą zresztą oznakowane specjalną, kwadratową pieczątką, co może odstraszyć polskich konsumentów. Nie zostaną także objęte systemem dopłat do eksportu, co pozwoliłoby je upłynnić np. w krajach b. ZSRR.

Innym rozwiązaniem jest zamknięcie części przedsiębiorstw, co – zdaniem ekspertów – i tak się stanie wraz z koncentracją i specjalizacją produkcji. To także wydaje się jednak trudne ze względów socjalnych. Rząd i tak zgodził się na zaprzestanie produkcji 81 mleczarń i 1672 zakładów mięsnych wraz z przystąpieniem kraju do Wspólnoty.

Niepewny jest też los wielu spośród 1,1 mln gospodarstw dostarczających dziś mleko. Dla tych, które mają jedną czy dwie krowy, zakup chłodziarek czy sprzętu do dojenia nie jest opłacalny. A bez tego nie ma mowy o wypełnieniu unijnych norm sanitarnych.

Polska do tej pory nie wprowadziła do ustawodawstwa przepisów o dobrostanie zwierząt, choć mamy je wszystkie (poza parametrami klatek dla kur-niosek) wdrożyć już za 9 miesięcy. W grę wchodzą poważne inwestycje, np. w budowę punktów wypasu przewożonych na większe odległości zwierząt.

Poważna praca pozostaje do zrobienia, aby ustanowić system kontroli sanitarnej żywności importowanej do Polski z krajów spoza UE. Do maja ma powstać 7 odpowiednio wyposażonych przejść granicznych. Na razie KE nie zatwierdziła żadnego, choć zdaniem Pilarczyka gotowe są już dwa przejścia: morskie w Szczecinie i lądowe w Korczawie na Podkarpaciu.

Polska nie przedstawiła w Brukseli informacji o systemie szybkiego oddzielenia od reszty kraju poszczególnych regionów w razie wybuchu epidemii zwierząt. Problemem pozostaje identyfikacja pochodzenia bydła, niezbędny element skutecznej walki z BSE.

Większość zwierząt została co prawda zakolczykowana, ale tylko o 55 procent z nich dane wprowadzono do centralnego komputera. Dopiero od 1 listopada ma być wprowadzony całkowity zakaz karmienia trzody chlewnej i drobiu mączkami pochodzenia zwierzęcego, co było powodem wybuchu epidemii szalonych krów. Częsta jest nadal praktyka grzebania przez rolników zwierząt, które padły w podejrzanych okolicznościach.

Prawo europejskie wymaga, aby ciała zostały zbadane i zniszczone w specjalnych zakładach. KE zwraca jednak uwagę, że w wielu przypadkach przedsiębiorstwa i rolnicy nawet nie mogą dostosować się do unijnych reguł, bo do tej pory część przepisów wykonawczych nie została wdrożona do polskiego prawa.

Źródło: Rzeczpospolita