Biopaliwa: sprzedana ustawa?

Rząd sprzedał Bartimpeksowi konkretne przepisy projektu ustawy o biopaliwach – alarmował we wtorek w Sejmie Jan Rokita (PO). To oczywista nieprawda – odpowiadają zainteresowani.

Minister skarbu Wiesław Kaczmarek sprzedał w zeszłym roku 85 proc. akcji spółki Kompania Spirytusowa „Wratislavia” Polmos Wrocław. Bartimpex – firma należąca do Aleksandra Gudzowatego – zapłacił za akcje 64,6 mln zł, a jednocześnie zobowiązał się do inwestycji wartych 2 mln zł.

Dodatkowe 10 mln zł miał inwestować pod pewnymi warunkami – i te warunki Rokita uznał za skandal.

Jest o co pytać

Według posła Platformy, który powoływał się na raport NIK o wrocławskiej prywatyzacji, w umowie prywatyzacyjnej zapisano, że inwestycje nastąpią, jeśli Sejm uchwali konkretne przepisy ustawy o biopaliwach w kształcie postulowanym przez Gudzowatego. Wszystkie te przepisy – Rokita wymienił ich dziewięć – rzeczywiście znalazły się w rządowym projekcie ustawy o biopaliwach, który został opracowany w zeszłym roku. Tamta ustawa nie weszła jednak w życie, bo zawetował ją prezydent.

W tym roku rząd przygotował nowy projekt. Ponownie uwzględnił w nim część „przepisów Bartimpeksu” (choć kilku kluczowych już nie). Na obecnym posiedzeniu Sejm miał przegłosować tę ustawę. Rokita postanowił do tego nie dopuścić.

Na wtorkowej konferencji prasowej pytał – dlaczego zawarto taką umowę prywatyzacyjną, która wkracza w kompetencje Sejmu, wręcz nakazuje posłom, co mają uchwalić? Jaka była rola ministra rolnictwa, który odpowiadał za ustawę o biopaliwach? Dlaczego zabezpieczono interesy tylko jednej firmy?

Rokita uważa też, że należałoby zbadać, czy któryś z urzędników nie wziął łapówki za doprowadzenie do uchwalenia ustawy w kształcie korzystnym dla określonej firmy.

Losy limitu

Rokita mówił m.in. o przepisie dotyczącym limitów produkcji. Bartimpex chciał wprowadzenia „limitu krajowego dla biokomponentów” – Ministerstwo Rolnictwa miałoby ustalić maksymalną wielkość produkcji. Mało tego, w umowie prywatyzacyjnej Wratislavii zapisano, że Bartimpex zainwestuje dodatkowe pieniądze wtedy, gdy uzyska limit produkcji na konkretnym poziomie 70 mln litrów alkoholu bezwodnego oraz dostanie stosowne zezwolenia na wytwarzanie lub magazynowanie biokomponentów.

 – Bartimpex chciał zagwarantować korzystne dla siebie rozwiązania nie tylko w samej ustawie, ale chciał też „zaklepać” sobie stosowną decyzję administracyjną. To niedopuszczalne – powiedział nam poseł Aleksander Grad (PO).

Komisja sejmowa, która pracowała nad ustawą, uznała, że limity nie są potrzebne. – Chodziło o to, by nie doprowadzić do sytuacji, w której kilka uprzywilejowanych przez urzędników firm działa na tym rynku i dyktuje ceny – wyjaśnia Grad.

O limity postanowił jednak zawalczyć PSL i zgłosił odpowiedni wniosek mniejszości. – Oczywiście, że jesteśmy za wprowadzeniem limitów, bo to pozwoli na rozwój naszych producentów. W innym przypadku zachodni producenci będą skupować nasz rzepak, przerabiać go i nam sprzedawać – twierdzi Marek Sawicki z PSL. – Zarzuty Rokity są bez sensu.

Sam Gudzowaty utrzymuje, że to, iż w ustawie nie znalazły się zapisy o limitach produkcji, jest kłopotliwe, bo nie ma gwarancji, że uda się sprzedać wyprodukowany we Wrocławiu alkohol bezwodny (to jeden z biokomponentów). Tłumaczy, że dla producentów byłoby wygodniejsze, gdyby z góry wiedzieli, ile surowca mogą wyprodukować.

PSL we wniosku mniejszości chce też ponownie wprowadzić do ustawy zapis o cenach minimalnych na surowce do produkcji biokomponentów. Ceny minimalne zapewniłyby odpowiednie zyski krajowym rolnikom.

Gudzowaty: I tak inwestuję

Aleksander Gudzowaty spokojnie odpowiada na zarzuty Rokity. – Gdyby było tak, jak to przedstawia poseł Rokita, to w Wratislavii zainwestowalibyśmy 2 mln i na tym poprzestalibyśmy – powiedział „Gazecie” właściciel Bartimpeksu. – Skoro nie było wygodnych dla nas zapisów, nie powinno być dalszych inwestycji. Tymczasem w zakład już włożyliśmy 11 mln zł, a do końca roku planujemy zainwestować dodatkowe 30.

W informacji, którą Bartimpex przesłał we wtorek „Gazecie”, spółka tłumaczy, że umowa dotycząca zakupu Wratislavii nie nakłada ani na rząd, ani na skarb państwa „żadnych zobowiązań w zakresie wprowadzenia jakichkolwiek rozwiązań legislacyjnych. Umowa prywatyzacyjna określa zakres obowiązków inwestycyjnych kupującego wobec spółki w zależności od rozwoju i warunków rynku biopaliw”.

Na nasze pytanie o lobbing towarzyszący ustawie właściciel Bartimpeksu odpowiada: – Nie zajmuję się tym.

Także według rzecznika rządu Michała Tobera zarzuty Rokity są niezgodne z prawdą. Rzecznik również przywołuje argument o już dokonanych inwestycjach.

Wiesław Kaczmarek zaś tłumaczy: – Jeżeli cenę sprzedawanych akcji uzależniałbym od tego, czy ustawa o biopaliwach będzie taka a nie inna, to tak, byłby to szantaż legislacyjny. Jednak w tym przypadku cena jest ustalona. Jest mowa o inwestycjach, które nowy właściciel planuje w swojej spółce. Minister skarbu nie podjął żadnych zobowiązań, że zagwarantuje inwestorowi takie i takie warunki. Bartimpex jedynie stwierdził, że może zainwestować więcej pieniędzy, jeżeli będą sprzyjające warunki prawne. W innym przypadku ta inwestycja nie przyniosłaby Polmosowi korzyści, więc byłaby bez sensu. Tak wynikało z ich biznesplanu.

 – A ja wybrałem ofertą finansowo najlepszą dla skarbu państwa i dla Polmosu – dodaje były minister skarbu.

Janusz Lewandowski (PO), który też odpowiadał niegdyś w rządzie za prywatyzację, przyznaje, że zdarzało się, iż inwestorzy pewne dodatkowe inwestycje uzależniali od regulacji prawnych dotyczących danego rynku czy też planów rządu związanych z określoną branżą. – Jednak były to dodatkowe inwestycje, bo trzeba było prowadzić twarde negocjacje w sprawie inwestycji bezwarunkowych – mówi.

Ustawa poczeka?

Jan Rokita zwrócił się do marszałka Sejmu Marka Borowskiego o wstrzymanie prac nad ustawą i powołanie zespołu ekspertów, który sprawdzi, czy przehandlowano konkretny kształt przepisów. Co na to marszałek? – Był zasępiony – odparł poseł. – Poprosił o czas na wyjaśnienie sprawy.

Sam Borowski powiedział dziennikarzom, że Rokita zgłosił na posiedzeniu Konwentu Seniorów „dość istotne uwagi dotyczące raczej okoliczności towarzyszących tej ustawie niż samej ustawy”. – Natychmiast nie mogłem się do tego ustosunkować. Poprosiłem o opinię prawną – tłumaczył marszałek. Dopiero z opinią w ręku Borowski zdecyduje, czy Sejm powinien głosować nad ustawą już teraz, czy też głosowanie trzeba przełożyć na któreś z następnych posiedzeń. Opinia ma być gotowa najpóźniej w środę.

Źródło: Gazeta Wyborcza