Reforma Wspólnej Polityki Rolnej niekorzystna dla Polski

Wydajność polskiego rolnictwa może zostać zamrożona na niskim poziomie w wyniku reformy Wspólnej Polityki Rolnej (CAP), którą mają ustalić spotykający się dziś w Luksemburgu ministrowie „25”.

Francja i Hiszpania, do tej pory kluczowi oponenci zmian, pogodziły się z oddzieleniem wielkości dopłat od realnej produkcji. Podstawą ustalenia sztywnej wielkości pomocy dla każdego gospodarstwa mają być plony z lat 2000 – 2002. Jednak w tym czasie tzw. wskaźnik referencyjny dla Polski (trzy tony ziarna z hektara) został ustalony na poziomie dwa razy niższym niż dla Francji, Niemiec i większości innych krajów „15”. Za każdą tonę Bruksela wypłaca 63 euro/ha rocznie. Wedle dotychczas obowiązującego systemu co kilka lat Komisja Europejska dokonywała przeglądu faktycznego stanu zbiorów i odpowiednio modyfikowała wskaźnik referencyjny. To dawało Polsce szanse stopniowego wyrównania różnicy w dotacjach w stosunku do zachodnich sąsiadów.

Częściowo winna sama Polska

Zmianie CAP częściowo jest winna sama Polska. W traktacie akcesyjnym zgodziliśmy się, że przez pierwsze 5 lat członkostwa będzie stosowany tzw. uproszczony system pomocy. Uwzględni jedynie powierzchnię upraw, a nie realną produkcję. Polska przyjęła takie rozwiązanie, gdy okazało się, że nie zdążymy na czas zbudować skomplikowanego systemu kontroli produkcji IACS. Jednak uproszczony system w Polsce okazał się precedensem, który Komisja Europejska wykorzystała, aby przekonać kraje „15” do podobnych zmian.

Przygotowania do Cancun

Głównym powodem reformy są jednak wrześniowe rokowania Światowej Organizacji Handlu (WTO) w Cancun. Bruksela chce w nich uzyskać otwarcie rynków usług, a także wpisać do zasad liberalizacji handlu żywnością wymóg poszanowania środowiska i dobrostanu zwierząt. W tym celu musi zrezygnować z tych form dopłat do rolnictwa, które najbardziej naruszają warunki na rynku – chodzi przede wszystkim o dopłaty bezpośrednie uzależnione od wielkości produkcji.

Po przeprowadzeniu reformy rolnicy otrzymywaliby jednolitą dopłatę powiązaną z konkretnym gospodarstwem. Tam, gdzie w latach 2000 – 2002 uprawiano zboża, wsparcie byłoby spore, natomiast tym rolnikom, którzy wówczas hodowali trzodę, w ogóle by się nie należało. Prawo do pomocy kupowano by wraz z gospodarstwem.

Warunkiem otrzymania pomocy byłoby jednak respektowanie przepisów zawartych aż w 18 dyrektywach. Chodzi m.in. o ochronę środowiska i zachowanie „tradycyjnego pejzażu wiejskiego”, a także ziemi w stanie „gotowości do upraw”. Komisarz ds. rolnych Franz Fischler twierdzi, że bez tego trudno będzie przekonać podatników do utrzymywania w dalekiej perspektywie wsparcia dla rolnictwa. Jednak polscy negocjatorzy obawiają się, że nasze gospodarstwa i administracja nie podołają tak rozbudowanym wymogom. Dlatego walczymy o aż dziewięcioletni okres przejściowy w tej sprawie. Dodatkowym warunkiem będzie odłogowanie 1/10 powierzchni upraw, ale tylko przez gospodarstwa produkujące przynajmniej 92 tony zbóż rocznie. W polskich warunkach chodzi o rolników, którzy mają co najmniej 30 zasianych ha, a takich jest niewielu.

Zmiany na korzyść Francji

W zamian za zgodę na zasadę oddzielenia pomocy od produkcji Francja wywalczyła korzystną dla siebie modyfikację reformy CAP w niemal wszystkich pozostałych punktach. Pod jej naciskiem 25 – 30 proc. dopłat dla części gospodarstw (np. hodowców bydła) pozostanie jednak uzależnionych od produkcji. Paryż twierdzi, że bez tego regiony o najtrudniejszych dla rolnictwa warunkach mogą całkowicie opustoszeć.

Francuzi są także bliscy przekonania swoich partnerów do porzucenia pomysłu Brukseli co do obniżenia gwarantowanych cen skupu zbóż o 5 procent. Znacznie mniejsza od propozycji KE (18 proc.) będzie obniżka cen skupu wyrobów mleczarskich. Bruksela szacowała, że nawet po przeprowadzeniu planowanych cięć ceny w Unii pozostaną o 30 proc. wyższe niż na rynkach światowych.

Francuzom udało się także odsunąć propozycję ograniczenia wartości dopłat bezpośrednich. KE chciała, aby spadły w latach 2007 – 2013 o 13 proc. dla gospodarstw otrzymujących od 5 do 50 tys. euro rocznie i o 19 proc. dla tych, które dostają ponad 50 tys. euro rocznie. Jednak najnowszy kompromis zakłada, że cięcia będą wprowadzane od 2007 roku zależnie od stanu budżetu rolnego UE w danym momencie. Ponieważ budżet ten tradycyjnie odnotowuje nadwyżki, ograniczenie dopłat jest mało prawdopodobne.

Nawet jednak jeśli cięcia zostaną przeprowadzone, tylko 1/5 zaoszczędzonych pieniędzy zasili unijne fundusze na rozwój obszarów wiejskich. Reszta wróci do budżetów narodowych. Zależało na tym Niemcom z powodu chronicznych problemów budżetowych. Modyfikacja jest niekorzystna dla Polski, bo potrzeby restrukturyzacji naszego rolnictwa są ogromne.

Bez interwencyjnego skupu żyta

Mimo oporu Niemców reforma CAP zlikwiduje natomiast interwencyjny skup żyta, i to bez rekompensat. Dla Polski to zła wiadomość, ponieważ wraz z Niemcami jesteśmy jedynymi poważnymi producentami tego zboża w UE. Polscy eksperci pocieszają jednak, że ceny skupu powinny pozostać wysokie dzięki dopłatom do eksportu. Duża część niemieckiego żyta jest eksportowana, przede wszystkim do Korei Północnej.

Źródło: Rzeczpospolita