Są dopłaty do utylizacji czy ich nie ma?

Pomimo dofinansowania kosztów utylizacji padłych zwierząt przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa opolscy rolnicy twierdzą, że problem wcale nie został rozwiązany. Co jakiś czas w przydrożnych rowach znajduje się zwłoki pozbawionych uszu krów. Koszty utylizacji ponosi wtedy gmina lub powiat, jeśli droga jest powiatowa.

W gospodarstwie rolnym w Urbanowicach na Opolszczyźnie jest 800 krów. Na utylizację padłych zwierząt właściciel wydał w ubiegłym roku 20 tys. zł, po 1,00 zł/kg padliny. Powinien wydac 10 razy mniej bo ARiMR pokrywa w 90 proc. koszty utylizacji. Ale niestety jest to tylko teoria.

 – Firmy, które utylizują nie chcą brać tych pieniędzy. Wygodniej jest im wziąć pieniądze od producenta rolnego w gotówce, a nie prowadzić skomplikowaną ewidencję i podlegać badaniom Sanepidu. Wzięcie dotacji państwowych bardzo komplikuje dla nich sprawę – mówi właściciel gospodarstwa w Urbanowicach.

W ubiegłym roku rząd przeznaczył 11 mln zł na dopłaty do utylizacji padłych zwierząt. Wykorzystano zaledwie 130 tys. zł, czyli niewiele ponad 1 proc. Cały kłopot spadł na rolnika i gminę.

Padnięcia w Polsce należą do najniższych w Europie z tej prostej przyczyny, że rolnicy ich nie wykazują. Zmieni się to dopiero wtedy, gdy w pełni ruszy system IACS. Ale nawet wtedy, gdy rolnik będzie musiał ponosic pełne koszty utylizacji z pewnością będzie starał się nie zgłaszać padnięć. Chyba że dostanie dopłatę. W przeciwnym razie na stanie Agencji będą krowy stuletnie.

Źródło: Agrobiznes, TVP1