Czy ceny mąki ponownie wzrosną?

Agencja Rynku Rolnego odwołała poniedziałkowy przetarg na pszenicę ze swoich zapasów. To może oznaczać, że zapasy agencji się kończą, więc zboże znowu zdrożeje, a z nim wzrosną ceny mąki i chleba. Do pierwszych tegorocznych zbiorów pozostały jeszcze dwa miesiące

Za kilogram najbardziej popularnej mąki chlebowej, tzw. pięćsetki, piekarze płacą dziś młynarzom 85 gr (jeszcze w kwietniu płacili po 70 gr). Ale niektóre młyny mają już przygotowane nowe cenniki na mąkę – kilogram "500" kosztuje w nich już 1 zł. Wszystko z powodu zamieszania, jakie panuje na rynku zbóż.

Kłopoty ze zbożem zaczęły się w połowie kwietnia, kiedy dość niespodziewanie podaż ziarna na rynek okazała się mniejsza niż potrzeby młynarzy (miesięcznie nasze młyny przerabiają ok. 600 tys. ton ziarna). Pszenica zaczęła gwałtownie drożeć: z 455 zł za tonę w marcu do 480 zł pod koniec kwietnia, a w maju cena doszła do 570 zł.

Mimo że mamy z Unią Europejską podpisaną umowę o bezcłowym imporcie zbóż (ponad 460 tys. ton w pierwszym półroczu tego roku), to firmy nie mogły z niej skorzystać.

Powodem jest przepis, zgodnie z którym w drugim kwartale br. można sprowadzić zboże z Unii bez cła, ale trzeba było złożyć wniosek do 10 kwietnia. A do 10 kwietnia na rynku panował jeszcze spokój. Gdy zaczęła się panika, na składanie wniosków było już za późno.

W związku z tym w maju ARR ruszyła z kampanią stabilizowania cen. Liczyła na zahamowanie wzrostu cen, a nawet ich obniżenie, dzięki zmasowanemu atakowi – trzy razy w tygodniu w poniedziałki, środy i czwartki wystawiano na przetargi nawet do 200 tys. ton ziarna tygodniowo.

W sumie przez ostatnie dwa tygodnie sprzedano 376 tys. ton pszenicy. Ceny spadły do 530-540 zł za tonę. Jednak wczoraj wbrew zapowiedziom ARR nie wystawiła na przetarg ani kilograma.

Jak powiedziała nam rzecznik Agencji Iwona Ciechan najbliższy przetarg odbędzie się w czwartek. ARR wystawi wtedy tylko 70 tys. ton, a przyczyną odwołania przetargów w poniedziałek i środę "są pewne techniczne trudności". Jak nam wyjaśniła: nie wszyscy, którzy kupili dotychczas zboże od Agencji zdążyli je odebrać z magazynów.

Co to oznacza? – ARR postanowiła widocznie przeliczyć swoje zapasy i w zależności od tego, ilu ton się doliczy, przyjąć nową strategię postępowania. Ale na pewno odwołanie przetargu jest niedobrym sygnałem, bo może oznaczać, że agencji kończą się zapasy – uważa szef Polskiej Izby Zbożowo-Paszowej Bogdan Judziński.

 – Już widać, że nie da się uniknąć kolejnej podwyżki cen chleba – mówi Kazimierz Czekaj, właściciel jednej z większych piekarni w Krakowie. – Nawet jak agencja rzucała zapasy, trudno było kupić zboże, a teraz może być katastrofa.

Ziarna brakuje, chociaż zeszłoroczne zbiory były udane – zebraliśmy niemal dokładnie tyle samo co rok wcześniej (ponad 26 mln ton), a do tego zboże było lepszej jakości. Ale po raz pierwszy więcej wyeksportowaliśmy, niż sprowadziliśmy, i to aż o 800 tys. ton.

Okazało się też, że zmieniła się struktura zboża – pszenicę i żyto zastąpiła częściowo kukurydza. A co równie ważne – poprzez ustalenie zbyt wysokich cen interwencyjnego skupu świń – nie zdołaliśmy wyhamować hodowli trzody i świnie zjadły więcej zboża, niż przewidywano.

Gdy po raz pierwszy na początku maja napisaliśmy o braku zboża i wzroście jego cen, wiceprezes agencji powiedział, że ma ona ok. 500-600 tys. ton zapasów (to dlatego, że na wiosnę prawie 400 tys. ton niepotrzebnie wyeksportowała). To by znaczyło, że obecnie powinna przechowywać w magazynach jeszcze ok. 200 tys. ton, czyli na jeden tydzień interwencji na taką skalę, jak robiła to ostatnio.

Ile zapasów mają firmy prywatne, to wiedzą tylko ich właściciele. ARR ma też zapasy strategiczne, tzw. rezerwy państwowe, które można naruszyć tylko za zgodą premiera. Ile tego jest – nikt nie wie, nie można więc spekulować, kiedy się skończą, i grać na zwyżkę cen. W żniwa ARR właśnie te rezerwy musiałaby uzupełnić w pierwszej kolejności.

Jednak rzucenie ich obecnie na rynek wydaje się wątpliwe, gdyż nadchodzące żniwa mogą należeć do nie najlepszych. Eksperci spodziewają się zbiorów mniejszych i gorszej jakości niż przed rokiem. Po ostrej zimie straty w zasiewach są większe, niż przewidywano, a obecna susza też zbożom nie służy.

Sytuację na rynku mógłby poprawić import z Unii, ale import komercyjny, czyli z cłem, będzie się opłacał dopiero wtedy, gdy cena pszenicy w kraju przekroczy 580 zł za tonę. Rząd, co prawda, odblokował już import bezcłowy, znosząc przepis mówiący o terminach (10 kwietnia) składania wniosków, ale przy obecnych cenach 530-540 zł za tonę będzie się on opłacał tylko blisko granicy – ze względu na ceny transportu.

 – Na razie na giełdzie panuje względny spokój – mówi Andrzej Dębowski z firmy Rolpetrol handlującej zbożami na giełdzie łódzkiej. – Po ostrej interwencji ARR ceny zbóż lekko spadły, a do tego pojawiło się więcej ziarna z prywatnych zapasów. Ale to Agencja ma decydujący wpływ na ceny i jeśli istotnie kończą jej się zapasy, to ceny pójdą w górę.

Źródło: Gazeta Wyborcza