Ceny zbóż, notowania, aktualności

Czy Agencja Rynku Rolnego destabilizuje rynek mięsa?

Czy Agencja Rynku Rolnego destabilizuje rynek mięsa?
Interwencje na rynkach rolnych prowadzone przez Agencję Rynku Rolnego są nieefektywne i wymagają szybkich zmian. W obecnej formie narażają na straty skarb państwa oraz grupy producenckie i firmy rolnicze powiązane z zakładami przetwórczymi - uważają przedstawiciele rynku spożywczego.

 - Interwencja na rynku wieprzowiny prowadzona przez Agencję Rynku Rolnego destabilizuje rynek, zamiast go normować. To pieniądze żle wykorzystane - mówią prezesi największych firm przetwórczych, grup producenckich oraz wytwórcy zrzeszeni w Polskim Związku Eksporterów i Importerów Mięsa (PZEIM). Związek dokonał szacunków, z których wynika, że interwencja Agencji Rynku Rolnego (ARR) na rynku wołowiny w 2001 r., przy uwzględnieniu kosztów zakupu, sprzedaży w przetargach i przechowania dała stratę powyżej 188,7 mln zł.

Interwencja na rynku wieprzowiny w latach 2001 i 2002 przyniosła ponad 500 mln zł straty. Konieczność oparcia się na szacunkach wynika z braku porównywalnych danych w ARR i resorcie finansów. Nie ma ich również w Ministerstwie Rolnictwa, które odpowiada za nadzór nad ARR.

Straty mogą się zwiększyć

ARR ma ponad 55 tys. t mięsa z zapasów interwencyjnych; brakuje danych o wielkości zapasów stałych, które są przechowywane w chłodniach nawet i dwa lata (miesięczny koszt składowania jednej tony to 121 zł) i od początku 2003 r. prowadzona jest ich sprzedaż.

W tym roku interwencją ma być objęte ok. 150 tys. t wieprzowiny. Do 24 lutego tego roku skupiono już ok. 30 tys. t półtusz. Rośnie więc góra mięsa i zwiększą ją kolejne "górki". Wcale nie jest pewne, jak i czy ARR do końca 2003 r. uda się zmniejszyć stan zapasów tak, aby w dniu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej były jak najniższe. Nikt nie potrafi powiedzieć, co ARR zrobi z mięsem, dla którego nie znajdzie nabywców albo gdy trzeba będzie zejść do cen znacznie niższych od oczekiwanych. Nieznane są straty, jakie budżet z tego tytułu może ponieść.

Interwencja niepotrzebna

W zakładach przetwarzających mięso i grupach producenckich winą za kilkuletnią już nadprodukcję wieprzowiny obarczają resort rolnictwa, gdyż - jak się podkreśla - zawyżał ceny skupu, a ARR nie zmieniała ich tłumacząc, że jest tylko organem wykonawczym. W 2002 r. ARR za 1 kg tego mięsa płaciła 3,80 zł, podczas kiedy na rynku można było je kupić po 3 zł/kg.

 - To był sygnał dla małych gospodarstw, że mogą bez ograniczeń zwiększać produkcję - tłumaczą nasi rozmówcy.

 - Skup interwencyjny w ogóle nie jest potrzebny, gdyż zakłady odbierają każdą ilość surowca o wysokiej jakości produkcyjnej - uważa Leszek Wierzejski z Plewek w gminie Zbuczyn, który jest w Zrzeszeniu Producentów Trzody Chlewnej (ZPTCh), skupiającym 170 rolników z 23 gmin województwa mazowieckiego.

Hodowcy ze wspomnianego zrzeszenia w rozmowie z "Rz" powiedzieli, że tegoroczna cena skupu interwencyjnego kilograma wieprzowiny jest o sześćdziesiąt groszy niższa od tej, którą uzyskiwali przed jej ogłoszeniem. Są stratni, gdyż część zakładów dostosowała się do ceny ARR.

Zasad skupu interwencji stosowanych przez ARR nie akceptują również Witold Błoński w gminie Liw i Bogdan Woźnica z Węgrowa, którzy pracują na potrzeby ZPTCh i Grupy Sokołów SA; można ich uważać za przedsiębiorców rolnych ze względu na skalę produkcji, specjalizację, stan obiektów i stosowane technologie. Zarówno w ich firmach, jak i zakładach innych członków ZPTCh, które stworzyli w ciągu ostatnich kilku lat, nie ma "świńskich górek" i do zakładów w oznaczonych dniach trafiają takie ilości, jakie zostały wcześniej zakontraktowane, ceny zaś są najwyższe z możliwych ze względu na jakość surowca.

Nierówne traktowanie

Jacek Leonkiewicz, doradca głównego lekarza weterynarii wskazuje, że w niemieckiej Bawarii, gdzie struktura gospodarstw rolnych była podobna do polskiej, za najmniejszą rentowną hodowlę uznaje się stado 70 - 100 sztuk bydła i minimum 1200 sztuk trzody chlewnej. - W naszym kraju opłacalność produkcji chce się zapewnić głównie małym gospodarstwom, nieprowadzącym rachunku ekonomicznego, a w dodatku nierespektującym potrzeb odbiorców i niepoddających się rygorom jakościowym - przekonuje Przemysław Chabowski, prezes Morlin SA.

Nasi rozmówcy uważają, że skup interwencyjny w obecnym wydaniu utrwala złe zwyczaje gospodarskie części rolników. Zadania organizacji rolniczych i rolników z konieczności przejmują zakłady przetwórcze. W ocenie Bogusława Miszczuka, prezesa Grupy Sokołów SA, na realizację programu hodowlanego i wspieranie nowoczesnych technologii chowu w ostatnich kilku latach spółka wydała 16 mln zł, co nie jest bez znaczenia dla jej wyników finansowych.

Jakie zatem mają być skup i interwencja na rynku wieprzowiny i kilkunastu innych rynkach spożywczych? W tym względzie przetwórcy, aktywni producenci i naukowcy nie mają wątpliwości: takie jak w Unii Europejskiej, gdyż są efektywne, a ich reguły są jasne i nieskomplikowane i w przypadku wieprzowiny mówią wyłącznie o dopłatach eksportowych oraz do przechowalnictwa prywatnego.

Takiego zdania jest również nowy prezes ARR, Ryszard Pazura, który w ciągu kilku miesięcy tego roku zamierza przygotować Agencję do nowych zasad i uzyskać dla niej akredytację jako instytucji płatniczej. W Polsce, tak jak obecnie w UE, to producenci będą musieli porozumieć się z zakładami przetwórczymi odnośnie do ceny i wielkości produkcji, także opłat na rzecz promocji produktów. Skup interwencyjny jest możliwy wtedy, gdy cena spada poniżej określonej jako minimalna, ale także wówczas wymagania jakościowe dla surowców są bardzo wysokie.

Źródło: Rzeczpospolita

Powrót do aktualności