Podatek dochodowy w rolnictwie – wywiad z ministrem rolnictwa Adamem Tańskim

Czy należy opodatkować rolników podatkiem dochodowym?

Adam Tański – To jest propozycja w ramach sanacji finansów publicznych i trzeba podkreślić, że wprowadzenie podatku dochodowego wiązałoby się z wycofaniem obecnego podatku gruntowego. Czyli innymi słowy zakładamy, że podstawą opodatkowania byłby dochód wyznaczony po rozliczeniu kosztów i przychodów, czyli gospodarstwa powinny prowadzić ewidencję kosztów i przychodów i dopiero od dochodu byłby podatek. A więc nie ma obawy, że byłoby jakieś szczególne obciążenie rolnictwa. Podatek wystąpiłby wtedy, gdy byłby dochód.

Czyli jest Pan za, z tego, co Pan mówi, tak?

A.T. – Jestem za pod warunkiem wycofania podatku gruntowego. Jest jeszcze jedno uzasadnienie, mianowicie zróżnicowanie dochodowe między gospodarstwami w rolnictwie jest znacznie większe niż w gospodarstwach domowych poza rolnictwem, a podatek musi pełnić również funkcję regulacyjną.

Janusz Wojciechowski, wiceprezes Polskiego Stronnictwa Ludowego, powiada, że niech budżet państwa szuka pieniędzy gdzie indziej, a nie w kieszeni rolników – to zrozumiałe z punktu widzenia PSL-u, oczywiście. Mówi, że trzeba, by supermarkety płaciły podatki, by zorientować się, co się dzieje w szarej strefie paliwowej. Ale trzeba będzie znaleźć głosy w Sejmie, Panie Ministrze, by ten pomysł przeszedł przy takim stanowisku PSL-u, a inne partie też pewnie będą przeciw. Będzie bardzo trudno do tej dojść.

A.T. – Myślę, że sprawa nie była dokładnie wyjaśniona. Jeśli właśnie podkreślimy, że wycofujemy podatek gruntowy, czyli innymi słowy podatek, który działa trochę na oślep, bo on jest od hektara i nie uwzględnia sytuacji dochodowej. Wprawdzie ten podatek zależy od miejsca położenia gospodarstwa, ale nie uwzględnia sytuacji dochodowej konkretnej rodziny. Jeśli uświadomimy naszym adwersarzom właśnie to, że podatek dochodowy będzie liczony od faktycznie osiągniętego dochodu i będzie wycofany podatek gruntowy, to myślę, że znajdziemy sojuszników.

No, ale wiele gospodarstw rolnych nie ma żadnego dochodu przecież.

A.T. – No to nie będzie podatku.

To nie będzie płaciło wtedy.

A.T. – Właśnie, więc to nie są dodatkowe dochody. Musimy podkreślić – to nie są dodatkowe dochody. Ten podatek po prostu ma działać precyzyjnie i ma wyrównywać właśnie ogromne zróżnicowanie dochodowe, co nie wyklucza, oczywiście, że budżet powinien również ściągać podatki tam, gdzie ich nie płacą z różnych niejasnych powodów. Jedno nie wyklucza drugiego.

W ubiegłym tygodniu, Panie Ministrze, rząd przyjął nowy projekt ustawy o biopaliwach. O tym projekcie powiedział Pan, że „usunęliśmy wady poprzedniego dokumentu” – to cytat dosłowny. Czy jest Pan pewien, że wszystkie wady?

A.T. – Jestem pewien, że wszystkie wady. Wątpliwości budzi (rozumiem, że Panu o to chodzi) to, czy powinny być dystrybutory z udziałem biokomponentów, czy powinny być oddzielnie oznakowane.

I takie, i takie. I z biokomponentami, i bez.

A.T. – Tak. Więc podkreślam, że jeśliby udział komponentów przekraczał 5%, to rzeczywiście dystrybutory będą oddzielnie oznakowane. Natomiast jeśliby udział biokomponentów nie przekroczył 5% w paliwie, to nie będą oznakowane, zresztą jak to na całym świecie się dzieje. Również w Unii dopuszczono możliwość udziału biokomponentów właśnie od tej granicy, a niedługo, od roku 2005 również w Unii wprowadzi się obowiązek dolewu nawet na poziomie wyższym niż to my proponujemy w naszym projekcie ustawy. I to wzbudziło kontrowersje. Natomiast usunięto inne wady, np. limitowanie produkcji, ceny minimalne, całą tę mitręgę biurokratyczną. W dużym stopniu ta produkcja w poprzednim projekcie ustawy była uzależniona od dwóch urzędników wg niejasnych kryteriów. Teraz, jeśli ktoś spełnia warunki, otrzyma zezwolenie na produkcję. Nie ma tu żadnego pola dla uznaniowości, w domyśle: dla korupcji.

Czyli nie będzie żadnych koncesji, limitów, tak? Ktoś, kto spełnia warunki, będzie mógł produkować, tak?

A.T. – Tak jest, jeśli spełnia warunki, dostaje zezwolenie.

Od 1 października benzyna miałaby zawierać nie mniej niż 3,5% alkoholu etylowego, tak to brzmi. A czy nie można by w jakimś szerszym dokumencie napisać, że ma zawierać tyle i tyle, bo to „nie mniej niż” to może być ile? 4% też może być, 4,5% też może być. Jak to sprawdzić?

A.T. – Założyliśmy, że nie powinna przekraczać 5%, nie mniej niż 3,5%. To jest cały system kontroli. Ci, którzy produkują i mieszają paliwo, są zobowiązani składać sprawozdania i – podkreślam – to dotyczy całości paliwa, a więc niekoniecznie w każdym litrze musi być 3,5%. W zużytym paliwie powinno być co najmniej 3,5%, nie więcej niż 5%.

Dlaczego od 1 października chcą panowie, by obowiązywała ta ustawa?

A.T. – To da szansę zagospodarowania dodatkowych 200 tysięcy ton zbóż. Mamy problemy z nadwyżką zboża i chodzi o to, aby już w tym roku zmniejszyć te kłopoty, jakie będą nas czekały w skupie na jesieni i odpowiedzieć na pytanie, co robić ze zbożem, którego jest po prostu za dużo.

My zaczynamy od nie mniej niż 3,5% zawartości, ale to nie jest ostatnie słowo. Do 2010 roku ta zawartość ma wzrastać.

A.T. – Do 5%. Do 5% z tym, że jeśli wejdziemy do Unii i przejmiemy ustawodawstwo unijne, bo w tej chwili to są projekty zapisów unijnych, w Unii przewiduje się nawet więcej – do 8% – udziału w 2010 roku biokomponentów w paliwie. Nasza ustawa zakłada na razie do 5%. Podkreślam, że (tu chciałem rozproszyć obawy właścicieli samochodów) sygnatariusze Karty Paliw, a więc producenci paliw i najwięksi producenci samochodów dopuszczają nawet do 10% udziału biokomponentów w paliwach pod warunkiem, że są to dobrej jakości biokomponenty.

Skąd będą pochodziły surowce do produkcji biokomponentów?

A.T. – Będą pochodziły z rolnictwa, z tym, że również wyeliminowaliśmy ten zapis, który zakwestionował pan prezydent, mianowicie nie ograniczyliśmy surowców tylko do surowców krajowych. Dopuszczamy również możliwość surowca z importu, ale warunek jest taki, żeby między producentem biokomponentu a producentem rolnym była umowa co najmniej pięcioletnia. Więc do w gruncie rzeczy ogranicza do minimum import surowców spoza granic Polski.

Ale i tak będzie awantura z tego powodu, jak znam życie.

A.T. – No tak, ale jeśli wchodzimy do Unii, to proszę pamiętać, że ten przepis, gdyby miał wejść, to utrzymałby się kilka miesięcy, znaczy przepis, który miałby ograniczać produkcję surowców do produkcji krajowej. Więc czy tak, czy siak, to ten przepis i tak po kilku miesiącach musiałby być wyeliminowany, jeśli, oczywiście, weszlibyśmy do Unii.

A dlaczego, Panie Ministrze, trwają panowie przy takim projekcie, przy tej propozycji, by nie oznaczać dystrybutorów, że te zawierają paliwo z biokomponentem, a te bez?

A.T. – Dlatego, że jest to ogromny nakład finansowy. Jeśli trzeba byłoby oznaczyć wszystkie dystrybutory, jest to kilka miliardów złotych, które należałoby ponieść, właściciele stacji. Wtedy, oczywiście, przy jakiejś ogromnej pomocy państwa. Państwo na to po prostu nie stać. I nie ma takiej potrzeby, podkreślam.

Ale prezydent postulował taką możliwość, podczas gdy wetował poprzedni projekt.

A.T. – Tak, ale wtedy nie było takiej sytuacji zewnętrznej jaka jest w tej chwili. Przypominam jeszcze raz, że w międzyczasie podpisano Kartę Paliw, z której wynika, że na świecie dopuszcza się możliwość do 10% nawet. Podkreślam – my dajemy tę granicę do 5%. Również w międzyczasie pojawiły się projekty dyrektyw Rady i Parlamentu Europejskiego, które dopuszczają również do biokomponentów i za trzy miesiące te projekty chyba będą już aktami obowiązującymi. I myślę, że w tej sytuacji pan prezydent teraz – jeśli ten przepis się utrzyma, oczywiście, w Sejmie – nie będzie tego kwestionował.

Pan jeszcze powiedział przy tej okazji – przy okazji oznaczania dystrybutorów – coś takiego, że „ten postulat nie może być uwzględniony z ważnych powodów gospodarczych i społecznych”. Gospodarcze to rozumiem – ten nakład finansowy, tak? A społeczny to jaki?

A.T. – Społeczny taki, że właściciele stacji mieliby powody do pretensji. Nie można nikogo zmuszać do ponoszenia takich ogromnych nakładów inwestycyjnych bez wsparcia finansowego, w domyśle: państwa, a państwa na to po prostu nie stać.

Pretensji to pewnie będzie więcej, Panie Ministrze, bo 61% ankietowanych przez Centrum Badania Opinii Społecznej chce prawa do wyboru i chce prawa do tego, by wiedzieć, co z tego dystrybura płynie.

A.T. – Ja myślę, że to jest skutek takich histerii, jaka się rozkręciła przy okazji tego pierwszego projektu i spektaklu politycznego, jaki autorzy projektu poprzedniego chyba spowodowali, nie wiem, czy umyślnie, czy nieumyślnie. Przypomnę, że od roku ’91 dolewamy do paliw bioetanol, spirytus odwodniony. To się mieściło w normach i nikt nie protestował. Przecież był moment, że dolewaliśmy około 200 milionów litrów. A więc to nie jest nowa sprawa. I to było wtedy potraktowane przez producentów silników jako dolewka zupełnie bezpieczna. Teraz dopiero, tych kilka miesięcy temu, ta histeria spowodowała niepokój u konsumentów. Ale chciałem ten niepokój oddalić i rozproszyć.

I odrzucony przez prezydenta projekt ustawy o biopaliwach zawierał taką informację, że może przybyć około sto tysięcy nowych miejsc pracy. W przypadku tego projektu mówi się o siedemdziesięciu. Skąd ta różnica?

A.T. – To są wszystko, oczywiście, szacunki. Jeżeli policzymy zatrudnienie na 100 ha i uwzględnimy dodatkowe obszary, jakie trzeba zasiać rzepakiem czy innymi roślinami czy zbożami, to tutaj możemy przyjmować różne poziomy zatrudnienia. My liczymy już to najniższe zatrudnienie, najwyższe wydajności, więc to będzie około 70 tysięcy.

I jeszcze jedna kwestia, Panie Ministrze, korzystając z Pana obecności w studiu. Czy w ustawie o obrocie ziemią powinno się uwzględniać wielkość gospodarstwa?

A.T. – Tak, to jest problem. Ja, mówiąc szczerze, nie byłem zwolennikiem określania maksymalnej powierzchni. Uważałem, że należałoby raczej poprzez system podatkowy zmuszać właścicieli do ograniczania powierzchni, ale ponieważ przekształcenia sektora państwowego zdarzają się raz chyba na kilkaset lat, więc to jest szczególny okres, w którym ziemia jest wyjątkowo tania właśnie dlatego, że jest ogromna podaż tej ziemi. I w tym okresie przejściowym taka regulacja zapewne jest potrzebna. Dlatego w projekcie poselskim jest właśnie ograniczenie do 300 ha ziemi na własność. Nie są limitowane dzierżawy.

Źródło: Informacyjna Agencja Radiowa