Komisarz Franz Fischler przekonuje do UE

Wejście do Unii Europejskiej nie jest piekłem, jak twierdzą niektórzy prorocy nieszczęść i mroków, ale nie jest także rajem. Z jednej prawdy wszyscy muszą jednak sobie zdawać sprawę: polskim rolnikom będzie lepiej po wejściu do Unii – przekonuje Franz Fischler, komisarz rolny UE.

W wystąpieniu adresowanym do polskich rolników, wygłoszonym wczoraj w Brukseli, komisarz Fischler stwierdził, że „obiektywna informacja jest kluczem, by rozproszyć obawy i lęki Polaków [wobec członkostwa w UE – red.]. Ludzie w Polsce, jak wszędzie na świecie, są na tyle bystrzy, by sami osądzili, co jest dla nich najlepsze”. Potem Austriak starał się przedstawić jak najbardziej obiektywny obraz zysków i strat, które przyniesie polskim rolnikom europejska integracja. Mówił, że należy brać pod uwagę nie tylko jej koszty, ale także koszty, jakie pociągnęłoby za sobą odrzucenie unijnego członkostwa.

Fischler ich nie wymienił, ale eksperci wiedzą dobrze, o co chodzi: ( nieunikniona tak czy inaczej restrukturyzacja i modernizacja polskiego rolnictwa, ale bez wielomiliardowego wspomagania z Unii, ( odpływ kapitału i inwestorów, który zagroziłby stabilizacji budżetu, w tym wypłacie rent i emerytur rolniczych, ( zamknięcie unijnego rynku, na którym nasi producenci i eksporterzy żywności radzą sobie coraz lepiej oraz bezpardonowa walka z dotowanymi unijnymi produktami na rynkach trzecich.

Co rolnik ma, a co dostanie

Fischler mówił o sytuacji naszego rolnictwa na starcie do europejskiej integracji: ( 19 proc. Polaków, cztery razy tyle co w Unii, pracuje w rolnictwie, a 37 proc., niemal dwa razy tyle co w UE, żyje na wsi; ( nasze rolnictwo daje 3,1 proc. narodowego bogactwa, podczas gdy unijne tylko 1,7 proc. PKB; ( w Unii średnie gospodarstwo ma 18,7 ha, podczas gdy polskie tylko 7,5 ha, przy czym „niemal jedna czwarta jest nie większa niż dwa boiska futbolowe razem wzięte”.

Co wynika z tych danych? Konieczność restrukturyzacji i modernizacji, dostosowania się do norm europejskich, przy jednoczesnej zależności wielu ludzi na polskiej wsi od gospodarstw nastawionych wyłącznie na przetrwanie. – Jestem przekonany, że wejście do Unii pomoże polskiemu rolnictwu w dostosowaniu się i osiągnięciu większej konkurencyjności – zapewniał komisarz. Dodał, że wynegocjowany w Kopenhadze pakiet dla polskiego rolnictwa „jest uczciwy i zrównoważony, dzięki niemu będzie wam lepiej po akcesji”.

Co zyskają nasi rolnicy? ( stabilność cen i polityk rynkowych; ( dopłaty bezpośrednie, także dla gospodarstw powyżej 0,3 ha (chyba że polski rząd podniesie poprzeczkę do 1 ha), które w Unii dostają wyłącznie produkujący na rynek; dopłaty będą stopniowo rosnąć od poziomu 25 proc. w 2004 r. (plus możliwość zwiększenia ich o 30 proc. z budżetu narodowego); ( 2,5 mld euro na rozwój obszarów wiejskich w latach 2004-06 (część tych pieniędzy rząd może przesunąć na dopłaty) z niższym niż w Unii poziomem ich krajowego współfinansowania; ( 1250 euro (inne kraje kandydackie dostały tylko 1000 euro) przez pięć lat dla małych średnich gospodarstw, które chcą zacząć produkować na rynek; ( możliwość przechodzenia rolników na wcześniejsze emerytury za unijne pieniądze.

Fischler nie próbował nawet zsumować, ile razem te różne instrumenty, adresowane zarówno do producentów, jak i rolników ledwo wiążących koniec z końcem, dadzą polskiej wsi. Tym bardziej że wieś może zarobić jeszcze więcej – na korzyściach płynących z pełnego dostępu do wielkiego europejskiego rynku oraz reformie Wspólnej Polityki Rolnej, której Fischler jest gorącym promotorem.

Będzie dobrze, a nawet jeszcze lepiej

To z inicjatywy unijnego komisarza w 2001 r. w polsko-unijnym handlu rolnym wprowadzono zasadę „podwójnej korzyści” (wzajemnego obniżenia barier w wymianie). Dzięki temu polski eksport rolny do UE wzrósł o 23,5 proc. Towarzyszył temu także wzrost unijnego eksportu do nas o 12,4 proc., bo – jak przypomina Fischler – „większy wewnętrzny rynek przynosi także większą konkurencję”.

Naszą przewagą według komisarza UE są w dalszym ciągu znacznie niższe ceny ziemi i robocizny oraz wielu surowców do produkcji. Za wyzwanie Fischler uważa konieczność dostosowania do unijnych wymogów bezpieczeństwa żywności, norm sanitarnych, weterynaryjnych i ekologicznych (podczas negocjacji uzyskaliśmy wiele okresów przejściowych). – Pozostało już bardzo niewiele czasu na pełne wdrożenie rolnej części acquis [dorobku prawnego Unii – red.] – ostrzega Fischler, dodając zarazem, że jest przekonany, iż Polsce się to uda.

Unia już przeznacza spore pieniądze na dostosowanie się polskiego rolnictwa do jej wymogów. W czwartek w Brukseli minister Danuta H(bner i Franz Fischler podpiszą program bezzwrotnej pomocy unijnej SAPARD za 2002 r. w wysokości 180 mln euro. Jego wejście w życie zostało opóźnione – z winy zarówno Unii, jak i Polski – ale od pewnego czasu pieniądze już do nas płyną. Zdaniem Brukseli doświadczenia związane z SAPARD-em są bezcenne, gdyż dają nam wyobrażenie, jak działa Wspólna Polityka Rolna.

Fischler cieszy się, że aż 69 proc. badanych przez Komisję w Polsce popiera jego wizję reformy WPR, która – według zapewnień Komisji – przyniesie wzrost produkcji i dochodów rolników mimo stopniowego ograniczania dotacji. – Poprzez naszą reformę spodziewamy się, że dochody w obecnej UE wzrosną do 2009 r. o 8,5 proc. – mówił Fischler. Ponieważ w tym samym czasie dotacje dla polskich rolników będą rosły, a dla unijnych malały, więc „realny wzrost dochodów [u nas w ciągu sześciu lat – red.] może sięgnąć ponad 45 proc.”. Jeśli Fischler się nie myli, to polskie rolnictwo czeka wraz z naszym wejściem do Unii okres prosperity.

 – Wiem, że niektórzy polscy rolnicy obawiają się wejścia do Unii, wielkiego rynku, konkurencji, unijnych standardów – mówił Fischler. – Ale czy jest alternatywa? Byłoby nią pozostanie poza Unią, bez możliwości, jakie daje jednolity rynek, bez WPR [dopłaty] i innych wynikających z niej płatności. Czy to jest to, czego Polacy naprawdę chcą. Jestem przekonany, że nie.

Źródło: Gazeta Wyborcza