Jakie pieniądze dostaną rolnicy

Politycy podali wczoraj, ile dopłat bezpośrednich może dostać w 2004 roku rolnik za każdy hektar gospodarstwa i za produkcję żywności dotowanej w UE. Będzie to odpowiednio 170 i 500 zł. Opierając się na tych wstępnych danych, wyliczyliśmy, że dopłaty np. do gospodarstwa Andrzeja Leppera będą cztery razy większe, niż wypracowany w nim zysk.

Nie wiadomo za to, czy dopłaty będą opodatkowane. W Ministerstwie Finansów „Rz” dowiedziała się, że ten problem „będzie analizowany”.

 – W przyszłym tygodniu Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi poda szczegóły, jak naliczane będą dopłaty bezpośrednie – powiedziano nam w biurze prasowym resortu. Przypomnijmy, że zgodnie z wtorkową decyzją rządu w pierwszych latach po integracji będziemy stosować uproszczony system z dodatkowymi elementami wsparcia, czyli system nazywany potocznie mieszanym. Zgodnie z nim rolnicy będą dostawali dopłaty zależnie od uprawianej powierzchni ich gospodarstw. W latach 2004 – 2006 będzie to co najmniej 25 proc., 30 proc. i 35 proc. średniej unijnej. Ta kwota może się zwiększyć do 55, 60 i 65 proc., jeżeli farmerzy produkują żywność dotowaną w UE. Chodzi o zboża, rośliny oleiste, chmiel, tytoń, len i konopie oraz bydło, owce i mleko.

Ile na hektar

Wiadomo, że w 2004 r. dopłata na hektar wyniesie 41 euro (ok. 170 zł po wczorajszym kursie). – Ta kwota jest już przesądzona – powiedział dziennikarzom Aleksander Bentkowski, prezes Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Skoro w przyszłym roku ta kwota wyniesie 41 euro, to w roku 2005 można ją oszacować na 49,2 euro, a w 2006 na 57,4 euro dopłaty do hektara. Do nich dodatkowe pieniądze dostaną te gospodarstwa, które wytwarzają produkty roślinne i zwierzęce dotowane w UE. Wstępnie wysokość dodatkowych dopłat do produkcji roślinnej i zwierzęcej określił w Radiu Zet i radiowych „Sygnałach dnia” wicepremier Jarosław Kalinowski. Zapowiedział on, że szacunkowa dopłata do hektara żywności, która jest dotowana w UE, wyniesie ok. 500 zł.

Kto, ile zyska

Kierując się podanymi przez polityków szacunkami, łatwo wyliczyć, ile na dopłatach zyska rolnik. Jako przykład posłużmy się gospodarstwem przewodniczącego Samoobrony Andrzeja Leppera. – Mam 42-hektarowe gospodarstwo, w którym uprawiam 30 ha zbóż. Prowadzę także chów ok. 1 tys. sztuk trzody chlewnej i 50 – 60 sztuk bydła rocznie – powiedział nam Lepper. Za 42 ha ziemi (liczymy bez zabudowań gospodarstwa i dróg dojazdowych) dostanie on w 2004 r. 7 tys. 140 zł (to iloczyn powierzchni i 41 euro dopłaty za każdy hektar według wczorajszego kursu euro). Za to, że uprawia 30 ha zbóż, otrzyma 15 tys. zł. Zakładając, że pięć kolejnych hektarów potrzebne mu jest do hodowli bydła, otrzyma jeszcze 2,5 tys. zł. Łącznie w 2004 r. przewodniczący Samoobrony dostanie więc prawie 25 tys. zł dopłat bezpośrednich. Z oświadczenia majątkowego Leppera wynika, że w 2001 r. gospodarstwo przyniosło rodzinie Lepperów 15 tys. przychodu i ok. 6 tys. zł dochodu. Wynika z tego, że po integracji szef Samoobrony będzie otrzymywał więcej z unijnych dopłat, niż obecnie jest w stanie zarobić na swoim gospodarstwie. – Przyjęty przez rząd sposób naliczania dopłat oznacza, że przewodniczący Samoobrony otrzyma więcej, niż w przypadku systemu uproszczonego – powiedział nam we wtorek Jerzy Plewa, wiceminister rolnictwa.

Dla ministrów

W rozmowie z „Rz” były minister rolnictwa Artur Balazs powiedział, że jego gospodarstwo ma 240 ha. – Uprawiam głównie pszenicę, rzepak i buraki. Nie hoduję zwierząt – powiedział nam Balazs. Buraki w UE nie są objęte dopłatami, ale pszenica i rzepak tak. Były minister dostanie więc z tytułu posiadanej ziemi 40,8 tys. zł w 2004 r. W Polsce uprawa buraków jest kwotowana, minister obsiewa nimi ok. 30 ha. Pszenica i rzepak są dotowane w UE, więc były minister dostanie za pozostałych 210 ha ok. 105 tys. zł. Łącznie dopłaty dla Artura Balazsa wyniosą prawie 146 tys. zł.

 – Minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz jest właścicielem 20 ha gospodarstwa – wynika z zestawienia majątkowego ministra, które złożył on w Sejmie. Minister znany był z hodowli trzody chlewnej, a ta nie jest w UE dotowana. Nie wiemy, czy w gospodarstwie szefa MSZ produkuje się żywność dotowaną w UE. Bez dopłat z tego tytułu minister dostanie 3,4 tys. zł w 2004 r.

Opodatkować czy nie

Na razie jeszcze nie wiadomo, czy Ministerstwo Finansów (MF) zdecyduje się na opodatkowanie dopłat bezpośrednich, jakie otrzymywać będą rolnicy po wejściu Polski do Unii. Niewątpliwie stanowić będą ich dochód. Wczoraj resort nie chciał zająć stanowiska w tej sprawie. W biurze prasowym MF powiedziano nam, że resort musi się nad tym zastanowić i sprawdzić przeprowadzając „prace analityczne”, ponieważ pieniądze dla rolników pochodzić będą z kilku źródeł. – Unia Europejska nie określa, czy dopłaty bezpośrednie dla rolników powinny zostać opodatkowane, czy też nie. To jest decyzja, która należy wyłącznie do władz narodowych krajów członkowskich. W krajach „15” przyjęto różne rozwiązania w tej sprawie, bo różne są także systemy podatkowe – powiedział rzecznik komisarza ds. rolnych UE Gregor Kreuzhuber. Z obliczeń KE wynika, że różne subwencje Brukseli łącznie stanowią około 1/3 dochodów unijnych farmerów.

Zdążyć z IACS

Żeby wypłacać dopłaty bezpośrednie potrzebujemy systemu IACS. Buduje go ARiMR, ale zgodnie z założeniem, że w Polsce będzie obowiązywał pełny system dopłat. Jeszcze we wtorek szef ARiMR narzekał, że zmiana systemu dopłat na mieszany utrudni agencji budowę IACS. Wczoraj prezes agencji złagodniał. – Dotychczas mówiliśmy, że IACS będzie gotowy w lipcu 2003 r. Ponieważ zmieniono koncepcję dopłat, musimy zmienić wzory wniosków, niektóre moduły informatyczne dotyczące finansowania, księgowania i kontroli dopłat. Z tego powodu potrzebujemy trzy miesiące więcej – powiedział dziennikarzom Bentkowski. Zaznaczył, że liczy na zrozumienie ze strony firmy Hewlett-Packard (HP), czyli wykonawcy systemu. – W aneksie do umowy z wykonawcą wprowadziliśmy zapis, że jeżeli zmieni się prawo polskie lub unijne HP wykona zmiany za darmo. Uważam, że traktat akcesyjny to ważny dokument prawny – powiedział prezes Bentkowski. Ponieważ do wniosków o dopłaty rolnicy muszą znać numery swoich działek, takie dane będą gromadzić terenowe biura ARiMR.

Korzystny kompromis



To paradoksalne, ale wydaje się, że polsko-unijne nieporozumienia wokół sposobu podziału środków na dopłaty bezpośrednie mogą ostatecznie wyjść naszemu rolnictwu na dobre. Mieszany system, jaki się z nich wyłonił, oznacza, że pieniądze otrzymywane przez rolnika będą zależeć nie tylko od tego, ile ma ziemi, ale i co na niej produkuje. Nie jest to wprawdzie jeszcze system obowiązujący w Unii, ale już nieco bardziej do niego zbliżony.

Choć jednak wydaje się on korzystniejszy dla całego rolnictwa, to w porównaniu z pierwotną wersją rozdziału unijnych pieniędzy z pewnością będzie relatywnie mniej opłacalny dla gospodarstw, zwłaszcza dużych, wytwarzających to, co w Unii dotowane nie jest. Trochę zyskają na nim z kolei producenci zbóż, to zaś jest akurat potrzebne, bo różnice cen między Unią a Polską powodują, że ich pozycja konkurencyjna jest słabsza.

Zresztą mimo zmian w systemie podziału „rolnych” pieniędzy i tak spora ich część będzie czymś w rodzaju renty socjalnej dla właścicieli gospodarstw wytwarzających głównie na własne cele. Rolnicy umieją jednak liczyć i zapewne co najmniej część z nich zacznie uprawiać to, co daje szanse na większe dotacje – a tym samym ich gospodarstwa mogą się stać trochę bardziej towarowe. Nie będzie to wprawdzie proces na dużą skalę, nie będzie też postępował szybko – ale przynajmniej się zacznie. I właśnie dlatego ten „dopłatowy kompromis” może być ostatecznie korzystny.

Halina Bińczak

Źródło: Rzeczpospolita