Rynki rolne: Chroni się wyłącznie producentów – nieskuteczne interwencje

Interwencje na rynkach rolnych w Polsce są mało skuteczne. Podejmowane są wówczas kiedy trzeba pilnie rozwiązać problem socjalny a nie gospodarczy.

 – Interwencja chroni wyłącznie producentów rolnych, a nie rynek – wskazuje Przemysław Chabowski, prezes Morlin oraz Jerzy Majchrzak z Sokołowa. W ocenie posła SKL Marka Zagórskiego w Polsce interweniuje się dopiero wtedy, kiedy następuje katastrofa i trzeba pilnie rozwiązać problem socjalny, a nie gospodarczy. Tak było w 1999 roku, gdy trzeba było podnieść ceny wieprzowiny, aby jej produkcja była rentowna. – Do takiej sytuacji nie powinno dojść, a można ją było przewidzieć – uważa Marek Zagórski.

Jako złą, destabilizującą tegoroczny rynek wieprzowiny nasi rozmówcy oceniają ubiegłoroczną interwencję Agencji Rynku Rolnego, kiedy za 1 kg tego mięsa płacono 3,80 zł, podczas kiedy na rynku można było je kupić po 3 zł za kg. – To był sygnał dla rolników, że mogą bez ograniczeń zwiększyć produkcję, bo rząd dobrze im zapłaci – tłumaczą nasi rozmówcy.

 – Mówiliśmy, że będzie potężna nadprodukcja i lepiej wycofać się ze złej decyzji, ale nikt nas nie słuchał – narzekają prezesi największych firm przetwórczych. Podobne narzekania słychać w Zrzeszeniu Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa (ZPEiIM).

Lepszy szybki eksport

Kiedy jest nadprodukcja w kraju, problem nadmiernej podaży można rozwiązać dzięki eksportowi. W Unii Europejskiej nie dopłaca się do produkcji wieprzowiny, ale dopłaty eksportowe otrzymuje każda firma, która znajdzie zagranicznego odbiorcę. W Polsce takie dopłaty stosuje się sporadycznie i w wysokości, która nie gwarantuje konkurencyjności wobec firm z innych krajów (także Czech i Węgier).

 – Od trzech lat walczymy o dopłaty do eksportu. Decyzje są zawsze spóźnione, obecna również. Co z tego, że rząd chce dopłacić do eksportu zmrożonych półtusz, kiedy Rosja praktycznie wstrzymała import? – zastanawia się Stanisław Zięba, dyrektor biura ZPEiIM.

Eksporterzy wskazują, że ARR organizuje przetargi na eksport półtusz z dopłatami (według zasady: kto da więcej), ale małym i średniej wielkości firmom trudno przebić się przez ograniczenia, którymi są m.in. bardzo wysokie wadium i krótkie (kilkudniowe) terminy rozliczeń. W ocenie Zbigniewa Chrzanowskiego, byłego wiceministra rolnictwa i hodowcy trzody, ARR nie opracowała strategii promocji polskich produktów na rynkach unijnych. Nie wykorzystano nawet możliwości, jakie dla eksportu stwarzają kontyngenty, a w przypadku mięsa wieprzowego jest to 35 tysięcy ton.

Na nadprodukcję wieprzowiny i nie do końca skuteczne interwencje ARR nakłada się corocznie nadprodukcja drobiu, na czym tracą głównie wyspecjalizowane firmy przetwórcze i fermy z nimi współpracujące. Znakomicie wyposażone i mające uprawnienia eksportowe walczą o przetrwanie, gdyż są skazane na konkurencję z małymi, nieefektywnymi gospodarstwami i szarą strefą (jest oceniana na 30 – 40 proc. ogólnej wielkości sprzedaży, w przypadku wieprzowiny jest podobnie). Krajowa Rada Drobiarstwa bezskutecznie puka do ważnych gabinetów, zabiegając o dopłaty do eksportu drobiu, na który od lat jest wiele zamówień.

Zyskują nieliczni

Interwencja na rynku wieprzowiny jest nieskuteczna, gdyż nadmiar mięsa nie znika z polskiego rynku. Mięso skupione przez ARR jest przechowywane w wybranych chłodniach, gdzie do 1 tony średniorocznie dokłada się do ok. 400 USD. W interwencyjnym skupie ARR bierze udział coraz mniej firm, a z umów z agencją rezygnują nawet te, które posiadają nowoczesne ubojnie, uprawnienia eksportowe i rozwiniętą dystrybucję za granicą.

 – Agencja wyznacza cenę, po jakiej muszę kupić mięso od rolnika. Hodowcy płacę 3,60 złotego za kilogram po uboju, a agencji muszę odsprzedać po 4,30 zł za kilogram półtuszy wychłodzonej, wraz z własnym transportem. Na tych transakcjach ponosimy straty i korzystamy z nich coraz rzadziej – mówi Jan Dominiak, dyrektor zarządzający Animeksem sp. z o.o.

Co zrobić, żeby strat nie było? Agencja powinna składować elementy, a nie półtusze. Selekcjonowaniem, pakowaniem i oznaczaniem powinien zająć się przetwórca. – To marketingowo lepiej wygląda i łatwiej znaleźć odbiorcę – uważa Jan Dominiak. Firmy proponują, by ustaleniem cen (skupu, rozbioru, składowania i uboju) zajmowali się specjaliści, chociażby z Instytutu Przemysłu Mięsnego. Ale ARR musiałaby zlecić im taką usługę.

 – System wspierany przez agencję nie jest dopasowany do unijnego. U nas każdemu rolnikowi chce się zapewnić opłacalność i robi się to wyłącznie przez interwencjonizm – mówi Stanisław Zięba.

Tracą przetwórcy i klient

Nieskuteczna jest również interwencja ARR na rynku zbóż. Pilnując interesów głównie rolników, zapomina się, że ich praca jest jednym z elementów długiego łańcucha i że konieczna jest tutaj współpraca. Całym rynkiem przetwórstwa zboża zachwiały decyzje sprzed dwóch lat, kiedy znacząco zawyżono interwencyjne ceny skupu pszenicy. Rolnicy, reprezentujące ich organizacje i resort rolnictwa byli zachwyceni, gdyż ich lobbing znów okazał się skuteczny, natomiast firmy skupujące dołożyły do interesu wiele milionów złotych każda i niektóre do dziś nie mogą odrobić strat.

 – Nie można mieć jednocześnie wysokiej ceny zbóż i taniego mięsa – tłumaczy Przemysław Chabowski, prezes Morlin. – To prawda – dodają najwięksi producenci pasz, którym marzy się współpraca z rolnikami i ich organizacjami, by wreszcie można było mówić wspólnym głosem.

Agencja Rynku Rolnego (ARR) interwencję na rynku mięsa prowadzi od 1991 r., głównie przez zakup półtusz wieprzowych od zakładów – ubojni, wybieranych w przetargu otwartym, które skupują żywiec od producentów w cenie określonej przez agencję. W projekcie „Rocznego programu działań interwencyjnych na 2003 r.” zapisano zakupy półtusz wieprzowych na zapasy interwencyjne w ilości 50 tys. ton za 175 mln zł.
W 2003 r. zostaną utrzymane dopłaty do eksportu i prywatnego przechowywania półtusz wieprzowych (to ok. 10 tys. ton półtusz za 22,5 mln zł).

W ARR zapewniają, że w tym roku zostaną zintensyfikowane działania mające na celu sprzedaż mięsa z zapasów agencji. Dzięki temu będzie można odzyskać wydane wcześniej środki finansowe oraz zmniejszyć zapasy w końcu 2003 r., aby w dniu przystąpienia do UE były one jak najniższe.

Agencja będzie sprzedawać mięso z zapasów (głównie na eksport) w drodze przetargów na giełdach towarowych, co oznacza, że nie uwzględniono postulatów firm eksportowych. Z ubiegłorocznych zapasów interwencyjnych pozostało prawie 56 tys. t mięsa, nie licząc zapasów obligatoryjnych, które będą powiększone o tegoroczne zakupy. W ARR nie wiedzą, jak skutecznie się pozbyć tej wielkiej góry mięsa.

Źródło: Rzeczpospolita