W Unii kręcą, mówi Eugeniusz Kłopotek

Jolanta Pieńkowska: Panie pośle, kto pańskim zdaniem jest winien zamieszania wokół dopłat dla rolników?

Eugeniusz Kłopotek: Wiem, że teraz się winnych wszędzie szuka, ale ja uważam, ze to jest kręcenie po stronie Unii Europejskiej. Tak naprawdę politycy unijni jedno, a urzędnicy brukselscy drugie i dlatego winy za ten stan, za to, co się teraz dzieje ja bym jednak szukał tam po drugiej stronie, w Brukseli. Natomiast ja wierzę w to, że polski rzad również w tej nocie, którą wysłał pan premier Miller do Brukseli będzie zdeterminowany i po prostu nie da się podprowadzać w ten sposób przez urzędników brukselskich. Ponadto ewentualnie może zaproponować pewną elastyczność, chodzi tutaj o te dopłaty bezpośrednie, co do tej puli śródków, które mają być przeznaczone z polskiego budżetu, czyli tych 15 proc..

A co to znaczy elastyczność panie pośle?

Myśmy przynajmniej jak nasi negocjatorzy przyjechali z Kopenhagi, zapowiedzieli: otóż wybieramy system uproszczony i oczywiście jest zgoda, w pierwszym roku do 55 proc., w drugim roku 60 proc., w trzecim roku 65 proc. …

I to miały być dopłaty bezpośrednie do hektara.

Tak jest, w ramach tzw systemu uproszczonego, podkreślam sugerowanego przez UE Polsce.

Ale dzisiaj Komisja Europejska mówi, że to jest nieprawda, że od poczatku mowa była o systemie mieszanym, bo Unia nie będzie dotować produktów, które w Unii nie są dotowane.

Nie nie, tak Unia Europejska nie mówiła, nigdy nie słyszałem takiej wypowiedzi. Byliśmy o tym absolutnie wszyscy przeświadczeni, dlatego ja mówię dzisiaj – środki, które mają pójść z Unii, skoro został wybrany system uproszczony, powinny w tym systemie funkcjonować, natomiast tę pulę środków, którą ma dołożyć polski rząd z polskiego budżetu do 15 proc. tu można rozważyć, zresztą o tym kiedyś premier Kalinowski zapowiadał, że na systemie uproszczonym stracą np. plantatorzy tytoniu czy Chmielu i im trzeba będzie pomóc, również mogą stracić niektórzy, nie wszyscy, ci którzy produkują np. pszenicę i to w dużych gospodarstwach.

Panie pośle, czyli to co pan mówi to jest 40 proc. dopłat dla wszystkich rolników i ewentualnie te 15 proc. z polskiego budżetu do produkcji, tak?

Uważam, że na taką elastyczność polski rząd, wychodząc jakby na przeciwko tego, co płynie z Brukseli, mógłby się zgodzić.

A jeśli Komisja europejska powie „nie” takiej propozycji?

No właśnie, to znowu polski rząd, jak często to już bywało w przeszłości, znowu stanie pod ścianą, stanie pod presją czasu, dlatego że trzeba skończyć spisywanie na papierze tego traktatu, bo 16 kwietnia ma być uroczyście podpisany.

Treść powinna być spisana do piątku, czyli do jutra.

Trudno mi powiedzieć, ja uważam, że polski rząd powinien tutaj pokazać kręgosłup, dosyć tego upokarzania, bo to jest upokarzające, co z nami wyprawia Unia Europejska.

Ale co to znaczy pokazać kręgosłup? Powiedzieć: my takiego traktatu nie podpiszemy?

Tak, my takiego traktatu nie podpisujemy, bo pani redaktor to nie chodzi tylko o kwestię dopłat bezpośrednich, żeby czasami nie powstało wrażenie, że z powodu dopłat my nie podpisujemy traktatu i nie wchodzimy do Unii europejskiej.

No to jakie są jeszcze powody?

Tam jest również taki zapis, że umowy dzierżawne ustne mają być też respektowane przez polski rząd. To dopiero jest pole do nadużyć, dalej, pani zauważyła jest tam tak zwana klauzula, która mówi o tym, że jeżeli Polska nie będzie palca prosto trzymać w jakichkolwiek sprawach to urzędnicy brukselscy mogą zadecydować, że w ramach tej polityki prowadzonej przez Unię Europejską Polska zostanie pozbawiona np. dopływu środków finansowych i Polska nie będzie miała tu nic do powiedzenia, bo to nie będzie na zasadzie dwustronnego uzgodnienia tylko jednostronnego wypowiedzenia czy jednostronnej decyzji Brukseli.

Panie pośle, ale w tej chwili mówi się, że głównym problemem są dopłaty bezpośrednie, czy gdyby Komisja Europejska zgodziła się na te 40 proc. dopłat dla wszystkich a 15 proc. z naszego budżetu tylko dla produkcji to wtedy ten traktat powinniśmy podpisać czy nie?

Jeśli to by było tylko kwestią dyplomatyczną czy sporną i Unia by wyszła naprzeciwko naszym oczekiwaniom, uważam, że wówczas powinniśmy zdecydować się na podpisanie tego traktatu, chociaż ja obawiam się, po tym co się stało w obszarze rolnictwa, mocno medialnie nagłośnionym, obawiam się, że w innych obszarach negocjacyjnych mogą być podobne miny i rafy, o nich się nie mówi albo jeszcze ich nie czujemy. Dała nam przykład Bruksela, co oznacza, to jest dopiero przedsmak tego, co nas czeka, kiedy wejdziemy do Unii Europejskiej, w sytuacji jeśli powiedzmy przyszła konstytucja Unii Europejskiej da bardzo duże uprawnienia rzędowi europejskiemu w Brukseli. Wówczas rzeczywiście można się zastanawiać nad suwerennością państw narodowych.

A czy to znaczy, że na zjeździe PSL 22 lutego możecie państwo podjąć decyzję, że powiemy „nie” w referendum i „nie” traktatowi unijnemu?

Ja mogę tylko na razie powiedzieć, po tych sygnałach, które mam z terenu, a przecież jeżdżę, rozmawiam z działaczami, z sympatykami PSL-u, również z rolnikami. Otóż po tym co wyprawia, jeszcze raz podkreślam, Unia Europejska z nami, nie boję się tych słów i będę tak mówił, bo wyprawia z nami, krąg osób związanych z PSL, członków, sympatyków, sprzyjających integracji europejskiej dramatycznie zawęża się i nie wiem, jaka bedzie ostateczna decyzja na posiedzeniu rady naczelnej, ale dzisiaj już wiemy – dopóki traktatu akcesyjnego spisanego na piśmie nie będziemy mieli przed sobą, nie możemy podejmować żadnej decyzji.

A co w tej sprawie mówi prezes PSL, wicepremier i minister rolnictwa Jarosław Kalinowski?

To pytanie do mnie?

Tak to pytanie do pana, czy on podziela pańską opinię?

To znaczy ja mojemu prezesowi ufam, on naprawdę zrobił dużo, musiał przełamywać wewnątrz rządu opory i w tych negocjacjach ja mówię tak: te warunki, które nie zostały wynegocjowane, zostały podyktowane przez Unię, w pierwszych trzech latach spowodują, że nie odczujemy żadnej poprawy, wręcz obawiam się, że nasza sytuacja zwłaszcza budżetowa będzie jeszcze gorasza niż jest dzisiaj, ale w tej całej mizerii jedynym jaśniejszym punktem było to, co dzięki uporowi, determinacji naszego premiera Jarosława Kalinowskiego udało się wynegocjować – jest to obszar rolnictwa. Tymczasem teraz widocznie urzędnicy brukselscy bawiący się przede wszystkim w księgowych wyliczyli: o czasami to polskie rolnictwo może być zbyt konkurencyjne dla nas to trzeba znowu trochę zamieszać. Ja myślę, że tutaj jednak Unia Europejska zrozumie, że to jest niewłaściwe postępowanie, bo już tak naprawdę nikt o tej idei wielkiej, zjednoczonej, partnerskiej Europy tak naprawdę nie mówi, dzisiaj każdy liczy pieniądze.

Dobrze, a co będzie jeśli rada naczelna PSL powie „nie” traktatowi akcesyjnemu skoro najważniejszym zadaniem rządu premiera Millera jest to, żeby do Unii wejśc. To co, rozpada się rząd, rozpada się koalicja, taki jest scenariusz?

Trzeba być konsekwentym, jeśli rada naczelna PSL podejmie decyzję, że dla tych warunków, nie dla integracji europejskiej, ale dla tych warunków powie „nie”, a rząd polski swoją większoscia powie jednak „tak” i podpisze traktat akcesyjny, nie bardzo wyobrażam sobie dalszego funkcjonowania koalicji w tym składzie. Bo jedni będą ciągnąć za a drudzy przeciw, to jest raczej nie do pomyślenia.

A czy wyobraża pan sobie inną alternatywe dla Polski niż Unia Europejska w takim razie?

To pytanie często pada, ja dzisiaj mogę tak powiedzieć: wybór wejścia do Unii do jest wybór mniejszego zła, to nie jest na zasadzie to jest dobre a to jest złe, ale oby czasami nie okazało się, jeszcze trochę, a zaczną tu powstawać jakieś kwiatki, że…

Tutaj to znaczy gdzie?

No w innych obszarach negocjacyjnych, albo tutaj, że Unia postawi się twardo i powie: ani kroku do tyłu, albo się na to decydujecie albo – no to dobrze, no to albo, no to panowie możemy sobie wzajemnie dziękować i my poczekamy.

Ale poczekamy na co panie pośle, na co?

Poczekamy aż Unia Europejska zmądrzeje, powiem wprost, i dlatego jeszcze raz podkreślam, może się okazać, że coraz większy krąg osób, nie tylko PSL, ale Polaków, obywateli, uzna, że jednak mniejszym złem jest nie wchodzić, gdyby to miało być na takich warunkach…

Panie pośle, ale zdaje pan sobie sprawę z tego, że od 2004 roku to już nie Piętnastka, ale 24 państwa, jeśli nie będzie tam Polski, będą decydowały o tym, czy nas przyjąć, czy nie przyjąć i co i wierzy pan, że państwa nadbałtyckie, Czesi będą nas witać z otwartymi rękami w Unii Europejskiej?

Jeśli dobrze się wsłuchamy i wczytamy w to, co się w tej chwili dzieje w Unii to ona przeżywa ogromny kryzys. Ja powiem pani tak, ja nie wiem, czy dalej jeśli będziemy się bawić w handlarzy, księgowych, czy w ogóle idea Unii Europejskiej ma szansę przetrwania.

Dziękuję za rozmowę.

Źródło: Informacyjna Agencja Radiowa