Tona, nie hektar – Co naprawdę wynegocjowali nasi negocjatorzy?

Do najbliższego piątku polski rząd ma uzgodnić z Komisją Europejską treść Traktatu Akcesyjnego. Tymczasem unijni urzędnicy inaczej niż nasi negocjatorzy zinterpretowali wiele ustaleń szczytu w Kopenhadze. Wczoraj w Brukseli ministrowie Danuta Huebner, Jan Truszczyński i Jerzy Plewa, próbowali wyjaśnić wątpliwości. Nie udało się.

Po szczycie w Kopenhadze nasi negocjatorzy ogłosili, że przez pierwsze trzy lata po akcesji polscy rolnicy otrzymają 55, 60 i 65 proc. należnych dopłat, czyli ok. 362, 407 i 455 zł do każdego hektara użytków rolnych. Polski rząd zakładał też od początku dodatkowe wsparcie z budżetu producentów tytoniu i chmielu. Jako jedyny kraj kandydujący mieliśmy mieć uproszczony, a nie standardowy system dopłat.

Ale w projekcie Traktatu Akcesyjnego, przygotowywanego właśnie przez Komisję Europejską, zawarto inne zapisy. Unia gwarantuje dopłaty do każdego hektara w wysokości 25, 30 i 35 proc. należnych kwot (czyli ok. 165, 204 i 245 zł). Reszta ma być przeznaczona wyłącznie na dopłaty do produkcji, która jest też dotowania w krajach Unii: do zbóż, roślin oleistych, tytoniu, chmielu, bydła i owiec. Oznacza to, że tylko połowa naszych rolników otrzyma wsparcie w wysokości 55 proc. należnych dopłat w pierwszym roku. Reszta będzie się musiała zadowolić 25 procentami.

Założyli to z góry

Premier Leszek Miller napisał do unijnych komisarzy Guentera Verheugena i Franza Fischlera list, w którym twierdzi, że podczas grudniowego szczytu ustalono, iż całość dopłat bezpośrednich wypłacana będzie do hektara, a nie do produkcji.

Ale wiceminister rolnictwa Czesław Siekierski przyznał wczoraj w wywiadzie radiowym dla "Sygnałów Dnia", że w Kopenhadze, kiedy zajmowano się sprawami zasadniczymi, polscy negocjatorzy założyli z góry, iż całość dopłat bezpośrednich będzie wypłacana w systemie uproszczonym. Nie uzgodnili tego jednak ze stroną unijną, która teraz stwierdziła, że dodatkowe wsparcie należy się nie tym, którzy tylko posiadają ziemię, ale tym, którzy produkują towary dotowane także w UE. I nazwała to równymi warunkami konkurencji, tym razem dla rolników unijnych.

Ta zmiana oznacza, że nasi rolnicy otrzymają w sumie znacznie mniej pieniędzy, niż zakładano pierwotnie. Na dodatek, jeśli w porę nie uporamy się z uruchomieniem Systemu Zarządzania i Kontroli IACS, a mamy na to niewiele ponad rok, nasi rolnicy nie otrzymają dopłat. Nie wiadomo, czy wierzyć zapewnieniom Dariusza Panasiuka, rzecznika Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, który twierdzi: – Do końca tego roku oba systemy IACS będą gotowe.

Sporne mleko

Dopłaty nie wyczerpują listy rozbieżności. Unia zapisała, że nasze gospodarstwa zaczynające produkować na rynek otrzymają 1000, a nie 1250 euro rocznie (co ponoć wynegocjowaliśmy w Kopenhadze). Sporna okazała się też kwota mleczna. Unia wprowadziła tzw. klauzulę rewizyjną, która umożliwia obniżenie hurtowego limitu produkcji mleka poniżej wynegocjowanych 8,5 mln ton rocznie, jeśliby produkcja w 2003 r. była niższa.

Unia chce też, żebyśmy akceptowali ustne umowy dzierżawy między polskimi właścicielami ziemi a unijnymi użytkownikami. To oznacza, że niektórzy dzierżawcy z krajów UE mogliby kupować polską ziemię bez okresów przejściowych.

Wątpliwości pozostały

 – Dzisiejsze spotkanie służyło wyjaśnieniu wszystkich naszych wątpliwości. Oczekujemy od Komisji Europejskiej wsparcia w dyskusjach z przedstawicielami Rady Europy. Spotkanie pokazało, że cała masa rzeczy jest dla komisji przekonywująca. Do końca tego tygodnia prace nad traktatem akcesyjnym powinny się zakończyć – powiedziała minister Huebner zaraz po brukselskim spotkaniu. Ale wczorajsze rozmowy nie rozstrzygnęły kwestii, jak po wejściu do UE będzie wyglądał system dopłat bezpośrednich. Wiceminister rolnictwa Jerzy Plewa powiedział, że Polska nadal nie zgadza się z unijną interpretacją w sprawie dopłat, a na wybór właściwego systemu mamy czas do 1 maja 2004 r.

W polskiej części traktatu znajdzie się zapowiedź "przeglądu" struktury kwoty mlecznej, ale rząd zgodził się z Unią, że nie zagraża to rozwojowi produkcji mleka w Polsce. Uznamy też ustne umowy dzierżawy zawierane przez unijnych rolników, o ile da się ustalić datę ich zawarcia.

Pomyślnie wyjaśniono natomiast kilka innych spraw, takich jak uznawanie w Unii kwalifikacji polskich pielęgniarek, czy warunki rejestracji leków.

Rzecznik prasowy Komisji Europejskiej Jean-Christophe Filori zapowiedział, że UE przedstawi swoje oficjalne stanowisko najwcześniej dzisiaj, gdy zbiorą się ambasadorzy "Piętnastki".

Źródło: Gazeta Pomorska