Pomoc z UE dla wybranych

W 2004 roku dopłaty bezpośrednie powyżej 25 procent poziomu w UE otrzymają w Polsce ci rolnicy, którzy produkują towary dotowane w krajach "15" – uważa Komisja Europejska. Jej zdaniem uzupełnienie tej kwoty jest możliwe tylko po uruchomieniu pełnego Systemu Kontroli i Zarządzania IACS.

Stanowisko Brukseli oznacza, że na 55, 60 i 65 proc. unijnego poziomu dopłat odpowiednio w latach 2004, 2005 i 2006 mogą liczyć producenci zbóż, tytoniu, chmielu, a także hodowcy bydła i owiec. Ci rolnicy, którzy uprawiają ziemniaki lub buraki cukrowe, a także hodują trzodę chlewną i drób będą musieli się zadowolić 25-procentowym poziomem wsparcia. Mniejszą pomoc otrzymają gospodarstwa zajmujące około połowy powierzchni upraw w naszym kraju (około 9 mln ha).

 – Będziemy jak najbardziej elastyczni wobec Polski, a trudności ze spisaniem ustaleń negocjacyjnych to w Unii rzecz normalna – mówił wczoraj rzecznik komisarza ds. poszerzenia UE Guntera Verheugena, Jean-Christophe Filori.

Premier Leszek Miller napisał list do Verheugena oraz do Franza Fischlera, duńskiego premiera Andersa Fogh Rasmussena (prowadził szczyt w Kopenhadze) oraz stojącego obecnie na czele Unii Kostasa Simitisa, w którym twierdzi, że podczas grudniowego szczytu ustalono, iż całość dopłat bezpośrednich można wypłacić wszystkim rolnikom. – Odpowiemy na ten list jak najszybciej – powiedział Filori.

Jednak interpretacja Komisji Europejskiej ustaleń z Kopenhagi jest inna niż polskich władz. Uzupełnienie dopłat z 25, 30 i 35 proc. unijnego poziomu do 40 proc. w latach 2004 – 2006 z części brukselskich funduszy na rozwój obszarów wiejskich oraz do 55, 60 i 65 proc. z budżetu krajowego "ma zapewnić konkurencyjność polskim gospodarstwom w stosunku do zachodnich farmerów" – cytują urzędnicy KE. Jeśli tak, to dodatkowe wsparcie należy się tylko tym, którzy produkują towary dotowane w krajach "15" – twierdzą brukselscy eksperci.

Stanowisko Komisji jest źle przyjmowane przez polskich negocjatorów. Oznacza to, że tylko około połowa rolników otrzyma w 2004 roku obiecane przez premiera w Kopenhadze wsparcie warte 55 proc. unijnego poziomu.

Interpretacja Brukseli stwarza także poważny problem techniczny. Uzupełnienie dopłat powyżej 25 proc. wymaga zbudowania w ciągu nieco ponad roku skomplikowanego Systemu Zarządzania i Kontroli IACS. Nie wystarczą dane o powierzchni działek, na podstawie których będą wszystkim rolnikom wypłacane dopłaty bezpośrednio płynące z Brukseli (czyli 25, 30 i 25 proc. w latach 2004 – 2006). Konieczna jest kontrola upraw i hodowli w każdym gospodarstwie. W ostatnim raporcie nt. postępów Polski w wypełnianiu warunków członkostwa, KE uznała, że zbudowanie na czas systemu jest mało prawdopodobne. Z tego powodu Polska zdecydowała się na zastosowanie uproszczonego systemu pomocy. – Tłumaczyliśmy Polakom od października, że nie będzie to możliwe – mówią urzędnicy KE. Ich zdaniem żaden z krajów kandydackich nie zgłaszał podobnych wątpliwości.

 – Jeśli Polska ograniczy się tylko do kilku pozycji, wystarczy uproszczona wersja IACS. Identyfikacja pól upraw tytoniu czy chmielu jest łatwa, bo jest ich stosunkowo niewiele. Pełny IACS byłby konieczny, gdyby dodatkowe dopłaty mieli także otrzymać producenci zbóż i roślin oleistych. W przypadku hodowców bydła, łatwo jest przyznać premie ubojowe bydła i cieląt, bo wystarczą dane z rzeźni. Inne premie są trudniejsze do podzielenia – tłumaczą eksperci KE. Rozmowy w tej sprawie z polskimi negocjatorami rozpoczną się niebawem.

Dodatkową trudnością jest zaproponowana tydzień temu przez Komisję reforma Wspólnej Polityki Rolnej (CAP). Zakłada ona oddzielenie dopłat od faktycznej produkcji, czyli przyjęcie systemu, w którym pełna wersja IACS nie byłaby potrzebna. Bruksela chce, aby reforma weszła w życie już w 2004 roku, jednak z powodu oporu krajów "15" zapewne nie będzie to możliwe przed 2007 rokiem.

Źródło: Rzeczpospolita