Handel międzynarodowy: Sojusze i konflikty Ameryki

Konfrontacja z najpotężniejszymi partnerami handlowymi, tworzenie nowych stref wolnego handlu i bardziej intensywne dążenie do ochrony interesów rodzimego przemysłu to pierwsze wyznaczniki nowego kierunku w handlu zagranicznym USA.

W ubiegłym tygodniu sędziowie trybunału apelacyjnego Światowej Organizacji Handlu (WTO) orzekli, że amerykańska ustawa Byrda o przepisach antydumpingowych jest niezgodna z regułami wolnego handlu. Amerykanie są bezsilni wobec wyroku WTO, który jest wiążący i ostateczny – choć nie chcą, będą musieli dostosować swe prawo do wymogów WTO. To kolejna, bardzo gorzka „handlowa pigułka”, którą największa gospodarcza potęga świata musi przełknąć w ciągu ostatniego pół roku. Ameryka ma wyraźnie dość porażek handlowych.

Kongres mówi: Wygrywajcie!

Ustawa Byrda nie jest kluczowa dla amerykańskiego handlu zagranicznego. Umożliwiała przekazywanie amerykańskim firmom dotkniętym cenami dumpingowymi pieniędzy z ceł nakładanych na towary, które były sprzedawane przez importerów po zaniżonych cenach na rynku w USA. Korzystały z niej przede wszystkim firmy sektora produkcji stali i tekstyliów. O ile jednak straty ekonomiczne po zmianie prawa nie będą wielkie, o tyle zakwestionowanie zgodności ustawy z regułami wolnego handlu przez WTO ma wymiar prestiżowy i jest dla USA bardzo ważne.

Kongres już na początku roku był wyraźnie niezadowolony z działania WTO – na forum organizacji zapadło zdaniem Amerykanów zbyt wiele wyroków, które nakładają ograniczenia na politykę handlową USA. Dlatego właśnie kongresmani zobowiązali administrację prezydenta Busha do opracowania takiej strategii postępowania na forum WTO, która ma zapobiegać przegrywaniu sporów handlowych. Po decyzji w sprawie ustawy Byrda (przegłosowanej pomimo sprzeciwu prezydenta Clintona, a więc stawiającej na szali prestiż Kongresu) amerykański parlament ma jeszcze jeden powód do niezadowolenia.

Co w takiej sytuacji robi administracja Busha? Wprawdzie strategia postępowania na forum WTO dopiero powstaje, ale zmiana kierunku polityki handlowej już się zaczęła. W ubiegłym tygodniu reprezentant handlowy USA Robert Zoellick oświadczył, że USA zamierzają pozwać na forum WTO Unię Europejską – swego największego partnera handlowego. Dlaczego? Unia nie zgadza się na import genetycznie modyfikowanej żywności. Już od czterech lat w UE obowiązuje moratorium na kupno i wytwarzanie takich produktów (np. genetycznie ulepszanej soi czy kukurydzy). W USA ponad 70 proc. soi i 25 proc. kukurydzy wytwarzane jest z ziaren modyfikowanych genetycznie. Najbardziej poszkodowane są amerykańskie firmy, m.in. Monsanto i Aventis, tracą też farmerzy amerykańscy, którzy chcą eksportować do Unii swe plony. Wniesienie pozwu do WTO ma nastąpić już w lutym i będzie wyraźnym sygnałem, że Amerykanie, którzy cztery lata cierpliwie czekali na odblokowanie dostępu do unijnych rynków, będą walczyć o swoje prawa. Będzie to ostrzeżenie przed konfrontacją i próba zatarcia złego wrażenia, jakie wywołał ubiegłoroczny spór o cła na stal, nałożone przez administrację prezydenta Busha. W marcu 2002 r. import stali do USA stał się praktycznie niemożliwy – cła wzrosły do poziomu średnio 30 proc. Jednostronną decyzję pozwały do WTO m.in. Unia Europejska, Japonia, Korea Południowa. Mają duże szanse na zwycięstwo, bo cła zaporowe to dyskryminacja w handlu międzynarodowym. Jeżeli USA przegrają ten spór (a mają na to duże szanse), będą szybko potrzebowały sukcesu. Pozew o genetycznie modyfikowaną żywność może być właśnie takim „handlowym odwetem”. Kongresmani wyraźnie ostrzegają, że jeżeli kolejne werdykty będą niepomyślne dla USA, to mogą zmniejszyć swoje poparcie dla organizacji na forum międzynarodowym. Taką opinię wyraził Kongres w swoim raporcie dotyczącym polityki handlowej, wydanym na początku stycznia. A mniejsze poparcie dla WTO ze strony najpotężniejszego kraju oznacza niższy prestiż tej organizacji.

Przemysł pod specjalnym nadzorem

W Światowej Organizacji Handlu Amerykanie walczą o swoje interesy nie tylko w trybunale WTO. Przedstawiciele USA starają się również chronić własny przemysł, wpływając na przebieg negocjacji w sprawie liberalizacji handlu toczonych w ramach rundy katarskiej WTO. Rozmowy mają się zakończyć w 2005 r. podpisaniem dokumentu końcowego, w którym wszyscy członkowie WTO zobowiążą się do przestrzegania niższych ceł i bardziej liberalnych reguł handlu.

Tutaj USA chcą uzyskać jak najkorzystniejsze przepisy dla swego przemysłu. Jednym z pierwszych problemów, jaki miał zostać rozwiązany w ramach rozmów, jest dostęp krajów biednych do tanich leków produkowanych bez patentów (tzw. leków generycznych). Porozumienie wypracowane w ciągu ubiegłego roku zostało odrzucone tylko przez USA. Dlaczego? Zdecydował o tym lobbing firm farmaceutycznych, które boją się, że udzielenie pozwolenia na produkcję i sprzedaż leków bez patentów krajom takim jak Indie czy Brazylia poważnie zmniejszą zyski farmaceutycznych gigantów. Żądania największej firmy produkującej leki – Pfizera i jego konkurentów, np. Mercka – zostały uwzględnione. Przedstawiciele USA nie zgodzili się na udostępnienie tanich leków krajom biednym i raczej nieprędko się na to zgodzą.

To kolejny sygnał, że USA nie zamierzają zaniedbywać korporacji transnarodowych, które działają na ich terenie. Na podobne poparcie mogą liczyć huty i stalownie, które na razie korzystają z zamkniętych amerykańskich granic.

Nowe plany…

Nowe działania USA w dziedzinie wolnego handlu to jednak nie tylko walka na forum WTO – Amerykanie chcą dowieść, że w dziedzinie handlu międzynarodowego ich kraj jest gorącym zwolennikiem liberalizacji wymiany między krajami. Dlatego właśnie w ubiegłym roku przedstawili dwie poważne propozycje redukcji stawek celnych na kluczowe wyroby – produkty przemysłowe i rolne. Plany liberalizacji handlu międzynarodowego to przede wszystkim znak, że USA chcą nadawać ton rozmowom o liberalizacji handlu międzynarodowego.

Walka o obniżenie ceł na towary przemysłowe to gra o gigantyczne pieniądze. Wartość światowego eksportu produktów przemysłowych sięgnęła w 2001 r. aż 4,477 bln dol. (to 74,8 proc. wartości światowego handlu towarami i ponad 120 razy więcej niż wartość całego polskiego eksportu w tym okresie). Amerykański plan zakłada stopniową redukcję wszystkich ceł na świecie na towary przemysłowe i konsumpcyjne do 2015 r.

Jeszcze dalej Amerykanie poszli w kwestii produktów rolnych, którymi obrót jest najważniejszą i najtrudniejszą obecnie do uregulowania kwestią w handlu międzynarodowym. Ścierają się tu racje i ambicje krajów biednych i bogatych, a także różne priorytety chroniących swoje rynki USA i Unii Europejskiej. Amerykanie chcą całkowitego zniesienia subsydiów eksportowych w ciągu pięciu lat, likwidacji państwowych organizacji handlowych, które mają specjalne przywileje eksportowe, redukcji wszystkich stawek celnych na produkty rolne do poziomu 25 proc. w ciągu pięciu lat. Chcą również ograniczyć subsydia bezpośrednie wypłacane rolnikom podlegające do 5 proc. całkowitej wartości produkcji rolnej danego kraju.

Plany te są, rzecz jasna, tak skonstruowane, by najbardziej skorzystały na ich wprowadzeniu właśnie USA – dlatego zdaniem ekspertów będzie bardzo trudno je zrealizować. Pomimo tego samo zgłoszenie planów jest sposobem wywarcia wpływu na świat handlu międzynarodowego.

Oprócz proponowania rozwiązań dla wolnego handlu Amerykanie szukają również nowych sojuszników w batalii. Właśnie dlatego – pomimo licznych protestów organizacji pozarządowych – forsują ideę Strefy Wolnego Handlu Obu Ameryk (FTAA). W jej skład miałaby wejść większość krajów Ameryki Północnej i Południowej, co doprowadziłoby do stworzenia największej strefy wolnego handlu na świecie, w której dominującą pozycję miałyby, rzecz jasna, USA. Amerykanie szukają też sojuszników w Afryce – temu miało służyć zakończone w ubiegłym tygodniu spotkanie z liderami państw afrykańskich na Mauritiusie. Prezydent Bush zapowiedział, że skieruje do Kongresu prośbę o przedłużenie obowiązywania do 2008 r. AGOA – Ustawy o Wzroście i Szansach Afryki. Zgodnie z jej literą USA traktuje preferencyjnie import części towarów (przede wszystkim przemysłowych) z krajów afrykańskich. Wyraża się to m.in. w niższych cłach na nie. Spotkanie na Mauritiusie to również próba zatarcia złego wrażenia, jakie pozostało po negocjacjach w sprawie leków i próba polepszenia wizerunku USA w krajach biednych.

Idziemy na wojnę (handlową)?

Czy bardziej zdecydowane działania USA w dziedzinie polityki handlowej mogą doprowadzić do wojny handlowej? Część z nich – np. prezentacja planów redukcji ceł, zawiązywanie nowych stref wolnego handlu czy udzielanie preferencji towarom z krajów biednych – na pewno nie. Problematyczne nadal pozostają spory, które toczą Amerykanie na forum WTO z największymi partnerami handlowymi, m.in. z Unią Europejską. Genetycznie modyfikowana żywność i stal mogą wprawdzie ochłodzić stosunki pomiędzy Brukselą a Waszyngtonem, ale nie powinny doprowadzić do otwartego konfliktu handlowego. Dlaczego? W obliczu niestabilności politycznej na Bliskim Wschodzie, groźby wojny w Iraku, i napięć w Korei Północnej nikt nie potrzebuje nowego konfliktu, szczególnie w dziedzinie tak ważnej jak gospodarka. Prezydent Bush stara się ją ożywić za pomocą redukcji podatków i ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje, byłby konflikt handlowy. W zależnej od eksportu Unii zerwanie stosunków handlowych z USA byłoby nie do pomyślenia. Oczywiście nie znaczy to, że nie będzie sporów pomiędzy USA i Unią, ale nowa polityka handlowa Amerykanów nie powinna wywołać burzy. Prowadząc ją, USA będą bardziej agresywne, ale rozsądnie agresywne.

W ubiegłym roku WTO badało przede wszystkim nałożenie przez USA ceł na stal w średniej wysokości 30 proc. Decyzja WTO, która ma zapaść w tym roku, może zobowiązać Amerykanów do odstąpienia od wysokich ceł. W ubiegłym roku Amerykanie przegrali w WTO trzykrotnie – organizacja stwierdziła m.in., że cła importowe na mięso jagnięce i niektóre produkty stalowe nałożone przez USA są „nadzwyczajnie wysokie”. Zgodnie z wyrokiem WTO Amerykanie muszą je obniżyć. System rozwiązywania sporów handlowych WTO działa od siedmiu lat. Od tego czasu specjalna komisja rozpatrzyła 275 skarg. Amerykanie wygrali większość spraw, które dotyczyły ich polityki handlowej.

Źródło: Gazeta Wyborcza