Biopaliwa – jak podzielić ten rynek

Powinni skorzystać rolnicy, gorzelnicy. Rafinerie mogą stracić

W tym tygodniu upływa termin, w którym prezydent powinien podpisać lub zawetować ustawę o biopaliwach. Wczoraj wicepremier i minister rolnictwa przekonywał dziennikarzy o zaletach ustawy.

Ustawa, którą w grudniu w ostatecznym kształcie przyjął Sejm, określa biopaliwo jako paliwo zawierające przynajmniej 4,5 proc. biokomponentów, czyli zgodnie z ustawą: bioetanol, eter i estry rzepakowe.

W ubiegłym roku prawie 50 proc. benzyny produkowanej na polski rynek przez Rafinerię Gdańską zawierało 4,5-5 proc. biokomponentów. Natomiast PKN Orlen – największy krajowy producent paliw – do każdego litra swojej benzyny dodawał 3 proc. eteru (co odpowiada mniej więcej 1,5 proc. bioetanolu).

Ustawa przewiduje, że od lipca wykorzystanie bioetanolu będzie wynosić nie mniej niż 4,5 proc. benzyny sprzedawanej w kraju. Natomiast od początku 2006 roku udział biokomponentów ma wynosić nie mniej niż 5 proc. paliw. I w tym przypadku chodzi zarówno o dodatki do benzyny, jak również do oleju napędowego i opałowego.

Oznacza to, że do wypełnienia przepisów ustawy trzeba w Polsce wyprodukować dodatkowo ok. 238,5 mln litrów spirytusu odwodnionego, zakładając, że zużycie benzyny w tym roku wyniesie 5,3 mld litrów (czyli ok. 4 mln ton – tyle ile w 2001 r). W przyszłym roku, jeśli wzrośnie popyt – produkcja bioetanolu także wzrośnie. Poza tym – gdy Rada Ministrów określi limity dodawania estrów – a według ustawy ma to zrobić do końca kwietnia, powinna na dobre ruszyć już w przyszłym roku też produkcja estrów rzepakowych.

Dziel i rządź

Jeśli ustawa wejdzie w życie, minister rolnictwa będzie przede wszystkim pełnił rolę głównego rozdzielającego limity na produkcję biokomponentów. Wprawdzie tzw. limit krajowy ustalać ma Rada Ministrów, ale to szef resortu rolnictwa zdecyduje, komu i ile przydzielić, czyli kto i ile na tym zarobi.

Zainteresowani otrzymaniem limitu będą musieli złożyć wniosek i udowodnić w nim, że mają zawarte na przykład wieloletnie umowy z rolnikami na kontraktację płodów rolnych, z gorzelniami na odbiór spirytusu surowego i wreszcie z rafineriami – na sprzedaż im biokomponentów. Minister rolnictwa będzie również ustalał cenę na spirytus surowy i odwodniony, czyli bioetanol oraz na surowy olej rzepakowy i ester wyższych kwasów tłuszczowych.

Miejsca wyliczone

Głównym argumentem za wprowadzeniem ustawy jest chęć wsparcia polskiego rolnictwa. Ministerstwo Rolnictwa skalkulowało, że jeżeli w 2006 roku w efekcie działania ustawy w Polsce trzeba będzie wyprodukować 250 tys. t etanolu i 400 tys. ton estrów rzepakowych, to przybędzie ok. 100 tys. miejsc pracy. Wicedyrektor Departamentu Gospodarki Ziemią w ministerstwie Kazimierz Żmuda powołuje się na przykład Czech. – W Czechach w efekcie produkcji 120-130 tys. ton estrów rocznie zatrudnienie znalazło 30 tysięcy ludzi – mówi.

Ale jednocześnie dyrektor Żmuda zastrzega, że na przykład z szacowanego wzrostu zatrudnienia o 73-75 tys. w efekcie uruchomienia na dużą skalę produkcji estrów, tylko 10 tys. miejsc będzie wśród rolników. Kolejne 10 tys. osób powinno znaleźć pracę w gorzelniach, kilka tysięcy w przemyśle chemicznym i rafineryjnym. – Pozostałe miejsca to efekt impulsu gospodarczego, wzrośnie na przykład zapotrzebowanie na zasiewy, maszyny rolnicze – mówi dyrektor Żmuda.

Rolnicy, producenci zbóż, ziemniaków, buraków, będący na początku łańcucha biokomponentów, zyskają też dodatkowe przychody; Ministerstwo Rolnictwa szacuje, że wyniosą one 250-350 mln zł. Żeby mieć takie przychody ze sprzedaży, zakładając cenę żyta na ok. 300 zł za tonę, rolnicy musieliby sprzedać od 833 tys. do 1,16 mln ton żyta. To wystarczy na produkcję od 238 mln litrów do 333 mln litrów bioetanolu. Zakładając, że na jeden litr etanolu potrzeba na przykład 3,2-3,5 kg zboża.

Od gorzelni do Akwawitu

Pośrodku łańcucha są gorzelnie produkujące spirytus surowy. Obecnie z istniejących w Polsce około tysiąca gorzelni pracuje ok. 300. Ilość przerobionego na spirytus żyta zmniejszyła się z 680 tys. ton w roku 1996 do 176,5 tys. ton w roku 2000, ilość przerobionych ziemniaków spadła odpowiednio z 640 tys. ton do 118,7 tys. ton. Ocenia się, że wprowadzenie w Polsce benzyny z dodatkiem 4,5-5 proc. etanolu umożliwiłoby zagospodarowanie około 1,5 mln ton żyta, które można uprawiać na gruntach odłogowanych. Możliwe stałoby się także uruchomienie większości nieczynnych obecnie gorzelni, mogłoby ich pracować ok. 500. Do tej pory cena litra spirytusu surowego wynosiła 1,7-2,1 zł.

Krajowym potentatem w wytwarzaniu bioetanolu (czyli spirytusu odwodnionego) jest Akwawit w Lesznie, który rocznie może dostarczać 70 mln litrów. Właścicielem firmy został Bartimpex, kontrolowany przez Aleksandra Gudzowatego, który powołał specjalną spółkę Brasco do inwestycji w biopaliwa. Bartimpex został także inwestorem we wrocławskiej wytwórni wódek Wratislavia, która właśnie inwestuje w rozpoczęcie takiej produkcji. Przedstawiciele Bartimpeksu zapowiadali, że zainteresowani są zdobyciem 20 proc. rynku produkcji bioetanolu. Jeżeli krajowe zapotrzebowanie na biopaliwa w 2006 r. wyniesie – tak jak szacuje minister rolnictwa – 250 tys. ton etanolu, to firmy związane z Bartimpeksem musiałyby dostarczać na rynek ok. 50 tys. ton tego dodatku, czyli ok. 62,5 mln litrów. Zatem już sam Akwawit zapewnia Bartimpeksowi realizację planów związanych z biokomponentami.

Jeżeli ktoś byłby zainteresowany także inwestycjami w produkcję bioetanolu, a nie już istniejącymi zakładami wytwórczymi, może wybudować samodzielną instalację. Instalacja do odwodnienia spirytusu surowego, pozyskanego wcześniej z gorzelni, kosztuje od 3,6 mln zł. W ciąg instalacji – obejmującej i gorzelnię i technologię odwodnienia – trzeba zainwestować ponad 20 mln zł.

Według szacunków prezesa spółki Brasco Andrzeja Śmietanko, który także pełni funkcję szefa Krajowej Rady Gorzelnictwa i Biopaliw, zakłady odwadniające powinny uzyskiwać cenę ok. 2,6 zł za litr sprzedawanego spirytusu odwodnionego. Kalkulacje dotyczące opłacalności produkcji w zakładach produkujących odwodniony spirytus zakładają marżę w wysokości ok. 0,1 zł na litrze.

Cenę minimalną na spirytus odwodniony ustali minister rolnictwa. Nie wiadomo, czy będzie to 2,6 zł, co zadowoliłoby producentów, czy może ok. 2 zł – czyli mniej więcej tyle, ile płaciły w ostatnich latach Rafineria Gdańska i PKN Orlen.

Dolewanie w rafineriach

Dla rafinerii bodźcem finansowym do zaangażowania się w produkcję biopaliw ma być ulga akcyzowa, którą ustala na każdy rok minister finansów. W ubiegłym roku ulga wynosiła 91 zł na 1000 litrów benzyny produkowanej z 4,5-5 proc. dodatkiem bioetanolu, albo 61 zł w przypadku dodawania eteru.

Rafineria Gdańska, która w 2001 roku do 58,3 proc. swojej benzyny, a w ubiegłym roku do ok. 50 proc. – dodawała bioetanol, korzystała z ulgi w wysokości 91 zł. – Spadek udziału benzyny z alkoholem w sprzedaży na krajowy rynek wynika ze spadku zainteresowania odbiorców tym gatunkiem paliwa – mówi szef Biura Strategii Rozwoju RG Jacek Smereka. – Nie wszyscy odbiorcy hurtowi chcą przestrzegać wymogów dotyczących przechowywania benzyny z alkoholem i dlatego wolą zamawiać paliwo bez dodatku.

Zdaniem Jacka Smereki, utrzymanie wymogu zawartości biokomponentów, jaki zapisano w ustawie, wiąże się z ryzykiem zachwiania ciągłości dostaw paliw. – Dotychczasowe nasze doświadczenia wskazują, że mogą pojawić się przejściowe problemy z zaopatrzeniem rynku w bioetanol. A biorąc pod uwagę drastyczne kary za brak biokomponentów w paliwach dostarczanych na polski rynek, producenci mogą być zmuszeni do eksportu paliw bez tych dodatków, co może doprowadzić do poważnych zaburzeń na rynku.

W marcu 2000 r. PKN Orlen uruchomił instalację do produkcji eteru etylowego za ponad 100 mln zł. Dlatego też, choć jeszcze pod koniec lat 90. firma ta produkowała benzynę z alkoholem, od dwóch lat dodaje do tego paliwa 3 proc. eteru (co dopowiada mniej więcej dodatkowi 1,5 proc. etanolu). Czyli do każdego tysiąca litrów benzyny dodaje ok. 15 litrów etanolu, który kupuje po 2-2,27 zł za litr. Zysk na uldze akcyzowej wyniósł więc ponad 20 zł na 1000 litrów. W Orlenie argumentują, że firma ta ponosi koszty dodatkowe i chce odzyskać pieniądze zainwestowane w instalację.

Rzepak na potem

Według Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku, wyprodukowanie 300 tys. ton paliwa pozwala na zagospodarowanie 300 tys. hektarów pod uprawę roślin oleistych. Zwiększenie uprawy rzepaku może wpłynąć stabilizująco zarówno na powierzchnię uprawy, jak i na jego ceny. Powierzchni upraw nie można jednak zwiększać dowolnie. Udaje się to tylko na dobrych, lepszych od średnich glebach, a tych jest w Polsce około 7 mln ha. Nie da się więc uprawiać rzepaku na gruntach obecnie odłogowanych (ich łączną powierzchnię ocenia się na ok. 1,7 mln ha). Po drugie, uprawa rzepaku w gospodarstwie nie powinna zajmować więcej niż 20 proc. gruntów ornych.

Potencjalną w Polsce powierzchnię uprawy rzepaku ozimego ocenia się na 1-1,5 mln ha, co oznacza, że jego udział w strukturze zasiewów wyniósłby około 7 proc., wówczas jego zbiory (przy zakładanym wzroście plonów) mogłyby wynieść około 3 mln ton, z czego 850 tys. ton przeznaczono by na produkcję oleju konsumpcyjnego, natomiast 2150 tys. ton na produkcję biodiesla. Produkcja metylowego estru rzepakowego wyniosłaby wówczas około 750 tys. ton. Jego udział w krajowym zużyciu oleju napędowego wyniósłby prawie 12,5 proc. Przy zwiększeniu areału uprawy rzepaku do 750 tys. ha udział estrów rzepakowych w paliwie do silników wysokoprężnych wyniósłby około 5,6 proc. Obecnie w kraju produkuje się ok. 1 mln ton rzepaku.

Według zrzeszenia, produkcja może być o wiele wyższa niż obecnie,jeżeli stworzony zostanie dodatkowy rynek zbytu na rzepak, nieprzeznaczony na cele spożywcze. – Trzeba mieć pewność, że będą limity na produkcję – mówi prezes zrzeszenia Mariusz Olejnik. – Dlatego chcielibyśmy, by limity przyznawano tym, którzy zaangażują w swoje przedsięwzięcie producentów rzepaku.

Krajowe Zrzeszenie ma ideę utworzenia spółki z udziałem wszystkich zainteresowanych – od firm skupujących rzepak przez Zakłady Azotowe Kędzierzyn, które zamierzają uruchomić produkcję estrów metylowych na skalę przemysłową, partnerów z Francji mających tego typu doświadczenia, a być może i PKN Orlen, o ile będzie zainteresowany. Instalacja do produkcji estru to wydatek kilkudziesięciu milionów złotych.

Obecnie rzepak kosztuje 860-890 zł za tonę. W UE, która wytwarza 9 mln ton rocznie, cena rzepaku to ok. 300 euro za tonę, a dotacja – wprowadzona w ubiegłym roku – wynosiła 63 euro do każdej tony.

 – Koszty produkcji biodiesla w Polsce kalkulowane są obecnie na ok. 1,7-2,2 zł za litr, zatem bez ulgi akcyzowej wysokości ok. 1,1 zł jego wytwarzanie nie ma sensu – mówi Mariusz Olejnik.

Inwestycjami w produkcję estrów rzepakowych zainteresowany jest także Bartimpex i w tym rynku chce zdobyć 10-proc. udział. Firma ta ma szanse zostać inwestorem strategicznym Warszawskich Zakładów Tłuszczowych, które obecnie rocznie wykorzystują ok. 100 tys. ton rzepaku. Warszawska spółka ma być dla Bartimpeksu czymś w rodzaju podstawy do inwestycji w estry. W jej sąsiedztwie miałaby powstać instalacja do produkcji tego biokomponentu. Doświadczenia francuskie pokazują, że aby taka instalacja była opłacalna, powinna dostarczać rocznie przynajmniej 40 tys. ton estrów. Zapewniłaby ona Bartimpeksowi 10-proc. udział w rynku, jeżeli prognozy Ministerstwa Rolnictwa o zapotrzebowaniu na estry w 2006 roku spełnią się i wyniesie rzeczywiście 400 tys. ton.

Biopaliwo w silniku

Z opublikowanej w listopadzie 2000 r. ankiety firmy Claritas Polska wynikało, że około 5 proc. samochodów osobowych jeżdżących po polskich drogach stanowią polonezy mające więcej niż dziesięć lat. To posiadacze takich aut najszybciej odczują niszczące skutki działania biopaliw na silniki. Najwięcej starych polonezów było w województwie podlaskim, tradycyjnym regionie rolniczym.

Wzrost ceny benzyny wzbogaconej etanolem nastąpi wtedy, gdy cenę litra bezwodnego spirytusu minister rolnictwa ustali na poziomie przekraczającym 2 zł, tzn. wyższym, niż obecnie płacą rafinerie.





Według informacji historyków próby z paliwami alternatywnymi prowadzono w Polsce już przed II wojną światową. W trakcie badań prowadzonych przez Państwowy Monopol Spirytusowy i PZInż. w latach 1930 – 1931 kilka modeli samochodów poddano testom z użyciem mieszanek benzynowo-alkoholowo-benzolowych. Uczestnicząca w próbach sanitarka wojskowa CWS T1, wyprodukowana przez Centralne Warsztaty Samochodowe w Warszawie, w czasie prób zużycia benzyny na 100-kilometrowej trasie spalała latem 17,3 I, a zimą 18,5 I paliwa. W przypadku podobnych mieszanek złożonych ze spirytusu, benzyny, benzolu, eteru i nafty, zużycie paliwa kształtowało się podobnie, natomiast dla wykonanej ze spirytusu bezwodnego (90 proc.) i eteru (10 proc.) wynosiło 25,3 I latem i 29 litrów zimą.

A.MAC.



Legislacyjny bubel

Już tylko parę dni zostało prezydentowi na decyzję, czy podpisać ustawę o biopaliwach. Z kilku co najmniej względów lepiej by było, gdyby prezydent jej nie podpisywał. W grę mogą wchodzić powody techniczne, ekonomiczne, prawne i leżące w sferze – nazwijmy to tak – sztuki legislacyjnej.

Przed podpisaniem ustawy prezydent zlecił przeprowadzenie naukowych ekspertyz. Czas na ich dokonanie był jednak niezwykle krótki i trudno z pełnym przekonaniem twierdzić, że benzyna z tak dużą domieszką biopaliwa nie zaszkodzi silnikom samochodowym. Biopaliwo – pomijając inne wątpliwości – będzie droższe, a klienci zostaną pozbawieni wolnego wyboru, co chcą wlewać do baków swoich samochodów. Skandaliczny był też sposób procedowania nad ustawą, w trakcie którego – na co staraliśmy się zwrócić uwagę w naszych publikacjach – agresywny lobbing wziął górę nad racjami merytorycznymi.

Jest więc sporo argumentów przemawiających za prezydenckim wetem i jeden zasadniczy powód – właśnie ograniczenie wolności wyboru – aby odesłać ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. I na to – naszym zdaniem – nie będąc do końca przekonanym, czy biopaliwo zaszkodzi czy nie zaszkodzi silnikom – powinien zdecydować się prezydent. Jeśli tego nie zrobi, ustawa i tak może zostać zaskarżona, jeszcze przed faktycznym jej wejściem w życie w połowie roku. Co więcej, wydaje się, że ustawa biopaliwowa jest do podważenia także w świetle prawa europejskiego.

Pytanie tylko, czy z całym tym biopaliwowym, legislacyjnym bublem, warto aż tak daleko brnąć? Może lepiej by było od razu umówić się na napisanie całkiem nowej ustawy o paliwach, godzącej interesy i rolników, i milionów konsumentów. A przy okazji ucywilizować – za czym gorąco się opowiadamy – udział lobbingu w powstawaniu prawa.

Krzysztof Bień

Źródło: Rzeczpospolita