Bogatszy, ale jeszcze nie panisko

Potencjalne wsparcie finansowe średniego polskiego gospodarstwa rolnego w Polsce po akcesji do UE w 2004 roku wyniesie prawie 13 200 złotych, natomiast dużego – ponad 130 000 złotych.

O tym, czy jakiś kraj aspirujący do członkostwa w Unii Europejskiej uzyskał dobre czy gorsze warunki akcesji, w największym stopniu przesądza, co Unia zaoferowała rolnikom tego kraju. Otóż polscy rolnicy, choć uzyskali mniej niż chcieli, mogą uważać, że i tak otrzymali od Unii względnie dużo. Dopłaty bezpośrednie w trzech pierwszych latach naszego członkostwa w UE mogą wynieść 55 proc., 60 proc. i 65 proc., czyli byłyby znacznie wyższe od 25 proc. zaproponowanych na wstępie przez Komisję Europejską. Wprawdzie mniej więcej trzecia część tych dopłat ma pochodzić z budżetu krajowego, jednak kierownictwo resortu rolnictwa zapewnia, że pieniądze na ten cel się znajdą. A mają się znaleźć dlatego, że równocześnie Polska odstąpi od przeważającej części stosowanych obecnie form wspierania rolnictwa.

Na przykładzie średniego

Ogólne liczby, ilustrujące poziom wsparcia polskiego rolnictwa przez Unię, są dla przeciętnego czytelnika dość abstrakcyjne, dlatego Fundacja Programów Pomocy dla Rolnictwa (FAPA) postanowiła pokazać je na przykładzie. Obliczono mianowicie potencjalne finansowe wsparcie średniego gospodarstwa rolnego w Polsce po akcesji do UE w 2004 roku.

Założono, że jest to gospodarstwo o łącznym areale 7,86 ha, w tym mające 7,56 ha użytków rolnych, na które składa się 5,71 ha gruntów ornych, 1,00 ha łąki, 0,65 ha pastwisk oraz 0,20 ha sadu. Przyjęto, że gospodarstwo to położone jest w województwie świętokrzyskim, gdzie wprawdzie przeciętne gospodarstwo rolne jest prawie o połowę mniejsze, ale w zamian jest to przykład gospodarstwa średniego dla całego kraju.

Obliczenia sporządzono dla roku 2004, kiedy poziom dopłat bezpośrednich może wynieść 55 proc., oraz przy następujących założeniach:

 – stawka dopłat w systemie uproszczonym wyniesie 323 zł na 1 hektar rocznie

 – rolnik skorzysta ze wsparcia dla gospodarstw niskotowarowych, które można otrzymywać przez okres 3-5 lat i które wynosi 5000 zł rocznie

 – stawka dopłat ze względu na trudne warunki gospodarowania wyniesie 160 zł na 1 ha rocznie

 – wsparcie na dostosowanie gospodarstwa do standardów unijnych wyniesie 600 zł na 1 ha (jest to dotacja jednorazowa)

Dla uproszczenia rachunku założono, że kurs euro wyniesie wówczas 4 zł.

Rezultat obliczeń jest następujący:

 – przy takim areale gospodarstwa dopłaty bezpośrednie w systemie uproszczonym wyniosą 2442 zł

 – wsparcie ze względu na trudne warunki gospodarowania wyniesie 1210 zł

 – wsparcie dla gospodarstw niskotowarowych wyniesie 5000 zł

 – wsparcie na dostosowanie gospodarstwa do standardów unijnych wyniesie 4536 zł

W sumie, właściciel takiego gospodarstwa może liczyć na dotacje w wysokości 13 188 zł.

Dla rodziny takiego rolnika byłby to już mocno liczący się dochód.

W praktyce, wysokość przeciętnego wsparcia dla gospodarstw rolnych będzie, oczywiście, dużo niższa. Tu założono bowiem, że gospodarstwo położone jest na obszarach o gorszych warunkach gospodarowania, że jego właściciel dostanie wsparcie przewidziane dla gospodarstw niskotowarowych – które otrzymają tylko najbardziej aktywni rolnicy – a także skorzysta ze środków na dostosowanie gospodarstwa do standardów unijnych. Wsparcie ze względu na trudne warunki gospodarowania przypadnie tylko (albo aż) 54 proc. użytków rolnych kraju.

Pewne jest więc jedynie to, że rolnicy otrzymają dopłaty bezpośrednie. Z kolei wcale nie jest pewne, że będą to dopłaty w wysokości 55 proc., 60 proc. i 65 proc. poziomu dopłat docelowych, gdyż unijnych środków wystarczy na pokrycie w kolejnych latach tylko 36 proc., 39 proc. i 42 proc. tych dopłat. Wysokość wsparcia z budżetu państwa zależeć będzie bowiem od jego sytuacji finansowej, a ta wiadomo, jaka jest. Gdyby zatem państwo nie mogło ze swojej kiesy dołożyć do dopłat ani złotówki, dopłaty bezpośrednie dla naszego gospodarstwa wyniosłyby tylko 1598 zł.

Na przykładzie dużego

Drugie analizowane przez FAPA gospodarstwo rolne położone jest w Dolnośląskiem i jest gospodarstwem dużym. Jego ogólna powierzchnia wynosi 300 ha, w tym powierzchnia użytków rolnych – 296 ha. Gospodarstwo to specjalizuje się w produkcji roślinnej, przy czym 45 proc. powierzchni zasiewów zajmuje w nim kukurydza, 17 proc. jęczmień, 15 proc. buraki cukrowe, 13 proc. rzepak, 8 proc. jęczmień i 1 proc. żyto. Ponadto 1 proc. produkcji towarowej gospodarstwa stanowi mleko.

Gdyby Polska przyjęła standardowy, tzn. taki jaki stosuje się w Unii Europejskiej, system płatności bezpośrednich, rolnik ten otrzymałby dopłaty do uprawy zbóż oraz rzepaku i kukurydzy. Założono, że w przypadku tego gospodarstwa płatności wyniosą 60 proc.

Otóż w systemie standardowym gospodarstwo to otrzymałoby 101 153 zł z tytułu dopłat do upraw oraz 10 115 zł z tytułu obowiązkowego odłogowania gruntów. Łącznie rolnik otrzymałby zatem 111 268 zł. W systemie uproszczonym, płatności bezpośrednie z tytułu upraw wyniosą 103 600 zł, natomiast z tytułu obowiązkowego odłogowania – 27 095 zł, łącznie 130 695 zł, czyli o 19 427 zł więcej.

Gdyby jednak państwa nie było stać na dofinansowanie dopłat bezpośrednich, rolnik otrzymałby 84 952 zł. W przypadku, gdyby Polska nie weszła do UE i utrzymała obecny system dopłat do cen skupu zbóż, to przy założeniu, że rolnik uzyskałby przeciętny plon zbóż na poziomie 50 kwintali z ha i sprzedał ich 265 ton, z tytułu dopłat do cen skupu uzyskałby tylko 31 800 zł. Czyli dużo mniej niż z tytułu dopłat bezpośrednich.

Jakie wnioski?

Korzyści gospodarstw rolnych z wejścia Polski do Unii Europejskiej będą tym większe, im mniej te gospodarstwa korzystają z obecnych form wsparcia rolnictwa, a więc z dopłat do skupu zbóż, z dopłat do oprocentowania kredytów preferencyjnych, z dotacji do postępu biologicznego, z porad dotowanego przez państwo doradztwa rolniczego itd. – ponieważ Polska będzie musiała zrezygnować z większości obecnych form wspierania rolnictwa. Czyli ten, kto z tego wspierania dotąd nie korzystał, w ogóle tego nie odczuje.

W przypadku dużych wysokotowarowych gospodarstw rolnych, które zaciągały bardzo nisko oprocentowane kredyty (np. na zakup ziemi), korzystały z wysokich dopłat Agencji Rynku Rolnego do sprzedawanego zboża, kupowały dotowany materiał nasienny i dotowane zwierzęta zarodowe, korzystały z usług doradców z ośrodków doradztwa rolniczego itd., w pierwszym okresie członkostwa Polski w UE mogą nawet nieco stracić – a to dlatego, gdyż korzyści utraconych z tytułu likwidacji obecnych form wspierania rolnictwa mogą nie pokryć przyznane tym gospodarstwom dopłaty bezpośrednie, zwłaszcza wówczas, gdyby nasze państwo nie zechciało dopłacić do nich ani grosza.

Na korzyści rolnictwa z tytułu integracji Polski z UE należy jednak patrzeć nie tylko przez pryzmat dopłat bezpośrednich oraz innych stosowanych w UE form wsparcia rolnictwa, ale także przez pryzmat cen produktów rolnych. Otóż ceny większości tych produktów również ulegną zmianie. Wzrosną w Polsce ceny mięsa wołowego i artykułów mleczarskich, wyższe będą ceny owoców i warzyw, a także cukru. Niższe mogą być natomiast jedynie ceny importowanych alkoholi.

Wbrew doniesieniom niektórych gazet, nie należy natomiast oczekiwać spadku cen pieczywa, mąki i kasz, gdyż rynkowe ceny zbóż w Polsce nie różnią się obecnie od cen w Unii, a wszystkie marże (przetwórcza, hurtowa i detaliczna) są tam wyższe. Poprawi się wyraźnie sytuacja tych gospodarstw rolnych, które produkują buraki cukrowe. Cena ich skupu wzrośnie o około 45 proc. i będzie to wzrost obligatoryjny.

Ze względu na sytuację materialną polskiego społeczeństwa, niektóre inne produkty rolne będą drożały w znacznie wolniejszym tempie (o kilka proc. rocznie). Oczywiście, po kilku latach żywność w Polsce zacznie relatywnie tanieć, tak samo jak tanieje od lat w całej Unii Europejskiej.

Źródło: Rzeczpospolita