"Król żelatyny" nie stanie przed sądem

Kazimierz Grabek – nazywany królem polskiej żelatyny – nie stanie przed sądem za wyłudzenie 11 milionów dolarów z banku Pekao SA. Warszawska prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie.

"Super Express" pisze, że Najwyższa Izby Kontroli, która powiadomiła o przestępstwie prokuraturę, bezradnie rozkłada ręce. Nie udało się dowieść, że "król żelatyny" i do niedawna jeden z najbogatszych ludzi w Polsce, dostał kredyt za łapówkę. Sam Grabek mówi, że bankowi Pekao SA nie jest nic winien.

Zdaniem "Super Expressu", Kazimierz Grabek wybrał najprostszą metodę zbicia fortuny. Pożyczał pieniądze z banków i ich nie oddawał. Gdy w 1992 roku brał 11 milionów dolarów kredytu z Pekao SA, jego firma tonęła w długach i przynosiła straty. Bankowi to nie przeszkadzało.

Nikogo też nie zdziwiło, że Grabek bierze kredyt w nowojorskim oddziale polskiego banku, aby unowocześniać fabrykę w Grójcu – zauważa gazeta.

Jakby tego było mało, jedynym zabezpieczeniem pożyczki była gwarancja wystawiona przez… warszawską centralę Pekao SA. Tak więc bank sam sobie zagwarantował, że klient kredyt spłaci. Mylił się. Do dziś nie odzyskano od Grabka 60 milonów złotych. Wszelkie próby wyegzekwowania pieniędzy spełzły na niczym, mimo że bank dysponuje sądowym tytułem egzekucyjnym.

Sam Grabek czuje się pokrzywdzony przez bank. Skierował do sądu pozew przeciw Pekao SA. Chciał, aby sąd stwierdził, że nic nie jest bankowi winien, gdyż zamknięta fabryka w Grójcu należy już do innej firmy.