Polska – UE: Rząd gra twardo

Żądana kwota mleczna – nadal 11 mln ton, plon referencyjny – nadal 3,14 tony z hektara. Rząd postanowił, że na ostatniej sesji negocjacyjnej przed szczytem w Kopenhadze ustępstw ze strony polskiej ma być naprawdę niewiele, a w jednej kwestii – przyszłości specjalnych stref ekonomicznych – wręcz zwiększymy nasze wymagania.

Rząd zebrał się w sobotę, by przygotować polskie stanowisko na ostatnią przed szczytem w Kopenhadze sesję negocjacyjną w Brukseli. Sesja zorganizowana na szczeblu ministrów spraw zagranicznych jest praktycznie ostatnią szansą, by ze stołu negocjacyjnego „uprzątnąć” wszystkie drobniejsze problemy (np. kwestie weterynaryjne, politykę konkurencji), tak by w Kopenhadze rozmawiać już tylko o najważniejszym -wielkości rekompensat budżetowych i dopłat dla rolników.

Po blisko czterech godzinach dyskusji w sobotni wieczór rząd podjął decyzję, jak mają zachować się w poniedziałek nasi dyplomaci. Otóż polscy negocjatorzy (minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz oraz podległy mu główny negocjator minister Jan Truszczyński) mają grać twardo.

Kwoty i plony – prawie bez zmian

Polska nadal będzie domagać się, żeby plon referencyjny (który stanowi podstawę wyliczenia wielkości dopłat) wynosił 3,14 tony z hektara (Unia proponuje 3 t/ha), chce także, by tzw. kwota mleczna (limit dozwolonej produkcji) wyniosła 11 mln ton rocznie. Gdyby tego się nie udało wynegocjować, to zdaniem Truszczyńskiego pozostaje jeszcze możliwość powrotu do dyskusji o mleku po kilku latach. – Trzeba jednak pamiętać, że takich rozwiązań Piętnastka nie stosowała w praktyce w swojej historii – mówił w niedzielę Truszczyński podczas konferencji zorganizowanej przez kółka rolnicze.

 – Podtrzymujemy dotychczasowe stanowisko w kwestii dopłat bezpośrednich – poinformował w sobotę Cimoszewicz. – Oczekujemy, że już w pierwszym roku członkostwa będą one wyższe od proponowanych – dodał. UE chce, by w pierwszych trzech latach wyniosły one odpowiednio: 25, 30 i 35 proc. tych, które dostają rolnicy w Unii. Rada Ministrów ogólnie zaakceptowała zaproponowany przez Duńczyków sposób powiększenia tych dopłat o część środków z wiejskich funduszy strukturalnych, ale żądamy modyfikacji tego mechanizmu. Duńczycy zaproponowali, żeby dopłaty powiększyć o maksymalnie 20 proc. obiecanych nam wiejskich funduszy strukturalnych, Polska chce natomiast możliwości przesunięcia 25 proc. I nie zgadza się, by w ten sposób powiększone dopłaty nie mogły przekroczyć 40 proc. unijnej średniej. Ponieważ suma „wiejskich” funduszy strukturalnyc zapisana dla Polski na lata 2004-06 wynosi 2 mld 543 mln euro, już w pierwszym roku dopłaty bezpośrednie mogłyby zostać powiększone o ponad 635 mln euro i doszłyby tym samym do poziomu 38 proc. A w 2006 r. przekroczyłyby 40 proc.

Polska – podobnie jak inne kraje kandydujące – stoi na stanowisku, że nowi członkowie powinni mieć także możliwość dowolnego powiększenia dopłat dla rolników z własnego budżetu. – Jeśli będą mieli na to środki – tłumaczył Cimoszewicz.

Utrzymując dotychczasowe stanowisko w sprawie mleka i wielkości przesunięć w rolniczych funduszach, rząd zdecydował się jednocześnie na niewielką korektę w kwoty produkcyjnej cukru, izoglukozy i skrobi.

Polska zaproponuje, by z kwot produkcji cukru (ponad 1,5 mln ton) odjąć 6 tys. ton, o które powiększona zostałaby kwota izoglukozowa. To wcale nie oznacza, że zadowolimy się 26 tys. ton tej kwoty. – Chcemy, żeby i Unia coś dołożyła w stronę oczekiwanych przez nas 40 tys. ton kwoty izoglukozowej – tłumaczył Truszczyński. – To jest z naszej strony lekkie ustępstwo – dodał.

Polska nadal będzie domagać się, by lista zakładów mleczarskich mogących przetwarzać jednocześnie dwa rodzaje mleka (klasy ekstra i klasy drugiej) liczyła 82 pozycje, a nie 56 – jak chce Komisja Europejska.

W sobotę rząd ustalił kilka obszarów, w których Polska już dyskutować z Unią nie będzie, bo proponowane rozwiązania jej odpowiadają. Są to: kryteria uznawania organizacji producenckich; zasady pochodzenia wyrobów spirytusowych; zasady importu ryżu i bananów.

Ile rekompensat?

Rząd postanowił – i to nie jest żadnym zaskoczeniem – że negocjatorzy mają starać się o większe rekompensaty budżetowe w latach 2004-06. Duńczycy zaproponowali w swoim pakiecie, by taka rekompensata (przelew gotówki) nastąpiła tylko raz – w 2004 r. – i wyniosła 443 mln euro. Polska uważa, że to za mało. Chce też, by rekompensaty były nam przekazywane także w latach 2005 i 2006. Uzasadniamy nasze stanowisko tym, że dodatkowe wydatki, które budżet państwa będzie musiał ponieść w związku z integracją europejską, przez pierwsze trzy lata mogą przekroczyć 34 mld zł (8,5 mld euro) – co grozi poważnym powiększeniem deficytu budżetowego.

Zdaniem rządu w budżecie unijnym nadal jest rezerwa na takie rekompensaty. Według Cimoszewicza jest ona na tyle duża, by Polska dostała więcej niż 400-500 mln euro dodatkowej rekompensaty. Nieco mniejszym optymistą jest minister Truszczyński. – Kwota 1 mld euro [na wszystkich kandydatów – red.] może nie być daleka od rzeczywistości – powiedział nam główny negocjator.

Polska oczekuje też, że Unia zwiększy kwotę przeznaczoną na zwrot części kosztów wdrożenia systemu kontroli granic zgodnego z zasadami Schengen. Unia jak dotąd zaoferowała na to jedynie 171 mln euro (czyli mniej niż 20 proc. całej puli na Schengen), podczas gdy długość polskiej granicy wschodniej to więcej niż 20 proc. nowej zewnętrznej granicy UE.

Źródło: Gazeta Wyborcza