Czy opłaca się czekać na negocjacyjny cud w Kopenhadze?

Co będzie jeśli Polska zdecyduje się czekać z finałem do szczytu w Kopenhadze 12-13 grudnia i wywalczyć tam coś więcej niż kandydaci, którzy zakończyli rozmowy wcześniej? Unia będzie musiała dać im i tak to samo, co zwojowała Polska.

Tak powiedział wczoraj jeden z wysokich rangą dyplomatów unijnych w Brukseli. Przestrzegł on, że – ze względu na konieczność kosztownego rozciągnięcia każdej „kopenhaskiej koncesji” na wszystkich kandydatów – prawdopodobieństwo uzyskania na szczycie czegokolwiek więcej ponad to co dostali inni, spadnie do minimum. Dlatego też „w interesie wszystkich jest, by negocjacje zakończyły się już na spotkaniu szefów dyplomacji z obu stron 9-10 grudnia w Brukseli”.

Właśnie temu celowi służyć ma duński pakiet kompromisowy, przekazany kandydatom we wtorek. Mimo krytyki ze strony wielu państw członkowskich Unii i letniego przyjęcie go przez kandydatów, Duńczycy bronią swoich propozycji. Od przyszłego poniedziałku duński premier Anders Fogh Rasmussen zacznie jeździć po stolicach państw obecnej UE, by przekonywać je do swoich propozycji – nieco hojniejszych dla kandydatów, niż ustalono na październikowym szczycie UE w Brukseli.

Duńczycy twierdzą, że ich pakiet jest szczególnie korzystny dla najbiedniejszych krajów spośród dziesiątki kandydatów: Polski, Litwy, Łotwy i Estonii. Ich zdaniem Polska w 2004 r. dostanie półtora raza więcej funduszy z UE, niż otrzymała w ramach funduszy przedczłonkowskich w 2003 r. W latach 2005 i 2006 będzie to odpowiednio dwa i trzy razy tyle co w 2003 roku. Duńskie źródła przyznają, że nie jest wykluczone „skorygowanie” tej nierównowagi na korzyść pozostałych kandydatów. Polska raczej nie musi się obawiać, że Unia odbierze jej coś z tego co proponuje Dania i rozdać innym kandydatom. Piętnastka będzie musiała pomyśleć raczej o czymś ekstra dla Czechów, Węgrów czy Słoweńców.

Do wtorku 10 grudnia zostało jeszcze niespełna dwa tygodnie. W tym czasie toczyć będą się dalsze negocjacje nad tymi elementami pakietu, które są negocjowalne. Według Duńczyków kandydaci nie mają co marzyć o większych transferach pieniędzy, wyższych limitach produkcji mleka czy powiększonym plonie referencyjnym. – Ci, którzy tak myślą, nie zdają sobie sprawy na jakim etapie rozmów się znajdujemy – mówili w środę przedstawiciele Danii. Ich zdaniem z kandydatami można natomiast rozmawiać o dalszym uproszczeniu i uelastycznieniu systemu płatności różnych form pomocy z funduszu rozwoju obszarów wiejskich. O taką elastyczność występuje właśnie Polska.

Źródło: Gazeta Wyborcza