Mięso po macoszemu – zakłady mięsne skarżą się na politykę rządu

Średniej wielkości zakłady prywatne powstałe w latach 90. są najlepszymi firmami mięsnymi w kraju. Ale nawet one mają kłopoty, bo rząd prowadzi wadliwy system interwencji na rynku mięsa, nie wspomaga eksportu i toleruje handel mięsem niewiadomego pochodzenia.

Takie wnioski wynikają z piątego już rankingu przeprowadzonego przez tygodnik „Boss-Rolnictwo”.

O miejscu na liście decydowała m.in. rentowność zakładu, przychody ze sprzedaży, intensywność inwestycji, udział eksportu w sprzedaży. Tytuł najlepszej firmy branży mięsnej roku 2001 zdobyły Zakłady Mróz z Borka Wielkopolskiego, zaraz za nim są ZM Duda z Grąbkowa i ZM Witold Werbliński z Dębniałek Kaliskich – wszystkie trzy wzięły nazwy od właścicieli. Dopiero na siódmym miejscu w rankingu pojawia się pierwszy z wielkich, dawniej państwowych, dziś sprywatyzowanych zakładów – Constar ze Starachowic.

Wszystkie niemal firmy mięsnej od lat narzekają – według GUS średnia rentowność w roku ubiegłym wynosiła 0,1 proc. (średnia w rankingu 0,99 proc.). Zdaniem Stanisława Zięby, sekretarza Polskiego Związku Producentów, Eksporterów i Importerów Mięsa firmy mają kłopoty bo na rynku mięsa panuje chaos. Nadal na bazarach i targowiskach handluje się mięsem niewiadomego pochodzenia, działają nielegalne ubojnie a to pogarsza rentowność zakładów. Rząd nie ma proeksportowej polityki, więc cały czas tracimy rynki wschodnie na które wpływa mięso z Unii, USA a nawet Australii. Jeszcze trzy lata temu sprzedaliśmy do Rosji ponad 200 tys ton mięsa wieprzowego, w tym roku ok. 80 tys. ton. Kiedyś eksportowaliśmy ok. 30 proc. mięsa i jego przetworów, teraz tylko 5-6 proc. Do tego Agencja Rynku Rolnego prowadzi jego zdaniem wadliwą interwencję na krajowym rynku mięsa – koncentruje się na skupowaniu mięsa, gdy jest „górka” podażowa, przechowywaniu i sprzedawaniu w „dołku”, dużo zaś skuteczniejsze byłoby bezpośrednie dopłacanie zakładom do eksportu, tak jak robi to Unia. A jeszcze w tym roku ARR bez sensu ustaliła interwencyjne ceny skupu na wiosnę – były wyższe od rynkowych, zamiast więc wyhamować produkcję wieprzowiny jeszcze ją nakręciły. Skutek tego będzie taki, że na początku przyszłego roku rynek zawali ogromna góra wieprzowiny, z którą nie będzie co zrobić.

Ryszard Pazura, nowy szef ARR obiecał producentom mięsa, że jeszcze w tym roku będzie dyskutował o nowej polityce interwencyjnej zarówno z ministrem rolnictwa jak i finansów. – Możemy zrobić mały krok w kierunku Unii i jej systemu dopłacania do eksportu, ale nie możemy zapominać że dopłaty bezpośrednie są oczywistą stratą dla budżetu, a skup i późniejsza sprzedaż pozwala odzyskać część pieniędzy – powiedział podczas wręczania w czwartek dyplomów najlepszym zakładom.

Źródło: Gazeta Wyborcza