Co się zmieni dla rolników po naszym wejściu do Unii

Zmieni się mnóstwo, ale póki trwają negocjacje z Unią, najważniejsze sprawy nie są wyjaśnione.

Najważniejsze z punktu widzenia dochodów rolników są dopłaty bezpośrednie. Nie wiadomo, ile ich uda się wynegocjować, ale najpewniej w pierwszym roku po integracji otrzymamy 25 proc. tego, co dostają rolnicy w Unii. Bruksela proponuje, by ten procent co roku się zwiększał, by po dziewięciu latach dopłaty się wyrównały. Rząd takie stanowisko odrzuca.

Komu i ile dopłat

Nadal też nie wiadomo, jak dopłaty będą dzielone – czy dostaną je tylko niektórzy rolnicy, np. producenci zbóż, tytoniu, hodowcy bydła (tak jest w Unii), czy też wszyscy rolnicy według hektara. Oba systemy mają zwolenników i przeciwników. Jeśli przyjmiemy system unijny i dostaniemy 25 proc. dopłat, to dla producentów zbóż będzie to 15,6 euro do tony ziarna rocznie, ale tylko do tzw. plonu referencyjnego (tu też klamka jeszcze nie zapadła). Unia proponuje, byśmy przyjęli jako plon referencyjny 2,91 tony z ha. Polski rolnik dostałby więc w pierwszym roku 15,6 euro x 2,91 tony, czyli 503 euro do hektara zboża. Równocześnie jednak ceny zboża w skupie spadną (dopłaty są po to, by ceny światowe się wyrównały).

Dopłaty są najbardziej bezpośrednim wsparciem finansowym rolników i oznaczają natychmiastowy wzrost dochodów. Dlatego tak ostra jest walka o ich wysokość między naszymi negocjatorami a Brukselą. Ale na dopłatach wcale się nie kończy. Unia oferuje znacznie więcej.

Wcześniejsze emerytury

Zwane też rentami strukturalnymi. Już w tym roku Polska zaczęła je wprowadzać na własny koszt, choć na małą skalę. Po akcesji powinny ruszyć szeroką ławą, bo dla rolników są bardzo atrakcyjne.

Przysługują każdemu rolnikowi, który ukończy 55. rok życia (niezależnie od płci) i od 10 lat pracuje na roli (nie ma znaczenia, czy jest właścicielem ziemi, czy tylko pracownikiem). Ta emerytura będzie wypłacana do 65. roku życia, czyli do uzyskania prawa do zwyczajnej emerytury. Warunkiem jej otrzymania jest zaprzestanie działalności rolniczej, czyli pozbycie się ziemi – możną ją sprzedać lub przekazać np. dzieciom, zostawiając sobie działkę poniżej 1 ha. Emerytura nie wyklucza prowadzenia pozarolniczej działalności – np. otwarcia sklepiku, kawiarni itp.

Pieniądze na wypłaty emerytur w 80 proc. pochodzić będą z funduszy unijnych, a w 20 proc. z budżetu krajowego. Ich wysokość zaproponuje strona polska, ale Unia musi je zaakceptować. Unia stawia dwa warunki brzegowe – wcześniejsze emerytury muszą być na tyle wysokie, by były bodźcem do rezygnowania z uprawy ziemi, ale nie może to być „nadkompensata”, czyli nie mogą być niewspółmiernie wysokie. W Unii zwykle jest to dwukrotność minimalnej krajowej emerytury. U nas prawdopodobnie będzie to między półtora- a dwukrotną minimalną emeryturą w kraju. Decyzja jeszcze nie zapadła.

Polska wcześniejsza emerytura wynosi dziś 350 zł miesięcznie, a emerytura minimalna – 532 zł. Zakładając, że rząd przyjmie wskaźnik półtorej emerytury minimalnej, rezygnujący z upraw rolnicy mogliby liczyć na prawie 800 zł. Nie wiadomo jeszcze, gdzie rolnicy składaliby wnioski o wcześniejsze emerytury – czy do KRUS, czy do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Zapewne do tej ostatniej.

Po osiągnięciu wieku emerytalnego rolnik wchodzi w system zwykłych emerytur. Tu nie wiadomo, czy coś się zmieni, bo to jest polityka krajowa, a nie Unii.

Dopłaty do terenów trudnych

Dotyczą terenów górskich, podgórskich, bagiennych, słabych ziem, tych, gdzie często występują przymrozki, susze itp. Tam koszty produkcji są wyższe i Unia chce to zrekompensować. W sumie tych terenów nie może być więcej niż połowa obszaru kraju (Austria uznała, że ma 80 proc. obszarów o trudnych warunkach, ale Unia dopłaca tylko do 50 proc.).

Także w tym przypadku 80 proc. dopłat pochodzi od Unii, a 20 proc. z budżetu krajowego. Dopłaty płacone są do hektara, niezależnie od rodzaju produkcji, i przysługują niezależnie od dopłat bezpośrednich (można je kumulować). Nie wiadomo, jak wysokie będą te dotacje – strona polska wystąpi o 70 euro do ha. To czysty zysk, bo teraz te tereny nie mają w Polsce żadnego wsparcia z budżetu państwa.

Na drobne inwestycje

To zachęta dla gospodarstw małych i średnich (nie mniejszych niż 5 ha i nie większych niż 15 ha), które nie produkują na rynek albo robią to w minimalnym stopniu. Chodzi o to, by pomóc im w czymś się wyspecjalizować, by mogły się same utrzymywać. Unia przeznacza na ten cel po 750 euro dla gospodarstwa, które można brać co roku przez trzy lata (może Unia przedłuży ten okres jeszcze o dwa lata). Jeśli rolnik przedstawi prosty biznesplan, jak wykorzysta te pieniądze, suma wzrasta do 1500 euro. Można za nie kupić np. maszynę do mycia warzyw, jeśli rolnik chce sam kisić ogórki w słoikach i sprzedawać, albo klatki dla królików, które zamierza hodować.

Ta dotacja nie wyklucza korzystania ani z dopłat bezpośrednich, ani z dopłat dla trudnych regionów.

Teoretycznie nie ma zakazu, by te pieniądze rolnik zainwestował w działalność pozarolniczą, np. przeznaczył je na otwarcie warsztatu szewskiego, jeśli tylko chce pozostać na wsi i nadal pracować w rolnictwie. W Holandii, gdzie dochody rolników są na tym samym poziomie co w innych działach gospodarki (utrzymany jest tzw. parytet dochodowy), aż połowa dochodów rolników pochodzi ze źródeł pozarolniczych.

Na zalesianie

To pieniądze dla rolników, którzy gospodarują na ziemiach najsłabszych – klasy V i VI. Ten system wprowadzono już u nas w tym roku, ale zadziałał na bardzo małą skalę, głównie z powodu niskiego budżetu. Obecnie za zalesienie każdego hektara do 10 ha rolnik dostaje 150 zł, między 10 a 20 ha – 50 zł, między 20 a 30 ha – 25 zł, powyżej tej wielkości – nic. W Unii pieniądze będą, ale system działa nieco inaczej. Każdy rolnik będzie musiał przedstawić kalkulację – ile straci rocznie na wyłączeniu gruntów z rolniczej działalności. Teraz w Polsce pieniądze na zalesianie dostaje właściciel ziemi, także ten, który na niej niczego nie uprawia. Za to Unia daje więcej. Rolnik dostanie pieniądze na sadzonki drzew i na pielęgnowanie młodego lasu przez pięć lat (np. na odchwaszczanie), a przez 20 lat od zasadzenia będzie dostawał rekompensatę za utracone dochody rolnicze. W Unii nie ma ograniczeń obszarowych, a za każdy hektar rekompensata wynosi 725 euro rocznie (ok. 240 zł miesięcznie). Tu prawdopodobnie konieczna będzie regionalizacja, bo inne dochody z hektara uzyskuje rolnik na Białostocczyźnie, a inne na Opolszczyźnie. Las pozostanie własnością rolnika i jego spadkobierców. Będą mogli potem sprzedawać z niego drewno.

Dotacje rolno-środowiskowe

Służą ochronie środowiska naturalnego – roślin, zwierząt i ptaków. Unia przeznacza pieniądze na ochronę wiejskiego krajobrazu. Dostanie je rolnik, który np. podpisze program zobowiązujący go do koszenia trawy po 15 czerwca, kiedy co prawda może być ona gorszej jakości, ale za to ptaki zakładające gniazda na ziemi zdążą już wydać potomstwo. Dostanie je też rolnik, który swoje równe pole podzieli miedzami, zachowa na środku pola oczko wodne (zamiast je zasypać) i zobowiąże się, że w sześciometrowym promieniu wokół niego nie będzie stosował nawozów, by chronić wodę. Dostanie też pieniądze za to, że na polu zostawi (lub zasadzi) kępę krzaków, która będzie schronieniem dla ptaków i owadów.

Na wszystko Unia ma cennik – tyle za utratę pola pod miedzę, tyle za oczko wodne lub rów, tyle za drzewo. Każdy rolnik sam musi sobie policzyć, czy mu się ochrona przyrody opłaci. Na razie w Unii ten program idzie z dużymi oporami. U nas większość rolników ma na swoich polach miedze i krzaki, za które będą mogli dostać pieniądze. Ile? Nie wiadomo, negocjacje przed nami.

Fundusze strukturalne

To są pieniądze dla rolników na inwestycje w gospodarstwa. Będą rozdzielane na zasadach zbliżonych do obowiązujących w programie SAPARD, czyli połowa kosztów inwestycji będzie zwracana po jej całkowitym zakończeniu. Może uda się wynegocjować z Unią nieco lepsze warunki, np. rolnik miałby prawo do zaliczki z części unijnej już przed rozpoczęciem inwestycji (nie musiałby wtedy zaciągać dużych kredytów). Strona polska będzie też chciała nieco uprościć wnioski, jakie rolnicy składają, starając się o pieniądze z SAPARD-u, bo obecne są mocno krytykowane.

Pieniądze z funduszy strukturalnych będą w zasadzie przeznaczane na inwestycje w poprawę jakości żywności, nowsze technologie, poprawę warunków życia zwierząt i rozwój produkcji, ale tylko w tych dziedzinach, w których Unia nie ma problemów z nadwyżkami.

Ceny produktów rolnych

Przede wszystkim wzrosną ceny żywności w sklepach. Natomiast ceny skupu płodów rolnych będą się dostosowywać powoli do poziomu unijnego. Dziś ceny skupu mleka w Polsce są znacznie niższe niż w Unii, ale tam też nie są jednolite – inne są w Grecji, a inne w Holandii. Tylko jeśli mleka zacznie brakować, zacznie działać prawo popytu i podaży i ceny mogą szybko wzrosnąć.

Ceny zbóż trochę spadną, bo zaczną obowiązywać unijne, które są niższe niż w Polsce. Niewiele zmienią się ceny wieprzowiny, bo są w Polsce bardzo zbliżone do unijnych – czasem nawet nieco wyższe.

Wołowina w Unii jest droższa prawie o połowę, więc teoretycznie powinna zdrożeć w Polsce. Problem polega na tym, że nie ma u nas dobrej, kulinarnej wołowiny, a mięso polskiej krowy zdrożeje nieznacznie. W sklepach pojawi się z pewnością droga, dobra wołowina z importu. Nasi hodowcy bydła mięsnego nie mogli nigdy uzyskać odpowiedniej ceny, która zwróciłaby im koszty produkcji, więc stada polikwidowali. Jeśli po wejściu do Unii zaczną zakładać hodowle, to i tak miną minimum dwa lata, zanim sprzedadzą pierwsze sztuki bydła.

W górę pójdą ceny warzyw i owoców, zwłaszcza truskawek, wiśni, malin, porzeczek, śliwek, bo na nie jest zbyt w Unii. Teraz nasz eksport ograniczają ustalane przez Unię ceny minimalne; gdy będzie swobodny przepływ towarów, eksport i ceny wzrosną. Podobnie zdrożeją pieczarki, w których jesteśmy europejską potęgą oraz rzadsze warzywa (cukinia, bakłażany, różne rodzaje fasoli).

Źródło: Gazeta Wyborcza