UE: Polska oferuje kompromis

Polscy negocjatorzy szykują kompromis z Unią Europejską w sprawie warunków integracji wsi. Przed szczytem przywódców „15” w Brukseli 24-25 października rząd da znać, że zaakceptuje 9-letni okres dochodzenia do pełni dopłat bezpośrednich zaczynając od 25 proc., ale za prawo do zrekompensowania rolnikom tych cięć.

Kompromis ma zachęcić Niemcy do zaakceptowania propozycji Komisji Europejskiej stopniowego wprowadzenia dopłat dla polskiej wsi. Dotychczasowe żądania polskich władz 100-proc. dopłat tylko usztywniały Niemców. Natomiast Francja oferuje mgliste propozycje stopniowej redukcji dopłat w całej Unii, i to po 2006 r. Przywódcy „15” muszą do końca miesiąca zaakceptować warunki finansowe dla kandydatów, bo inaczej poszerzenie Unii w 2004 r. nie będzie możliwe.

Kluczowe założenia nowego stanowiska rządu, które ma być przyjęte we wtorek, brzmi: „skoro Unia daje rolnikom początkowo tylko 25 proc. dopłat, konieczne są inne formy pomocy, aby utrzymać równe warunki konkurencji”.

W ostatnich tygodniach polscy negocjatorzy przeciwdziałali naciskom potężnego lobby rolnego, by ograniczyć żądania, których Unia spełnić nie może. Sama data zmiany stanowiska jest poważnym sukcesem: Polska łagodzi stanowisko przed wyborami samorządowymi, które na wsi będą starciem między PSL a „Samoobroną”. Nasi negocjatorzy dowiedli, że ważniejszy jest unijny kalendarz poszerzenia.

Poligon Unii

Pierwszy postulat jest łatwy do zaakceptowania przez „15”: rekompensata dotacji z krajowego budżetu. Jednak dziś dopłaty wynoszą ledwie 150 mln euro, podczas gdy Unia, zdaniem Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, powinna wypłacać ich 3,7 mld euro. Szczupłość środków budżetowych tylko w niewielkim. stopniu zrekompensuje tę różnicę. Chyba, źe Unia zgodzi się na czasową redukcję polskiej składki , o co będą zabiegać nasi negocjatorzy.

Stąd drugi postulat: zwiększenia dopłat kosztem funduszy na rozwój obszarów wiejskich. Tu zgoda Unii jest trudniejsza, bo ta korekta jest wbrew planowanej reformie Wspólnej Polityki Rolnej. Nasi eksperci podejrzewają, że Bruksela chce „przetestować” na Polsce system wsparcia zgodny z WTO, bo uniezależniony od produkcji. Jednak w ostatniej rundzie rokowań da się, liczą polskie władze, wydrzeć Unii przesunięcie około 30 proc. z blisko 800 mln euro rocznych funduszy na ten cel. To podniosłoby początkowy próg dopłat do około 35 proc. Zdaniem naszych ekspertów, od progu 40-proc. dopłat większość gospodarstw mogłaby konkurować z zachodnimi farmerami. Uważają oni, że „15” przystanie na modyfikacje, bo dla budżetu UE jest ona neutralna. Likwidacji mogłyby ulec programy na rolnictwo ekologiczne, zalesianie, włączenie do rynku gospodarstw produkujących na własne potrzeby oraz pomoc dla gospodarstw w regionach o słabych glebach. Te programy są, zdaniem naszych rozmówców, ukrytą formą dopłat bezpośrednich, tyle że o wiele trudniejszych do wykorzystania. Środki na restrukturyzację wsi Unia odłożyła bowiem, w ramach funduszy strukturalnych (łącznie 3,7 mld euro w 2004 r.), do odrębnej pozycji budżetowej.

Co z cłami?

Na koniec Polska występuje o utrzymanie ceł. O tym nasi negocjatorzy woleliby w ogóle Unii nie mówić, bo sukces jest tu wykluczony, a samo podjęcie tematu może rozsierdzić kraje „15”: oznacza podważenie podstawy Jednolitego Rynku. Naciski lobby rolnego były jednak za silne, aby całkiem z tego zrezygnować. Możliwy kompromis to jednak uzgodnienie klauzuli ochronnej, wprowadzającej – za zgodą KE – cła, gdyby import z Unii po 2004 r. gwałtownie wzrósł. Takie rozwiązanie przyjęto niegdyś dla Norwegii.

Polska będzie starała się uzupełnić te rekompensaty dwoma mniej istotnymi zabezpieczeniami. Chcemy, aby limity produkcji rolnej dały nam teoretyczne prawo do 3,7 mld euro dopłat, podczas gdy UE oferuje tylko 2,4 mld euro. Jednak Bruksela pójdzie tylko na niewielkie zmiany (np. minimalnie zwiększy limity mleka i pszenicy), bo to powoduje wzrost wydatków budżetowych.

Rząd wystąpi także o utrzymanie przez pewien czas obniżonych lub zerowych stawek VAT na żywność i środki do produkcji rolnej. Poprawi to jednak pozycję konkurencyjną tylko największych gospodarstw.

Źródło: Rzeczpospolita